Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Last Five Years, Garrick Theatre Londyn ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

rayrackham

Share

Ray Rackham recenzuje musical Jasona Roberta Browna pt. The Last Five Years, który można obecnie oglądać w londyńskim Garrick Theatre.

Oli Higginson w spektaklu The Last Five Years. Zdjęcie: Helen Maybanks The Last Five Years

Garrick Theatre

5 Gwiazdek

Zarezerwuj bilety Znajomy i lśniący fortepian stoi na podestowej platformie obrotowej, spowity w mistrzowsko oświetlonej mgle, która kłębi się wokół instrumentu. Na taborecie spoczywa kartka papieru. To widok, który wielu już zna z Southwark Playhouse, gdzie genialna produkcja Katy Lipson była wystawiana dwukrotnie: najpierw tuż przed lockdownem, gdy dystans społeczny czy maseczki były pojęciami nam obcymi; a potem ponownie (w połowie ciągnących się w nieskończoność restrykcji), kiedy wydawało się, że życie teatralne zmieniło się na zawsze, a my siedzieliśmy zamknięci w pleksiglasowych boksach, nie mogąc nawet wstać i bić braw. Jednak na deskach West Endu spektakl wydaje się początkowo nieco bardziej odległy niż w Southwark; jakby czwarta ściana proscenium teatru Garrick stworzyła nieprzenikalną barierę między widzami a obsadą – w tym momencie serce niejednego widza mogło zadrżeć. Lecz gdy miejski zgiełk Manhattanu osiągnął swoje znajome crescendo, setki żarówek rozświetliły litery L, 5 oraz Y. Dwie znajome twarze pojawiły się w tym blasku i rozpoczął się zupełnie inny wieczór. Resztę można podsumować krótko: była to noc legendarnego teatru.

Oli Higginson i Molly Lynch w The Last Five Years. Zdjęcie: Helen Maybanks

The Last Five Years to historia Jamiego i Cathy – dwojga ludzi, którzy zakochują się w sobie i rozstają na przestrzeni pięciu lat. Jeśli nie znacie centralnego konceptu sztuki, pomińcie to zdanie. Niegdyś niekonwencjonalna narracja Jasona Roberta Browna (jedna postać opowiada historię od końca, druga od początku) nigdy nie była tak klarowna jak w nowej inscenizacji Jonathana O’Boyle’a na West Endzie. O ile w Southwark widzowie mogli czuć się momentami jak skrępowani obserwatorzy, tutaj stajemy się niemal wspólnikami. Jamie i Cathy dostrzegają naszą obecność, zwracają się do nas w kluczowych momentach i prowadzą liryczny dialog w sposób absolutnie uroczy, a zarazem druzgocący. Widzimy ból w ich spojrzeniu, czujemy ich radość w mrugnięciu okiem czy skinieniu głową. To genialny sposób na nawiązanie więzi z widzem w tej profesjonalnie „powiększonej” produkcji kameralnego spektaklu.

Oli Higginson i Molly Lynch w The Last Five Years. Zdjęcie: Helen Maybanks

Wszystko jest tak, jak było, ale wzniesione na wyższy poziom. Niebieskie lampiony, które w Southwark sprawiały niemal duszne wrażenie, teraz górują nad sceną w pięknej reżyserii światła Jamiego Platta, wciąż obracając się i zmieniając natężenie (podobnie jak opowieść przeskakuje między bohaterami). Scenografia Lee Newby'ego jest ostrzejsza, czystsza i bardziej wyrazista. Ustawienie czterech eleganckich taboretów fortepianowych to ukłon w stronę poprzedniego układu sceny, a jednocześnie sprytny sposób na ukrycie rekwizytów, dzięki czemu przestrzeń gry może stać się czymkolwiek zechcą twórcy. Partytura przeszła spektakularną przemianę – dodatkowe orkiestracje Nicka Barstowa wzbogaciły ją muzycznie i dramatycznie, a inspirujące wybory instrumentalne idealnie współgrają z sytuacją i postaciami. Momentami to nowe brzmienie niemal roznosiło dach teatru Garrick, sprytnie wprowadzając premierową publiczność w stany ekstazy. Przy spektaklu wymagającym tak inwencyjnej reżyserii, choreografia Sam Spencer Lane była tak naturalna i genialna, że trudno dostrzec szew między grą aktorską a ruchem scenicznym (co rzadko zdarza się nawet na West Endzie). Kolejna mistrzyni w swoim fachu, która mogła tu w pełni rozwinąć skrzydła!

A co z dwójką bohaterów, których relacji kibicujemy i nad którą ubolewamy? Stwierdzenie, że narodziły się dwie wielkie gwiazdy, brzmi może banalnie, ale tak właśnie jest. Molly Lynch i Oli Higginson to Cathy i Jamie naszych czasów. To dopracowane w każdym calu kreacje aktorów, przed którymi stoją otworem wielkie kariery (nie żeby spoczęli na laurach od ostatniej wizyty na Manhattanie). Wspaniale było zobaczyć ich tam, gdzie ich miejsce – na westendowskiej scenie, w niesamowicie imponującej produkcji tego, bądź co bądź, wymagającego tytułu.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS