Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

Karuzela autorstwa duetua Rodgers & Hammerstein: od premiery w 1945 roku po współczesny hit

Opublikowano

Autor:

emilyhardy

Udostępnij

  Czy pocałunek z pięści jest lepszy niż żaden? Carousel Rodgersa i Hammersteina: od 1945 do 2014 roku w jednym uderzeniu Wiem, czego ode mnie oczekujecie. Chcecie, bym napisała recenzję – stworzyła coś interesującego i błyskotliwego na temat produkcji Carousel grupy Morphic Graffiti w Arcola Theatre. I tak, mogę spróbować was w tym stopniu zadowolić – by nie zawieść całkowicie jako recenzentka, krytyczka, pisarka, czy jakkolwiek inaczej chcecie mnie nazywać. Mogę opowiedzieć wam o samej przestrzeni – miejscu, które już przy wejściu wywoływało mimowolne i głośne westchnienia niczego niepodejrzewającej widowni (częściowo winna była wilgotność, owszem, ale głównie radykalna transformacja teatru), o zespole muzycznym usadowionym wysoko nad głowami, gotowym do gry, oraz o liczbie lin, kół pasowych i dźwigni większej niż w obozie przygodowym PGL. Scenografia Stuarta Charleswortha jest prosta, a jednak wystawna, sugestywna zamiast dosłowna; to ten rodzaj oprawy, który na powierzchni wydaje się skromny (stoły, krzesła, obracające się elementy i drabiny), ale który – pozornie za sprawą czarów i magii – płynnie przenosi widza między scenami. Rezygnując z konwencjonalnej odpustowej estetyki, Charlesworth prosi widzów o pochylenie się nad symboliczną naturą scenerii, dzięki czemu łatwiej akceptujemy skądinąd toporne przejście z ziemi do nieba w drugim akcie. Pomijając kilka nieuchronnie niewygodnych kątów widzenia, scena jest gotowa. Mogę też opowiedzieć o reżyserii – Luke'a Fredericksa i jego asystenta Jamesa Hume'a oraz kierownika muzycznego Andrew Corcorana. Myśl i dbałość o szczegóły włożone w tę inscenizację – sprytnie osadzoną w czasie końca II wojny światowej – sprawiają, że każdy centymetr kwadratowy przestrzeni kipi od znaczeń. Nie sposób nie zwracać uwagi na teksty piosenek czy nie czuć dreszczu emocji, gdy fabuła zwija się i rozszerza w swój niezwykły, niedoskonały sposób, ciągnąc za sobą swoje nieszczęsne i trudne postaci. Zamyślony wyraz twarzy Corcorana podczas kulminacyjnego wykonania a cappella utworu „You’ll Never Walk Alone” – przypominający trenera w ostatnich minutach wyrównanego meczu – świadczy o pasji stojącej za tą reinkarnacją legendarnej partytury Hammersteina. Mogłabym opowiedzieć o zapierającej dech w piersiach uwerturze, rozpisywać się o oszałamiającym balecie Susie Porter, choreografii Lee Prouda czy głosie Joela Montague. I chcę to zrobić. Naprawdę chcę. Ale najpierw muszę zrobić coś innego. Przygotujcie się – zamierzam zepsuć tę zabawę. Ulubiony musical Richarda Rodgersa, z jego „znaczącymi, wzruszającymi, pięknie napisanymi i czułami” tekstami, „najlepszy musical XX wieku”, jest również – nie oszukujmy się – potwornie seksistowski. Dzięki feminizmowi mam dziś swobodę wyrażania swoich poglądów i, szczerze mówiąc, zaniedbałabym swoją rolę jako kobiety, gdybym nie wspomniała o głębokim dyskomforcie, jaki chwilami czułam podczas Carousel. Problem można w dużej mierze przypisać historii; Carousel jest tworem „swoich czasów” i pozostaje im wierny. Miejscami jest niewinny; kobiety zdają się doceniać zaloty mężczyzn – jako miłą odskocznię od prania – i nie są pod wrażeniem zachowania solipsystycznego bohatera. Jednak męskim postaciom łatwo się wybacza, traktuje z szacunkiem i podziwem, niezależnie od ich postępków. Gdy Louise zwraca się do matki i z gorliwością oraz przejmującą szczerością przyznaje, że cios pięścią jej ojca „wcale nie boli”, nadzieja na lepszą przyszłość dla kobiet gaśnie. Naprawdę, co nam po tych rozmyślaniach? Niestety dla tej produkcji Carousel, zbyt wielu ludzi wciąż podziela te poglądy, sprawiając, że takie kwestie – wypowiadane z taką akceptacją i uwielbieniem – uderzają z głuchym łoskotem. Jako musical, Carousel jest pełen blasku i frywolności. Pławi się w swoim kontekście z radosnym zapamiętaniem, a nawet dumą, bez cienia sugestii, choćby przebłysku wyrzutów sumienia czy przeprosin. Upokorzeniu uciemiężonych postaci kobiecych towarzyszą porywające melodie, z którymi trudno polemizować. Łatwo dać się oślepić, porwać tańcom, entuzjazmowi i świętowaniu. Ale dla mnie było to jak uderzenie prosto w nieprzeniknioną i ponurą ścianę mizoginii. Niestety, ograniczyło to moją zdolność do pełnego docenienia innych (pięknie odmalowanych) warstw fabuły – miłości, nadziei, rodziny, żalu i przyjaźni. To nie jest przytyk pod adresem zespołu kreatywnego; nie są oni odpowiedzialni za treść sztuki Ferenca Molnára. Nie są też odpowiedzialni za leczenie tysięcy lat krzywd. Oni po prostu wystawiają spektakl (i to bardzo dobry!). Jednak elementy tej opowieści, opowiadanej na nowo dla widza w 2014 roku, wymagają ponownego przyjrzenia się, a przynajmniej odnotowania. Fredericks podjął próbę zaradzenia temu problemowi poprzez postać Nettie – niezależnej właścicielki firmy i potencjalnego kobiecego wzorca – ale to nie całkiem zdaje egzamin. Istnieje większe pole do popisu dla reżysera – szczególnie w drugim akcie przy narodzinach nowego pokolenia oraz w sposobie podania szkodliwych finałowych kwestii – by zasugerować dezaprobatę. Bez tego pozostaję nieprzekonana i nie widzę, co Carousel ma do powiedzenia współczesnej widowni. Seksizm – w niektórych częściach świata – wygląda dziś inaczej: jest ukryty, zamaskowany. Ale nie muszę wam mówić, że to wciąż problem. Florence (ta z Machine) śpiewała w 2008 roku, że „pocałunek z pięści jest lepszy niż żaden”. Czy mówi w imieniu Julie Jordan? Czy wciąż szukamy usprawiedliwień dla przemocy domowej i świadomie pozwalamy na uległość kobiet? W społeczeństwie przeżartym uprzedzeniami, po co opowiadać tę historię tak, jakby wszystko zostało naprawione? Nie ma potrzeby wskrzeszania mizoginii. Ona tu jest i nigdzie nie odeszła. Kręci się na własnej karuzeli. W kółko i w kółko, dostając czasem nową warstwę farby lub smaru. Co gorsza, jesteśmy tak przyzwyczajeni do widoku upokorzonych kobiet na scenie, szczególnie w teatrze muzycznym, że wielu widzów nawet nie mrugnie okiem (przynajmniej dopóki nie zapłaczą nad śmiercią Billy’ego). Ale zamiast kupować kolejny żeton i wskakiwać na kolejną rundkę, może czas już zsiąść? Wielu osób Carousel w najmniejszym stopniu nie urazi. Wyjdą z teatru z lekkim krokiem, nucąc melodie. I to świetnie. To produkcja, którą łatwo się cieszyć. Ale biorąc pod uwagę statystyki, powszechność seksizmu na co dzień, fakt, że kobiety wciąż zarabiają średnio o 18% mniej niż mężczyźni oraz liczbę kobiet uwięzionych w przemocowych małżeństwach, ja nie potrafiłam zrobić tego samego. Możecie więc wywracać oczami, cmokać z dezaprobatą, a nawet jęczeć z wycieńczenia, ale ktoś musi to powiedzieć. Carousel można oglądać w Arcola Theatre od 18 czerwca do 19 lipca.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS