Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: United We Stand, CLF Art Café ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Neil Gore i William Fox w spektaklu United We Stand. United We Stand CLF Art Café, Bussey Building, Peckham

02/11/15

4 gwiazdki

Kup bilety

Zespół Townsend Productions wypracował sobie silną pozycję na polskiej scenie teatru zaangażowanego politycznie. Ich najnowsza sztuka jest obecnie wystawiana w Peckham, gdzie towarzyszy jej wystawa poświęcona głównemu tematowi dzieła – ogólnokrajowemu strajkowi pracowników budowlanych z 1972 roku oraz późniejszemu procesowi i więzieniu ich liderów. Autorem tekstu jest Neil Gore, który kolejny raz wykorzystuje swój kunszt w adaptowaniu historii na dwóch aktorów – umiejętność tę udowodnił już we wcześniejszych opowieściach o Męczennikach z Tolpuddle oraz w adaptacji „Filantropów w łatanych spodniach”. Podobnie jak poprzednie produkcje, ta również ruszyła właśnie w trasę po kraju.

Choć strajki górników z lat 70. i 80. oraz słynny „tydzień trzech dni” na stałe wpisały się w pamięć Brytyjczyków, o proteście budowlańców z lata 1972 roku mówi się rzadziej. Wówczas na dwanaście tygodni trzysta tysięcy robotników przerwało pracę, walcząc o wyższe płace i godne warunki zatrudnienia. Nie ulega wątpliwości, że bezpieczeństwo i higiena pracy na ówczesnych budowach niemal nie istniały, a zarobki były zaniżane przez system tzw. „lump sum”, pozwalający pracodawcom unikać kosztów ubezpieczeń i emerytur. Strajk zakończył się sukcesem, w dużej mierze dzięki innowacyjnej metodzie „latających pikiet”, przenoszących się z jednej budowy na drugą.

Pięć miesięcy po zakończeniu protestów, na mocy przestarzałych przepisów, przed sądem w Shrewsbury postawiono 24 liderów strajku. Trzech z nich usłyszało wyroki więzienia za rzekomą konspirację i zastraszanie. Sztuka skupia się na losach dwóch z nich – nieżyjącego już Desa Warrena oraz Ricky'ego Tomlinsona, którego dziś kojarzy niemal każdy Brytyjczyk jako wybitnego aktora i komika. Od 2006 roku trwa kampania na rzecz oczyszczenia skazanych z zarzutów, a to przedstawienie jest jej ważnym elementem. Po owacjach na stojąco widzowie mieli okazję wysłuchać przemówień Lena McCluskeya (sekretarza generalnego Unite), Toma Watsona (wiceszefa Partii Pracy) oraz wziąć udział w folkowym koncercie pod batutą Johna Kirkpatricka.

Neil Gore i William Fox w United We Stand. Fot. - Amy Yardley

Mimo że wieczór miał wyraźnie polityczny wydźwięk, czy obronił się jako dramat? Teatr polityczny zawsze balansuje na cienkiej granicy między ważną prawdą o świecie a ryzykiem popadnięcia w dydaktyczny ton, pozbawiony życia i emocji. Twórcom udało się jednak zachować tę równowagę. Dzięki muzyce, humorowi i aktorskiemu kunsztowi, spektakl angażuje intelektualnie i emocjonalnie, nie pozwalając widzowi pozostać obojętnym.

Scenografia Amy Yardley jest oszczędna, ale niezwykle wymowna: proste rusztowania z plakatami z jednej strony i dębowa boazeria sali sądowej z drugiej. Do tego kilka skrzyń i rzutnik wyświetlający ziarniste obrazy z epoki – strajkujących robotników, postać Teda Heatha i migawki z lat 70. Cały ciężar sowy spoczywa na barkach Neila Gore’a i Williama Foxa. Obaj wcielają się w całą galerię postaci, przy czym Gore portretuje głównie Tomlinsona, a Fox tworzy przejmującą, centralną postać Desa Warrena.

Aktorzy grają z niespożytą energią. W tego typu teatrze kluczowy jest kontakt z widzem i Fox po mistrzowsku burzy „czwartą ścianę”, nie tracąc przy tym głębi swojej postaci. Muzyka to kolejna mocna strona spektaklu – obaj wykonawcy świetnie śpiewają i sprawnie akompaniują sobie na gitarach. Nic tak nie przywołuje ducha lat 70. jak ówczesne brzmienia. Dla publiczności (w dużej mierze pamiętającej tamte czasy) momenty, w których muzyka przeplatała się z idealizmem tamtych lat, zderzonym z nieudolnością ówczesnej władzy, były najbardziej poruszające.

Reżyserka Louise Townsend umiejętnie wprowadziła do akcji lżejsze, komediowe akcenty, które stanowią przeciwwagę dla mrocznej opowieści o zmowie rządu, policji i wymiaru sprawiedliwości. Pojawiają się elementy przerysowane, nieuniknione przy kompresji złożonej historii, jednak główne role są nakreślone z wielką dbałością o detal. Widzimy charyzmę Warrena i jego cierpki humor oraz organizacyjny talent i pasję Tomlinsona. Poznajemy ich również jako ludzi, poza ramami strajku. Na uwagę zasługuje też epizodyczna rola Gore’a jako przymilnego negocjatora związkowego, gotowego na zbyt daleko idące ustępstwa, byle tylko chronić fundusze związku.

William Fox i Neil Gore w United We Stand. Fot: Amy Yardley

Osobiście nie do końca kupuję teorię o wielkim spisku establishmentu – z samego przedstawienia wyłania się raczej obraz władzy spanikowanej i zdezorganizowanej. Niezależnie jednak od poglądów, dowody na niesprawiedliwość i nieprawidłowości prawne w tej historii są bolesne i uzasadniają dzisiejszą walkę o rehabilitację skazanych. Szczególnie porusza wątek przedwczesnej śmierci Warrena, do której przyczynił się podawany mu w więzieniu budzący grozę koktajl leków, zwany „płynną pałką”. Dramat oddaje to bez zbędnego patosu, pokazując ogromną cenę, jaką zapłacili bohaterowie.

Pierwsza połowa spektaklu miewa słabsze momenty, gdy czysta ekspozycja nie znajduje pełnego przełożenia na działanie, a niektóre pomysły (jak długa parodia teleturnieju) bywają nużące. Jednak druga część, mroczniejsza i gęstsza, trzyma w napięciu do samego końca. Scena przesłuchania i starcia na sali sądowej wywołały na widowni absolutną ciszę i skupienie. Przemówienia Tomlinsona i Warrena wygłoszone po ogłoszeniu wyroku, przytoczone tu dosłownie, to perły retoryki politycznej, które powinny znaleźć się w każdej antologii oracji.

Oscar Wilde mawiał żartobliwie, że problemem socjalizmu jest to, iż zajmuje „zbyt wiele wieczorów”. Dziś ten sceptycyzm dotyczy całej klasy politycznej. United We Stand jest potężnym zaprzeczeniem tej tezy i dowodem na to, że teatr polityczny wciąż ma ogromną siłę. Połączenie pasji, mocnej narracji, nastrojowej muzyki i humoru tworzy wieczór, który budzi zasłużony szacunek.

United We Stand można oglądać w CLF Cafe do 14 listopada 2015 r.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS