Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Rumpy Pumpy w Landor Theatre ✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Udostępnij

Rumpy Pumpy

Landor Theatre

14 kwietnia 2015

1 Gwiazdka

Nowe musicale wymagają niezwykle troskliwej opieki i wsparcia, aby mogły w pełni rozkwitnąć. Landor Theatre to jedna z tych nielicznych, wyjątkowych przestrzeni w Londynie, która realnie promuje nowe dzieła, organizując czytania, warsztaty i premiery.

Obecnie wystawiane jest tam „Rumpy Pumpy”, nowy musical autorstwa Barbary Jane Mackie (libretto, teksty piosenek i muzyka), zapowiadany jako oparta na faktach „sprawa herbaty i bułeczek”. Reżyserii podjął się Thom Sellwood, a kierownictwo muzyczne sprawuje Tom Marlow.

Pomysł leżący u podstaw „Rumpy Pumpy” jest znakomity: zderzenie światów, do którego dochodzi, gdy członkinie Women's Institute (Instytutu Kobiet) dopuszczają się tego, co niektóre z ich koleżanek uznają za herezję. Postanawiają bowiem walczyć o reformę archaicznych przepisów dotyczących prostytucji, aby radykalnie poprawić los kobiet pracujących w tej branży w Wielkiej Brytanii. Komediowy i dramatyczny potencjał tej sytuacji jest oczywisty: spotkania w wiejskich świetlicach przy domowych wypiekach; prostytutki mieszające się z dystyngowanymi starszymi paniami z klasy średniej i szokujące je opowieściami o realiach swojego życia; wizjonerki z Instytutu powoli przekonujące swoje bardziej konserwatywne koleżanki; wycieczki terenowe, podczas których pozyskuje się zwolenników sprawy; wreszcie spotkanie z ministrem. Od razu widać, w jakim kierunku ten materiał mógłby pójść.

Problem w tym, że w żaden sensowny sposób tam nie zmierza. Zamiast tego otrzymujemy mnóstwo wątków rodem z opery mydlanej z udziałem prostytutek, z których żadna nie daje się szczególnie polubić. Przemoc domowa, zastraszanie przez policję, arogancja moralizatorów, trudności z utrzymaniem dziecka czy zdobyciem wykształcenia – to kwestie, które mogłyby stanowić centrum kulturowego starcia w miarę otwierania oczu bohaterek. Tutaj jednak stają się jedynie brudnym tłem dla życia bohaterek i w tym kontekście tracą na znaczeniu.

Niektóre melodie Mackie są przyjemne i wpadają w ucho – muzyka jest bez wątpienia najlepszym elementem tego dzieła. Piosenka tytułowa angażuje, a inne numery, takie jak „Wouldn’t It Be Nice” czy „The Perfect Brothel”, po drobnych poprawkach mogłyby stać się prawdziwymi hitami. W rzeczywistości najlepszy moment wieczoru przypada na scenę, w której ciekawe świata i dobrotliwe panie z WI przebywają w Nowej Zelandii, badając tamtejsze „dobre praktyki” w domach publicznych. (Od razu widać, że uczynienie z tego śledztwa głównej osi fabuły, z problemami społecznymi w tle, niepomiernie poprawiłoby narrację).

Choć spektakl ma wyraźny i przyznany związek tematyczny z „Goło i wesoło”, tak naprawdę więcej łączy go – choć nieoficjalnie – z „Dziewczynami z kalendarza”. Całość hamują jednak słabe teksty piosenek i, ogólnie rzecz biorąc, kiepski śpiew. Sellwood musi mocniej chwycić stery, a dialogi wymagają całkowitego przeredagowania, aby postaci nie mówiły nieustannie frazesami.

Marlow dba o oprawę muzyczną najlepiej jak potrafi, a sama gra na instrumentach okazuje się najbardziej melodyjnym aspektem całego przedsięwzięcia.

Niestety, reżyseria Sellwooda pozostawia wiele do życzenia. Odrobina inwencji w prezentacji mogłaby tu ogromnie pomóc. Proste rzeczy: choreografka Courtney Daly mogła na przykład stworzyć wspólny język ruchu dla pracownic seksualnych, skontrastowany z ruchem pań z WI, które początkowo działałyby kontrapunktowo, by z czasem osiągnąć harmonię. Męscy klienci również mogli mieć własną ekspresję ciała. Cokolwiek – ten utwór desperacko potrzebuje zastrzyku życia w samo serce.

Aktorstwo jest w większości elementarne, głównie dlatego, że libretto nie pozwala na stworzenie krwistych postaci, a jedynie archetypów. Wyeliminowanie niektórych wątków pobocznych (nużące działania mściwej policjantki czy wymuszony romans przy kolacji z homarem) pomogłoby skupić się na sednie: odważnym, dalekowzrocznym zrozumieniu dwóch kobiet z WI, z których jedna oddaje życie sprawie, o którą walczą w imieniu wszystkich kobiet.

Mamy tu świetny pomysł, a partytura wykazuje realny potencjał. To dobrze, że Mackie ma szansę zobaczyć swoje dzieło na scenie, bo teraz znacznie wyraźniej widać, co należy zmienić – produkcja obnażyła słabości obecnej wersji tekstu.

Tytuły bywają zdradliwe. Jeśli nazywasz musical „Rumpy Pumpy” [Igraszki], musi on być seksowny, energiczny i niegrzeczny. Jeśli taki nie jest, walka o serca widzów jest z góry przegrana. W obecnym stanie tej produkcji bliżej do „Flaki z olejem” niż do obiecywanych swawoli.

Z nadzieją czekam na kolejną wersję warsztatową.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS