Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Portret Doriana Graya, St James Studio ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Udostępnij

Fotografia: Evolution Photography Portret Doriana Graya

St James Studio Theatre

17 czerwca 2015

5 Gwiazdek

20 czerwca 2015 roku przypada dokładna rocznica pierwszej publikacji oryginalnej, odcinkowej wersji powieści Oscara Wilde'a Portret Doriana Graya w czasopiśmie. Choć wielokrotnie próbowano przenieść to dzieło na scenę i ekran, nie istnieje jedna, powszechnie uznana adaptacja teatralna, dlatego to nowe przedsięwzięcie jest zarówno na czasie, jak i niezwykle potrzebne. Zarys fabuły jest tak dobrze znany, że nie wymaga tutaj przytaczania, niemniej jednak muszę zacząć od odnotowania mojego poczucia niesłabnącej i fascynującej aktualności jej głównych motywów. W dobie kultu celebrytów, który coraz mocniej wdziera się na nasze ekrany i nagłówki gazet, studium natury i konsekwencji narcyzmu nie mogłoby być bardziej współczesne. Gdy na horyzoncie pojawiają się słynne aforyzmy, trudno nie pomyśleć, że stwierdzenie „Geniusz trwa dłużej niż uroda” byłoby dziś raczej pytaniem otwartym niż faktem, oraz że Wilde dotknął głębszej prawdy, niż sam przypuszczał, pisząc, że „tylko ludzie powierzchowni nie oceniają świata po wyglądzie”. Błyskotliwa zręczność słowna zestawiona z mrokiem czającym się pod spodem potwierdza prawdę i mądrość innego powiedzenia, które przemyka na początku: „cała sztuka jest jednocześnie powierzchnią i symbolem”.

Słowa uznania należą się przede wszystkim autorom adaptacji, Merlinowi Hollandowi (wnukowi Wilde'a) oraz Johnowi O’Connorowi, którzy wykonali swoją pracę z wielką starannością. Co kluczowe, powrócili oni do oryginalnych tekstów – zarówno prasowego, jak i (dłuższego) książkowego – przywracając kilka kluczowych kwestii, które Wilde przezornie usunął z ostatecznego, standardowego wydania. Linie te wyraźniej uwypuklają wątki homoerotyczne i w szczególności klarują postać Basila Hallwarda, zatraconego w beznadziejnym i bezradnym uwielbieniu dla Doriana Graya, sprawiając, że wyrachowana manipulacja Basilem w wykonaniu Doriana staje się jeszcze bardziej szokująca. Wprowadzono także wiele innych drobnych korekt, które zgrabnie wygładzają lub dopełniają aspekty postaci, w oryginale jedynie subtelnie zasugerowane.

Każda adaptacja musi przekształcić dużą dawkę narracji przekazywanej przez Doriana w dramat, dialog i żywe postaci. Wyymaga to wielu wyborów interpretacyjnych i w przeważającej mierze zespół twórców oraz aktorzy podjęli całkowicie trafne decyzje. Na przykład Sibyl Vane (Helen Keeley) została tu rozwinięta w znacznie bardziej istotną postać niż w pierwowzorze. Wybrano przedstawienie jej jako dobrej aktorki, której przytrafia się feralna, zła noc, a nie jako beztalencia, które tylko Dorian pragnie postawić na piedestale. Nadaje to znacznej siły i tragizmu momentowi, w którym bohater ją odrzuca. Podobnie rzecz ma się z postacią Hettie, kolejnej ofiary faustowskich obsesji Doriana, która w powieści jest opisana jedynie mimochodem.

Konstrukcja fabuły jest najmniej wiarygodnym i być może najmniej istotnym aspektem sztuki: podobnie jak w każdej powieści gotyckiej, zakończenie wydaje się osobliwie nagłe – efekt ten został wiernie odtworzony w tej adaptacji. Ale przecież intryga zawsze była najmniej istotnym elementem kunsztu Wilde'a w jego komediach, a jako całość ta adaptacja śmiało może mierzyć się z wielkimi dziełami, które budują jego reputację. To w gruncie rzeczy prototyp. W oryginale drzemie rdzenna teatralność: dialogi są już spójne z twórczością sceniczną Wilde'a – niektóre z nich zostały zresztą później wykorzystane w Wachlarzu lady Windermere. Wiele scen bezpośrednio odnosi się do ówczesnego teatru lub jest w nim osadzonych. Wreszcie, całe to dwukierunkowe przeciąganie liny między obrazem a modelem, bohaterem a wizerunkiem, zewnętrznym pięknem a wewnętrznym zepsuciem duszy aż prosi się o przedstawienie i ożywienie poza zapisaną stroną. Spektakl otwiera sugestywna wizja zagraconej wiktoriańskiej pracowni artysty: kilka dużych, krzywo zawieszonych pustych złotych ram, przybory malarskie, szezlong, kwietnik, rozrzucone krzesła, a w tle wkradające się dźwięki Nokturnu Chopina. Basil Hallward (Rupert Mason) kładzie ostatnie szlify na portrecie Doriana Graya (Guy Warren-Thomas), zanim ich spokój zostanie przerwany i zburzony przez lorda Henry'ego Wottona (Gwynfor Jones). Oprócz ról głównych, każdy z aktorów (poza Warrenem-Thomasem) wciela się w mnóstwo świetnie zarysowanych postaci pobocznych, zaludniając scenę wszystkowiedzącymi służącymi, wyniosłymi księżnymi i przedsiębiorczymi handlarzami, którzy stanowią tkankę społeczną wielkich komedii. W przypadku tej niezwykle zmysłowej książki kluczowe jest, aby było na czym zawiesić oko, dlatego wielkie brawa dla zespołu kreatywnego za dopracowaną scenografię i wspaniałą paradę kostiumów z epoki o przepięknych barwach i fakturach. Nawet postać drugoplanowa, jak żona lorda Henry'ego, naprawdę wygląda, jakby jej falująca suknia była „zaprojektowana w czasie nawałnicy i przywdziana podczas sztormu”. Wiele uwagi poświęcono temu, jak pobudzić wyobraźnię widzów, a reżyser znalazł sposób na zintegrowanie odniesień do książki Huysmansa Na opak oraz Żółtej Księgi (Yellow Book) – obu ważnych inspiracji dla Wilde'a – oraz na ucieleśnienie fascynacji Doriana tkaninami i zapachami, opisaną w jedenastym rozdziale powieści.

Niesprawiedliwe byłoby wyróżnianie tylko jednego członka obsady – podziwiamy tu wiele form aktorskiej doskonałości; wystarczy jednak powiedzieć, że Warren-Thomas nie spoczywa na laurach swojej urody – drogę ku bezwzględnemu okrucieństwu zaznacza licznymi wahaniami i ludzkimi detalami. Mason czyni Hallwarda postacią znacznie bardziej budzącą współczucie i udręczoną niż zazwyczaj, a Keeley tworzy z Sybil prawdziwą, pełnokrwistą postać. Nieuniknione są liczne zmiany dekoracji i kostiumów, ale odbywają się one sprawnie i bez przerywania koncentracji widzów. W rzeczywistości płynny, elastyczny ruch jest mocną stroną całej produkcji, co jest trudnym osiągnięciem w tak ograniczonej i zagraconej przestrzeni.

Pod pewnymi względami najtrudniejszą rolą do udźwignięcia jest lord Henry, który musi wygłaszać większość błyskotliwych epigramatów, osadzając je jednocześnie w naturalistycznej mowie. Odnalezienie rytmu u Wilde'a jest zazwyczaj kluczem do wielkich kreacji i udanych inscenizacji. Jak stworzyć wiarygodny przepływ słów, gdy epigramaty stają na drodze, domagając się czasu i przestrzeni na ich wybrzmienie i dostrzeżenie? Czasami wydaje się, jakby Wilde podał swoim aktorom tacę pełną dżemu i gęstej śmietany, ale zapomniał o bułeczkach. Gwynfor Jones radzi sobie z tym wyzwaniem bardzo subtelnie, wykorzystując dużo ruchu scenicznego oraz starannie stopniowane przyspieszenia i pauzy, podobnie jak śpiewak operowy rozplanowuje arię. To lekcja pokazowa retorycznej ekspresji.

Niestety, ta znakomita adaptacja ma bardzo krótki okres eksploatacji – mam nadzieję, że inny teatr da się namówić, by pozwolić nam przeżyć tę sztukę z tą obsadą raz jeszcze, i to niedługo... Zasługuje na to ze względu na swoje walory, na świeże spojrzenie, jakie rzuca na dzieło, które wydaje nam się tak dobrze znane, oraz na to, co mówi nam o samym Wilde'ie. W doskonały sposób ukazuje ścierające się, chwiejne i ostatecznie tragiczne połączenie talentów i aspiracji, które składały się na wyjątkową osobowość autora. Jak zwykle, Wilde dostrzegł prawdę przed wszystkimi krytykami: „Basil Hallward jest tym, za kogo się uważam; lord Henry tym, za kogo uważa mnie świat; Dorian tym, kim chciałbym zostać – w innych czasach, być może”.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS