WIADOMOŚCI
RECENZJA: Titus Andronicus, New Wimbledon Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Matthew Lunn
Share
Elizabeth Appleby (Tamora) i Matthew Ward (Tytus) w spektaklu Tytus Andronikus
New Wimbledon Theatre
24 października 2015
4 gwiazdki
„Sztuka ta bywała wyśmiewana, ignorowana, traktowana jedynie jako tania sensacja i epatowanie szokiem, a jednak jej reputacja krwawego dzieła ją wyprzedza – krążą legendy o mdlejącej publiczności i hektolitrach sztucznej krwi. Co jest w Tytusie takiego, że pozostawia gorzki posmak u uczonych, którzy przez dekady próbowali podważyć autorstwo Szekspira – jak gdyby ukazywanie gwałtu, okaleczenia, morderstwa i wymuszonego kanibalizmu nie godziło wielkiemu Bardowi?”
Ross McGregor, Dyrektor Zespołu, październik 2015.
Tytus Andronikus to sztuka nieubłaganie przygnębiająca, trafnie opisana przez Arrow and Traps Theatre Company jako „brudna, bezlitosna gra o tron”. W skrócie: wszyscy giną, i to w najgorszy możliwy sposób. Okrutny los Filomeli, który spotyka jedną z postaci, oraz misterna zemsta zaserwowana jej oprawcom, to tylko najbardziej znane przykłady makabrycznych aktów napędzających tę opowieść.
Rzym jest rozdzierany politycznymi waśniami, gdy książę Bassanius (Michael Bagwell) oraz książę Saturninus (Gareth Kearns) walczą o schedę po zmarłym ojcu cesarzu. Jednak trybun ludu, Marcja Andronikus (Cornelia Baumann), ogłasza, że to jej brat, Tytus (Matthew Ward), jest faworytem tłumów. Tytus to słynny, zmęczony walką generał, który właśnie wrócił z dziesięcioletniej, zwycięskiej wyprawy przeciwko Gotom. Konflikt przeżyło tylko czterech jego synów, więc aby pomścić pozostałych, Tytus dokonuje egzekucji najstarszego syna pojmanej królowej Gotów, Tamory (Elizabeth Appleby). Położenie Tamory wydaje się beznadziejne, lecz gdy Tytus odmawia przyjęcia korony i popiera kandydaturę Saturninusa, zostaje ona żoną nowego władcy. Wraz z synami, Demetriuszem (Alex Stevens) i Chironem (Will Mytum), oraz potajemnym kochankiem, Aaronem (Spencer Lee Osborne), poprzysięga zemstę rodowi Andronikusów, w tym nieszczęsnej córce Tytusa i żonie Bassaniusa, Lawinii (Remy Moynes).
Produkcja Arrow and Traps bada „notoryczną przemoc” tej sztuki jako zwierciadło braku empatii w naszym społeczeństwie. Postacie nie tylko noszą nowoczesne stroje, ale sceny płynnie przechodzą w momenty typowe dla XXI-wiecznego hedonizmu. Saturninus świętuje triumf polityczny w klubie ze striptizem z żoną i pasierbami, których później widzimy pijących szoty i wciągających kokainę na oczach beztrosko esemesującego Aarona. Co najbardziej zapada w pamięć, Tytus namawia swojego wnuka, młodego Lucjusza (Pippa Caddick), by ten rozsyłał wieści o niekompetencji Saturninusa przez Twittera – ich dialogi śledzimy na wielkim ekranie w rogu sceny. Wkrótce dołącza do niego grupa ludzi w maskach świń, oświetlonych jedynie blaskiem telefonów komórkowych, oraz Saturninus, wyraźnie cierpiący z powodu ogłuszającego klekotu ich pisania. To bezczelnie błyskotliwa scena, mająca w sobie coś z ducha serialu Black Mirror.
Matthew Ward (Tytus) i zespół spektaklu Tytus Andronikus. Fot: Zoltan Almasi
O wartości tej inscenizacji nie decydują jednak same nowoczesne akcenty. To przemyślane, często bardzo fizyczne kreacje aktorskie w połączeniu ze znakomitą choreografią sprawiają, że nierówny tekst Szekspira zyskuje nową jakość. Minimalistyczna scenografia – składająca się z podestu z belek i wspomnianego ekranu – została wykorzystana po mistrzowsku, świetnie oddając zmienną dynamikę władzy. Platforma służy raz za rzymski dwór, gdzie Tamora przekonuje Saturninusa, by oszczędził Andronikusów (aby sama mogła dokonać zemsty), raz za dół, w którym Kwintus (Cliff Chapman) i Marcjusz (David Lenik) natykają się na zwłoki Bassaniusa, co pieczętuje ich los, czy wreszcie za arenę, na której Lucjusz (Samuel Morgan-Grahame) gromadzi armię Gotów. Finałowe sceny, w których ród przygotowuje makabryczną ucztę dla Tamory i Saturninusa, jako jedyne wymagają dodatkowych mebli i są zrealizowane przepięknie – stoły i ciała przemieszczają się po scenie z niemal baletową gracją.
Wrażenie robi także sposób ogrywania pustej przestrzeni. Na szczególną uwagę zasługują Mytum i Stevens jako psychopatyczni bracia, Chiron i Demetriusz, oraz Osborn jako ich mentor w czynieniu zła, Aaron. Bracia, mający w sobie nerwową energię „War Boys” z Mad Maxa, ale skrywający wewnątrz czystą czerń, zatruwają każdą sekundę obecności na scenie, będąc zwiastunami bezmyślnej brutalności. Ich rodzinna komórka jest fascynująco zwierzęca. Przyzwolenie na atak zawsze płynie od dominującej fizycznie Tamory lub Aarona, a oni sami krążą wokół ofiar – Bassaniusa, Lawinii czy później prostodusznego Pajaca (Annie McKenzie) – z przerażającą precyzją. Nie są to postacie subtelne – każdy ruch mieczem jest ostentacyjnie falliczny – ale idealnie ilustrują bezsensowny chaos będący fundamentem tej historii.
Samuel Morgan Graham, Matthew Ward i Remy Moynes w spektaklu Tytus Andronikus. Fot: Zoltan Almasi
Aaron w wykonaniu Osborna to dla odmiany czarujący i wyrachowany polityk, który potrafi uśmiechać się, będąc jednocześnie złoczyńcą magnetycznym, mimo czasem niedorzecznych kwestii (jak choćby: „Niech głupcy czynią dobro, a święci proszą o łaskę. Dusza Aarona będzie czarna jak jego twarz”). Aktor ma znacznie więcej okazji, by zawładnąć sceną niż Kearns w roli Saturninusa – który, choć pozbawiony głębi psychologicznej, daje rozrywkowy popis jako archetypiczny, samolubny cesarz – czy Bagwell jako sympatyczny Bassanius, którego rola staje się paradoksalnie ciekawsza po śmierci. Osborn jest genialnie dynamiczny w jednej z niewielu emocjonalnie złożonych scen, gdy biega po scenie z nieślubnym synem w jednej ręce i mieczem w drugiej, odpierając atak dzieci swojej kochanki.
Często trudno o sympatię do Tytusa, który w pierwszej scenie zabija dwóch młodych ludzi (w tym własnego syna, Mucjusza), ale Ward świetnie ukazuje jego emocjonalne blizny wojenne. Spirala zemsty, w którą wplątuje się on i zachwycająco bezduszna Tamora w wykonaniu Appleby, wypada wiarygodnie nie tylko dzięki chemii między aktorami, ale też dzięki czułej relacji Tytusa z córką Lawinią – w tej roli Moynes jest rozdzierająco przejmująca. Choć popadanie Tytusa w obłęd, a potem jego nagłe „odzyskanie zmysłów” było nieco mało czytelne, Ward poza tym jest twardy, zdeterminowany i w pełni przekonujący jako lider.
Siłę rodziny Andronikusów po tragedii Lawinii scala racjonalna Marcja (Cornelia Baumann) – postać Markusa po zmianie płci. Wsparta przez Baumann, która z ogromną siłą przekazu dźwiga ciężar wewnętrznego rozdarcia, postać ta radzi sobie nawet z dość prozaicznymi dialogami. Z kolei Lucjusz (Morgan-Grahame) i młody Lucjusz (Pippa Caddick) umiejętnie przypominają o dawnym, szczęśliwym życiu Tytusa, co czyni ich udział w zemście w V akcie jeszcze bardziej niepokojącym.
Tytus Andronikus nie należy do najwybitniejszych dzieł Szekspira, ale Arrow and Traps Theatre Company wykonało kawał świetnej roboty, serwując interpretację pełną adrenaliny i momentami wręcz senną marę. Znakomita choreografia, wyrównane, mocne aktorstwo i trafne nowoczesne akcenty sprawiają, że jeśli tylko macie żołądek do takiej tematyki, nie możecie przegapić tej produkcji. Tytus Andronikus jest grany w New Wimbledon Theatre Studio do 14 listopada. Zarezerwuj bilety już teraz!
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności