Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Opowieść zimowa, Garrick Theatre ✭✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Judi Dench jako Paulina w Opowieści zimowej. Fot. Johan Persson Opowieść zimowa

Garrick Theatre

6 listopada 2015

6 gwiazdek - Dlaczego? Kup bilety

„Jeżeli to są czary, niechże będą

Sztuką tak czystą jak pokarmu branie.”

Leontes: Akt piąty, scena trzecia; Opowieść zimowa.

Jest zima. Czas Bożego Narodzenia. Królewski pałac emanuje ciepłem i gościnnością, wypełniony miłością i przepychem. Kolędnicy grają radosne pieśni, a mały książę nie może doczekać się prezentów spod choinki. Najlepszy przyjaciel króla składa wizytę, a królowa w zaawansowanej ciąży promienieje macierzyństwem. Trudno o szczęśliwszy obrazek.

Zaczyna się od spojrzenia. Potem chwila zawieszenia wzroku. Wreszcie uporczywe wpatrywanie się. Wraz z kolędami nadchodzi Zazdrość. Niemal widać, jak infekuje ona króla, paraliżuje jego umysł i rozsądek, wypacza uczucia, rodząc bezpodstawną, tyrańską furię. Obserwowanie tej zmiany przeraża – pan Hyde to amator w porównaniu z tą transformacją.

Później, gdy książę leży martwy, królowa została niesłusznie uwięziona, a nowo narodzona księżniczka wysłana na wygnanie ku zagładzie, stara, wierna dwórka stawia czoła królowi. On zaś marnieje, opłakując utraconego syna, niemal odchodząc od zmysłów przez kapryśne szaleństwo, które zawładnęło jego królewską duszą. Ona go nie oszczędza. Chłosta go za tyrańskie wybuchy, wylicza jego straty i ofiary, a każde jej słowo jest jak nóż wbity w serce. Na koniec powala go na kolana – królowa nie żyje. Niewzruszona pozwala, by jego skowyt rozpaczy rozdarł księżycową noc.

Jeśli komuś w teatrze nie zaszkliły się oczy, to chyba tylko manekinom.

Hadley Fraser i Kenneth Branagh w Opowieści zimowej. Fot. Johan Persson Oto odkrywcza, niezapomniana i przełomowa inscenizacja Opowieści zimowej autorstwa Kennetha Branagha i Roba Ashforda, grana obecnie w Garrick Theatre. Zapomnijcie o Hamlecie z Cumberbatchem. Zapomnijcie o Wojnie Róż w reżyserii Nunna. Zapomnijcie o tetralogii RSC, która wkrótce zawita do Barbicanu. Ta produkcja Opowieści zimowej to bez wątpienia NAJWAŻNIEJSZE wydarzenie szekspirowskie roku.

Sztuka ta, jedna z ostatnich napisanych przez Szekspira, uchodzi często za trudną. Ale nie tutaj. Ta produkcja tętni życiem w każdym calu, pełna pasji i precyzyjnej siły, a niesie ją warsztat głosowy, jakiego dawno nie słyszano na West Endzie. Całość jest świeża i ożywcza; niemal tak, jakbyśmy widzieli ten tekst wyraźnie po raz pierwszy. To sztuka, która doczekała się wielu fatalnych wystawień – tutaj jednak ma siłę rażenia godną Hamleta.

Historia opowiedziana jest z błyskotliwą klarownością i intensywną emocją. Aktorzy ci, tak jak należy, czerpią energię z samych słów Szekspira, a ta energia napędza pełne wdzięku, intrygujące i niezwykle celowe kreacje. To jak trzaskający ogień – słowa ożywają muzyką swojego znaczenia.

Scenografia Christophera Orama jest absolutnie zachwycająca: królująca czerwień i złoto na ciepły początek, potem niemal pusta przestrzeń przy porzuceniu Perdyty w Bohemii, następnie sielski klimat, aż wreszcie, gdy zaczyna się akt drugi, płatki śniegu wirują wokół oświetlonej blaskiem księżyca Judi Dench (wygłaszającej monolog przypisany przez Szekspira Czasowi – co jest genialnym posunięciem). Dalej sterty śniegu okazują się wełną, gdy trafiamy do wieśniaków, by w końcu powrócić do pierwotnego pałacu, teraz surowego i lodowato białego, naznaczonego piętnem rozpaczy minionych lat. Oram rozwiązuje problem „Wyjścia, ściganego przez niedźwiedzia” prosto, lecz błyskotliwie. Jego kostiumy są równie wspaniałe; wystawne i dopracowane pod każdym względem.

Judi Dench i Miranda Raison w Opowieści zimowej. Fot. Johan Persson

Reżyseria światła Neila Austina zapiera dech w piersiach: subtelnie zmienia nastroje i wskazuje perspektywę za pomocą światła. Widzimy Hermionę i Poliksenesa tak, jak widzi ich Leontes, ale też takimi, jakimi są w rzeczywistości; czujemy potęgę wyroczni w Delfach. Magiczny moment, w którym Dench jako Czas opowiada o upływie szesnastu lat, jest tak piękny, że aż bolesny. Wreszcie wprowadzenie Floryzela i Perdyty odbywa się dzięki sprytnemu zabiegowi świetlnemu. Jednak nieskazitelne piękno posągu, który Paulina ukazuje na koniec Leontesowi, to największe osiągnięcie Austina – a jest ich znacznie więcej, zbyt wiele, by je wszystkie wymienić.

Branagh jako Leontes jest w potężnej, niepokonanej formie. Jest znakomity od początku do końca, całkowicie przekonujący. Jego przemiana z uwielbiającego męża i ojca w potwora trawionego zazdrością jest niesamowicie szczegółowa, każdy fałszywy krok – wyraźny. Kiedy w końcu pojawia się w drugim akcie, z posiwiałymi włosami i sercem, ubrany na czarno, złamany swoimi grzechami, budzi autentyczne współczucie. To nie lada wyczyn w przypadku człowieka, który niesłusznie oskarżył żonę o cudzołóstwo, doprowadzając do śmierci syna i skazując nowo narodzoną córkę na niemal pewną śmierć na wygnaniu.

Wszystko tkwi w sposobie podawania wiersza. Branagh tchnie w tekst takie życie, że Leontes staje się ludzki, mimo swoich patologicznych napadów zazdrości. Łaska, radość, strach, podejrzliwość, gniew, zagubienie, skrucha, żal, nadzieja – w każdym wypowiadanym słowie słychać właściwy ton, a jego precyzyjnie nakreślona postać jaśnieje na scenie.

Miranda Raison jako Hermiona jest piękna pod każdym względem, pełna wdzięku i ducha w każdym ruchu i spojrzeniu. Stanowi idealną partnerkę dla Branagha, a scena jej procesu jest brutalna i wstrząsająca. Jej relacja z Poliksenesem Hadley'a Frasera jest trafiona w punkt, tworząc fundament pod koszmarną reakcję Leontesa. Moment, w którym w końcu spotyka swoją córkę, Perdytę, zdumiewa połączeniem bólu i radosnego spełnienia macierzyństwa.

Fraser tworzy świetnego Poliksenesa, a kiedy wybucha gniewem na syna, staje się jasne, dlaczego on i Leontes tak dobrze się rozumieli. Michael Pennington jest wyborny jako Antygonus, wzorcowo operując szekspirowskim wierszem, a jego ostatnie chwile, zanim niedźwiedź odbierze mu życie, są nadzwyczajne. Camillo w wykonaniu Johna Shrapnela jest zagrany z wyczuciem i doskonale wyartykułowany, dając silne poczucie lojalności i obowiązku wobec monarchów, którzy pobłądzili.

Sceny w Bohemii potrafią nużyć, ale nie w tej inscenizacji. Czuć tu krwisty, ziemisty erotyzm, który pasuje idealnie. Bardzo męski Floryzel Toma Batemana i promienna pasterka Perdyta Jessie Buckley (jej pierwsza kwestia wywołuje owację) są razem fantastyczni, żarliwi i radośni. Ich miłość jest prawdziwa, nagła i przekonująca. Scena, w której Poliksenes potępia ich związek, uderza z taką samą siłą i głupim zacietrzewieniem, jak bezlitosna błędna ocena Hermiony przez Leontesa.

Jessie Buckley, Jimmy Yuill i Tom Bateman w Opowieści zimowej. Fot. Johan Persson

Jimmy Yuill i Jack Colgrave Hirst tworzą zgrany duet jako Pasterz i Błazen; są bardzo zabawni i na wskroś ludzcy. Kiedy Pasterz zostaje skazany na śmierć przez Poliksenesa, jest to trzymający w napięciu i szczerze przerażający moment, który obaj grają bezbłędnie. Mają też świetny kontakt z energicznym i urokliwym Autolikusem Johna Dagleisha – to łotr tak zwinny i dowcipny, jakiego tylko Szekspir mógł stworzyć.

Pod koniec sztuki pojawia się dość karkołomna scena, w której kluczowe wydarzenia dzieją się poza sceną, a są na niej jedynie relacjonowane. Tutaj jednak nie ma mowy o niezręczności: Adam Garcia jest w tej scenie genialny, a opowieści, którą snuje, trudno słuchać bez łez. Stuart Neal, Jaygann Ayeh i Michael Rouse są wyjątkowo dobrzy w zespole, który właściwie nie zalicza żadnych potknięć.

Jednak bez wątpienia ten wieczór należy do Judi Dench.

Książki historyczne wspominają Peggy Ashcroft grającą Paulinę dla Royal Shakespeare Company w 1960 roku jako tę, która zrewolucjonizowała myślenie o tej roli. Dench z pewnością rewolucjonizuje Paulinę dla mnie dzisiaj – nigdy nie widziałem produkcji Opowieści zimowej, w której Paulina byłaby centralną, napędową siłą człowieczeństwa i dobra. Ale Dench taką ją czyni.

Od pierwszego momentu, gdy wyłania się zza zasłony z podekscytowanym Mamiliusem i prowadzi go do choinki, Dench wnosi do spektaklu intensywność, energię i tętno, które przeczą jej osiemdziesiątce z hakiem. Jest zwinniejsza i bardziej stanowcza niż wielu aktorów o połowę młodszych, a wszystko, co robi i mówi, dodaje wieczorowi wartości, głębi i czystej przyjemności.

Sposób, w jaki operuje wierszem, nie ma sobie równych. Waży każde słowo, nadając mu pełny, precyzyjny ciężar, trafiając w sedno i emocję każdej lśniącej frazy. Jest przebiegła, mądra i wspaniała. Jej pełne bólu strofowanie Leontesa, gdy oznajmia mu śmierć Hermiony, to jeden z najwspanialszych momentów teatralnych, jakie widziałem w życiu. Tak potężny, że zapiera dech w piersiach.

Jej monolog jako Czas jest niewymownie piękny, to refleksja, która przenika do samej duszy. Jej twarz podczas procesu Hermiony, gdy Paulina nie mówi nic, żyje ekspresją – jest lękliwie smutna, a jednak nie traci nadziei. Kiedy Dench odsłania posąg, dzieje się magia; tak doskonale przygotowała ten moment, zasiała ziarno tego, co nadejdzie, będąc pryzmatem możliwości odkupienia. Najszczęśliwszy moment sztuki również należy do niej – kiedy Leontes oddaje jej rękę Camillo, co jest być może pierwszą dobrą rzeczą, jaką zrobił od 16 lat.

Dench jest transcendentna – to siła natury, jakiej możemy już nigdy nie zobaczyć. Zobaczyć i usłyszeć ją w tej produkcji to tyleż przywilej, co przyjemność.

Jedynym żalem, jaki pozostawia ten wieczór, jest gorzka refleksja, że rzadko słyszy się dziś Szekspira wypowiadanego tak poprawnie jak tutaj. Oby było inaczej. Miejmy nadzieję, że National Theatre, RSC i reżyserzy wszędzie zobaczą tę produkcję i wyciągną z niej wnioski. Warsztat ma kluczowe znaczenie.

To czysta magia teatru. Opowieść zimowa na nasze czasy. Bilety są niemal wyprzedane, ale każdy, kogo ciekawi aktorstwo, teatr czy Szekspir, powinien – ba, musi – to zobaczyć. To po prostu aktorski majstersztyk pod każdym względem.

Opowieść zimowa jest grana w Garrick Theatre do 16 stycznia 2016 roku. Dowiedz się więcej o sezonie Kennetha Branagha w Garrick Theatre

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS