Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Trzy siostry, Union Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Trzy siostry

Union Theatre

6 stycznia 2017

Zarezerwuj bilety Sezon trzech premier zespołu Phil Willmott Company otwiera w Southwark wersja prowincjonalnego dramatu rodzinnego Czechowa pióra Tracy'ego Lettsa. We współpracy z Union Theatre, Willmott zebrał na potrzeby tej prezentacji świetną, 14-osobową obsadę, złożoną głównie z młodych profesjonalistów wspieranych przez kilkoro doświadczonych aktorów. Spektakl oferuje nam także nowe podejście do niedawno pozyskanej przestrzeni scenicznej Union.

Dzięki 60 miejscom rozmieszczonym swobodnie po wszystkich czterech stronach sali, widoczność i słyszalność są lepsze niż kiedykolwiek. Willmott okazjonalnie przenosi akcję poza scenę – do „aneksu” na zapleczu oraz na piętro, do sali prób nad widownią. Daje to niesamowity efekt: my, widzowie, czujemy się jak ściany czy meble w przestronnym domu Iriny, Maszy i Olgi, spuściźnie po ich zmarłym ojcu-wojskowym. Scenografia jest oszczędna, a znajdujący się w Union poręczny fortepian służy nie tylko muzyce diegetycznej (zwłaszcza podczas obchodów urodzin w pierwszym akcie), ale stanowi również silny symbol mieszczańskiej przyzwoitości, która jednocześnie nobilituje i dusi życie bohaterek, będąc znakiem ich niewykorzystanego potencjału. Kostiumy autorstwa Penna O’Cary dość swobodnie oscylują między tradycją końca XIX wieku a późniejszymi epokami, zarówno rosyjskimi, jak i zachodnimi. To dążenie do ponadczasowej uniwersalności jest jednym z zamierzeń inscenizacji i zarazem jednym z jej odważniejszych wyzwań. Wiemy, że twórczość Czechowa ma niezwykle szeroki odbiór, ale jak wyrazić to na scenie?

Letts proponuje nam język mocno skondensowany, wyraźnie zdradzający amerykańskie pochodzenie. Dla aktorów szkolonych w technice Metody (a w ten czy inny sposób większość amerykańskich aktorów tak się kształci), daje to wspaniałe możliwości osadzenia postaci Czechowa we współczesnym kontekście, przynajmniej pod względem lingwistycznym. Można jednak odnieść wrażenie, że w przypadku aktorów szkolonych w Wielkiej Brytanii (a większość tutaj jest tuż po lub niedawno zakończyła edukację), proces budowania roli i wokalizacja kształtują się nieco inaczej, szczególnie w kwestii tworzenia i wykorzystywania podtekstu. Tu być może prowadzi to do ciekawego zestawienia różnych szkół dramatycznych, które może potrzebować chwili, by znaleźć wspólny mianownik. Letts nieczęsto czyni zmiany nastroju sprawami oczywistymi, co sprawia, że interpretacja jego kwestii jest dla aktorów nie lada wyzwaniem.

Dochodzi do tego kwestia praktyczna: to stosunkowo duża produkcja offowa, która prawdopodobnie nie dysponuje takim czasem na próby i wsparciem, jakie znajdziemy np. w National Theatre. Podejrzewam, że w rękach tak sprawnego reżysera jak Willmott, po powiedzmy tygodniu regularnego grania, może to być jedna z najbardziej fascynujących inscenizacji „Trzech sióstr”, jakie widzieliśmy w ostatnim czasie. Tutaj wieczory prasowe zaplanowano na samym początku miesięcznej rezydencji w Union. W teatrze czechowowskim, gdzie tak wiele zależy od subtelnych relacji wewnątrz zżytej grupy sprzecznych osobowości, interakcje, na których zależy twórcy, mogą wymagać kilku dodatkowych spektakli, by w pełni nabrać kształtu.

Mimo to już teraz jest tu mnóstwo doskonałej pracy, którą można się cieszyć: trzy siostry Prozorow – Olga (czujna, inteligentna Celine Abrahams), Masza (posępnie zadumana Ivy Corbin) wraz ze starszym mężem Kułyginem (nadgorliwy Steven Rodgers) oraz Irina (romantyczna Molly Crookes) – są świetnie skontrastowane. Ich brat Andrzej (sympatyczny, lecz sfrustrowany Benjamin Chandler) idealnie wpisuje się w tę dynamikę, podobnie jak jego okropna żona Natasza (rola, którą Francesca Burgoyne bawi się wyśmienicie). Domostwo dopełnia starzejąca się niania Anfisa (Corinna Marlowe). Ożywczą obecność wojska wnosi do ich świata przystojna grupa oficerów: Rode (atletyczny Will Henry), Fiedotik (refleksyjny Jonathan James), Tuzenbach (wrażliwy Tom Malmed), starszy stopniem Wierszynin (elegancki Ashley Russell) oraz starszy pan z przeszłością, Czebutikin (J P Turner). Na szczególną uwagę zasługuje jednak wybuchowa przemoc i niebezpieczeństwo płynące od Solonego (intensywny Hugo Nicholson – warto go uważnie obserwować w przyszłości; z całej tej dobrej obsady to on zdaje się najlepiej czuć tekst i nawiązuje najsilniejszą więź z widownią).

Spektakl został pięknie oświetlony przez Seana Gleasona przy użyciu bogatego zaplecza technicznego Union. Nieco zbyt nastrojowy dźwięk przygotował Sebastian Atterbury; to mała przestrzeń, a siła sztuki, obsady i reżyserii wystarcza do przekazania treści bez konieczności aż tak dużego polegania na muzycznym budowaniu klimatu. Podsumowując, to kawał dobrej roboty z potencjałem na dojrzenie w coś jeszcze lepszego. Z niecierpliwością czekamy na kolejne punkty sezonu: „Anyone Can Whistle” w lutym oraz „Incident at Vichy” w kwietniu – oba spektakle będzie można obejrzeć w Finborough Theatre.

Gramy do 4 lutego 2017 r. Zdjęcia: Scott Rylander

REZERWACJA BILETÓW NA „TRZY SIOSTRY” W UNION THEATRE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS