Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Saint George and the Dragon, National Theatre ✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Zespół spektaklu Saint George and the Dragon. Foto: Johan Persson Saint George and the Dragon.

Olivier w National Theatre.

11 października 2017

2 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Od czasu referendum w sprawie Brexitu, niezależnie od niekończących się debat politycznych, artyści wciąż próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Na liście nominowanych do Nagrody Bookera, „Jesień” Ali Smith oraz „Elmet” Fiony Mozley badają mityczne konstrukcje angielskości w zestawieniu ze współczesnymi wydarzeniami, a Grayson Perry stworzył wazy dla zwolenników i przeciwników opuszczenia UE. W National Theatre widzieliśmy już wcześniej w tym roku „My Country” autorstwa Carol Ann Duffy, gdzie wynik głosowania analizowany był przez pryzmat personifikacji Brytanii i jej regionów. Teraz nowa sztuka Rory'ego Mullarkeya na scenie Oliviera bierze na warsztat legendę o świętym Jerzym i smoku, prowadząc nas od mitycznego sładzenia bestii aż po czasy współczesne. Święty Jerzy wzywa mieszkańców swej wyspy, by zamknęli oczy, wyobrazili sobie, co mogą osiągnąć i ciężko pracowali na sukces. Podczas jego nieobecności, czas przyspiesza – pędzimy ku rewolucji przemysłowej, aż lądujemy w dzisiejszym Londynie. Niestety, mimo ambitnych założeń, sztuka pod wieloma względami okazuje się niewypałem.

Zespół spektaklu Saint George and the Dragon. Foto: Johan Persson

Słowa uznania należą się Rae Smith za znakomitą scenografię, która w pełni wykorzystuje przestrzeń potężnej sceny. Design przypominający rozkładaną książkę dla dzieci idealnie współgra z komiksową naturą materiału. Scena przejścia do rewolucji przemysłowej budzi skojarzenia z ceremonią otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012 roku, ale mimo to ogląda się ją z przyjemnością. To idealna oprawa dla tekstu, który przypomina niestety kiepską powieść graficzną – niemal wszystkie postacie są powierzchowne, a ciekawsze koncepty pojawiają się rzadko. Walka z pierwszym smokiem jest zainscenizowana brawurowo i z pasją – tutaj znów brawa dla scenografów. Problem w tym, że następuje ona już w 45. minucie spektaklu, a do końca pozostaje jeszcze długa droga. Smok przyjmuje oczywiście ludzką formę i uosabia opresję, komercjalizm oraz chciwość, by w ostatnim akcie objawić się w każdym z nas – to intrygujący pomysł, jednak podany w formie rodem z jarmarcznej pantomimy. Mullarkey mierzy wysoko, ale nigdy nie udaje mu się przebić przez powierzchowną warstwę opowieści.

(Od lewej) Reuel Guzman (Chłopiec), John Heffernan (Jerzy) i Gawn Grainer (Charles). Foto: Johan Persson

To, że ten cały galimatias w ogóle wywołuje jakąkolwiek reakcję, jest zasługą fantastycznej kreacji komediowej Johna Heffernana w roli Jerzego. Ma on wybitne wyczucie czasu i jest absolutnie uroczy. Potrafi być bohaterski, gdy sytuacja tego wymaga, a jego zagubienie po powrocie na wyspę ogląda się z zachwytem. Niestety, scenariusz nie pozwala mu na pogłębienie roli – wątek postrzegania go jako osoby chorej psychicznie w trzecim akcie zostaje potraktowany po łebkach. W roli Smoka Julian Bleach wykorzystuje swoje doświadczenia z ról Davrosa czy Shockheaded Petera, co daje niezły efekt – jego głos ocieka arogancją, ale wciąż pozostaje jedynie karykaturą czarnego charakteru. Obsada dwoi się i troi, by nadać tekstowi głębię, czasem aż zbyt desperacko. Trzeba przyznać, że zdarzają się momenty szczerego śmiechu, ale jest ich zdecydowanie zbyt mało. Podobnie jak bohaterowie, zaczynamy tęsknić za prostotą mitycznego świata z pierwszego aktu, który zdecydowanie wypada najlepiej.

Jeśli szukacie ostrej jak brzytwa satyry politycznej komentującej stan państwa, lepiej wybierzcie się na drugą stronę rzeki na którąś ze sztuk Jamesa Grahama, które obecnie przyciągają tłumy. Smokiem, z którym obecnie zmaga się National Theatre, jest znalezienie przebojowego, nowego tekstu na scenę Oliviera. Patrząc na tę produkcję, przyjdzie im jeszcze długo poczekać na bohatera, który przybędzie na ratunek.

SAINT GEORGE AND THE DRAGON – BILETY

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS