Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

WYWIAD: Declan Donnellan

Opublikowano

Autor:

emilyhardy

Udostępnij

„Czy w każdym z nas drzemie odrobina Ubu Króla?” – pyta Emily Hardy cenionego reżysera teatralnego Declana Donnellana. Był to wywiad, który zaczął się jak każdy inny – Declan Donnellan i ja wymieniliśmy uprzejmości i przeszliśmy, zgodnie z planem, do rozmowy o objazdowej produkcji Ubu Roi grupy Cheek by Jowl, w reżyserii Donnellana i ze scenografią współzałożyciela zespołu, Nicka Ormeroda. Brutalna satyra Alfreda Jarry’ego z 1896 roku zawita do Barbican w kwietniu w ramach sezonu Dancing around Duchamp, celebrującego wpływ Marcela Duchampa na artystów XX wieku. Program prezentuje prace poprzedników Duchampa, jego współpracowników oraz tych, którzy kontynuują jego radykalne dziedzictwo pod okiem czołowych współczesnych twórców. Nikogo nie powinno dziwić, że zespół Cheek by Jowl, który w moim odczuciu reprezentuje brytyjskie osiągnięcia teatralne na arenie międzynarodowej niczym drużyna z Premier League, ma w tym swój własny udział. „Ta inscenizacja Ubu wyrosła z zamówionej przez Petera Brooka realizacji Andromachy z udziałem dziewięciorga fantastycznych aktorów. Bardzo chcieliśmy ponownie z nimi współpracować, a oni palili się do powrotu w tym samym, zgranym składzie. Zaczęliśmy więc długie zmagania z poszukiwaniem sztuki, która byłaby dla nich idealna”. Czy to nie niezwykła metoda – dobieranie sztuki pod aktorów, a nie odwrotnie? „To w dużej mierze metoda europejska. Rosyjski system repertuarowy jest genialny i wiele się od niego nauczyłem. Tak się składa, że współgra on z tym, co mi najbliższe – masz grupę aktorów i pod nich wybierasz tekst, zamiast mówić: 'Mam pomysł na tę sztukę, zróbmy casting', co jest typowe dla Anglii. I to też jest w porządku. Lubię tak pracować od czasu do czasu, ale nie zawsze. Mam ogromne, ogromne szczęście i jestem niesamowicie wdzięczny, że mam wybór. Wybieram czerpanie inspiracji z obu tych różnych podejść”. Evening Standard opisuje Cheek by Jowl jako „skarb narodowy dwóch krajów – rodzimej Anglii i przybranej Rosji”, a Donnellan przytakuje, gdy sugeruję, że międzynarodowa działalność zespołu jest, że tak powiem, jego „unikalnym atutem”. „To, co w nas dziwne, to fakt, że tworzymy spektakle w trzech językach”. Czy taki był plan od początku? „Nigdy nie mieliśmy planów. Powiedziałbym, że trzeba wybrać między traktowaniem poważnie swojej kariery a traktowaniem poważnie swojej pracy. Nie da się robić obu tych rzeczy naraz. Ludzie często tak bardzo fiksują się na punkcie swojego CV i kariery, że nigdy nie są w pełni obecni w tym, co tworzą. Zawsze są jedną nogą gdzie indziej”. Jakże to prawdziwe. Słowa Donnellana już teraz działały na mnie inspirująco – były odświeżające i krzepiące. Czyżby miał przywrócić mi wiarę w teatr? „Moje doświadczenie życiowe podpowiada mi, że bardzo ważne jest nieposiadanie wielkich planów. Z perspektywy czasu wszystko wygląda na cudownie przemyślaną strategię, ale tak się tego nie zaczyna. To jedna wielka improwizacja pod hasłem: 'Co robimy dalej?'. Taka jest rzeczywistość egzystencji artystycznej. Więc czy planowaliśmy bycie międzynarodowymi? Cóż, nie. W 1980 roku marzyliśmy o występie w Londynie – byliśmy dzieciakami. Ale zaczęły spływać zaproszenia z zagranicy i po prostu za nimi podążyliśmy. To było zapisane w gwiazdach”. Nagle poczułam się niepewnie przy kolejnym pytaniu; uświadomiłam sobie, że trzymam filiżankę herbaty przed twarzą niczym tarczę. Wzięłam głęboki oddech (i zaryzykowałam), opisując moje pierwsze zetknięcie z twórczością Cheek by Jowl – produkcję Otella z 2004 roku, wystawianą w układzie vis-à-vis w kameralnym Riverside Studios w Hammersmith. Wspomniałam, jak zahipnotyzowała mnie dekonstrukcja i uczłowieczenie tytułowego bohatera przez Declana; to nie brzmiało jak aktor wcielający się w rolę Otella, lecz odwrotnie – Otello wydawał się być każdym z nas. Pamiętam ten dyskomfort przy oglądaniu zazdrości, kłamstw, manipulacji i morderstw, które nie wydawały się podłymi czynami, lecz uzasadnionymi, ekstremalnymi ludzkimi reakcjami. Proszę zrozumieć moją ulgę, gdy Donnellan odpowiedział: „Dziękuję ci za to, to najmilsza rzecz, jaką mogłaś powiedzieć”. Odstawiłam filiżankę i wiedziałam, że od tej chwili Donnellan również przestanie trzymać gardę. Nagle wywiad wykracza poza ramy moich skrupulatnie zaplanowanych pytań, które stają się coraz bardziej zbędne. Rozmawia ze mną nie o wartościach produkcyjnych, miejscach, faktach czy liczbach, ale o życiu… o teatrze i życiu. „Dla mnie najważniejsze jest to, że na scenie zawsze pokazuje się życie, a częścią tego jest bycie istotą ludzką. Wspólne człowieczeństwo w tym, co robimy, jest dla nas niesamowicie ważne i bardzo mnie porusza, że o tym wspomniałaś. Mamy nadzieję, że ludzie zareagują tak jak ty, a nie stwierdzą: 'o, to była bardzo błyskotliwa interpretacja' albo 'co chcieliście przez to powiedzieć?'. Ja nigdy nie 'próbuję' niczego powiedzieć”. „Nie rodzimy się szczególnie empatyczni ani nie rodzi się w nas wiedza, jak kochać. Myślę, że musimy się tego nauczyć. Jako niemowlęta mamy ku temu predyspozycje, ale nie można kogoś kochać, dopóki się nie dowie, kim ta osoba jest. Uważam, że powodem, dla którego chodzimy do teatru czy obcujemy ze sztuką, jest to, że daje nam ona poczucie innego świata, pozwala porzucić nasze nędzne zapatrzenie w siebie i doświadczyć, choćby okazjonalnie, jak to jest być kimś innym, jak to jest cierpieć, cieszyć się czy zakochać jak inni ludzie. Możemy celebrować nasze wspólne człowieczeństwo, będąc świadkami i towarzyszami ludzi w ich podróżach w rejony ekstremalne”. Nick Omerod i Declan Donnellan. Protagonista Jarry’ego, anarchiczny i kapryśny Król Ubu, przejmuje władzę nad Polską, Litwą i wszystkim, co pośrodku, dopóki nadciągająca armia nie zagrozi jego marnej dyktaturze. Na papierze Ubu nie jest postacią, z którą łatwo się utożsamić. Jednak ta pozornie zdystansowana, ekspresjonistyczna opowieść o despotyzmie ma dziwnie znajomą, domową oprawę. Czy w każdym z nas drzemie odrobina Ubu Króla? „Tak, inaczej robienie tego nie miałoby sensu. Myślę, że najgorszy rodzaj dziennikarstwa utwierdza cię w przekonaniu, że z tobą jest wszystko w porządku, a te okropne rzeczy robią ci inni, straszni ludzie. A w dziele sztuki jest odwrotnie. Czy mogłabyś zamordować Dunkana jak Lady Makbet? Może nie, ale w teatrze zostajesz postawiona w sytuacji, w której musisz poczuć współczucie dla tych ludzi, nawet jeśli kompletnie ci się to nie podoba. Jesteś w miejscu, w którym ostatecznie uczysz się czegoś o sobie i zostajesz przeniesiona do innego świata – świata, który żyje, jest żywy, a nie tylko 'prawdziwy'. Ubu Roi stał się francuskim klasykiem i tak, on obdziera nas z tej całej wyrafinowanej otoczki i zmusza do myślenia: czy ja też mam to w sobie? Jestem zdumiony tym, że jesteśmy bardziej brutalni, niż nam się wydaje. Dobrze mieć tego świadomość. We wszechświecie istnieje pewien wzorzec – kontrola kontra chaos. Boimy się chaosu, ale kontrola również jest przerażająca. Podejrzewam, że ci do szaleństwa rozsądni ludzie, którzy nigdy nie okazują emocji, są w rzeczywistości najbardziej wściekli. Bardzo ważne jest, by mieć pasję i być żywym. To nic strasznego, jeśli czasem stracisz panowanie nad sobą, o ile potrafisz przeprosić. Ale my żyjemy w tak lodowatej samokontroli, nigdy nie odważając się nawet na puszczenie bąka w obawie, że zawali się świat. Dokładnie o tym jest Ubu Król – o czymś, co jest wewnątrz nas”. Wywiad przekroczył moje najśmielsze oczekiwania. Czy to w ogóle jest jeszcze wywiad? Czuję, że lecę swobodnie. Pod wpływem rozbrajającego kontaktu wzrokowego Donnellana chwytam się krawędzi stołu, żeby upewnić się, że wciąż tu jest. Śmiejemy się, pijemy herbatę, ale czas wrócić do jego najmniej ulubionego tematu – jego samego. Donnellan wyreżyserował ponad trzydzieści spektakli dla Cheek by Jowl. Pracował dla Royal National Theatre i Royal Shakespeare Company. Jest laureatem licznych nagród, w tym trzech statuetek Oliviera. Jego pierwszy film, Uwodziciel (Bel Ami), wszedł na ekrany w zeszłym roku, jest też autorem książki „Aktor i cel”. Jego osiągnięcia są oszałamiające, ale on prawie nie zwraca na nie uwagi, traktując sukcesy po prostu jako efekt uboczny tworzenia dobrej sztuki. Nosi to wszystko z taką lekkością, zupełnie nieświadomy tego, jak wielki ma wpływ i jak bardzo jest podziwiany. Na początku wywiadu wydawał się szczerze zdziwiony, że w ogóle o nim słyszałam: „Wiesz, co robimy w Cheek by Jowl?”. Jak mogłabym nie wiedzieć? Pytam (może nieco prowokacyjnie): co jeszcze zostało Cheek by Jowl do osiągnięcia? Czy macie jakiś cel? I promienieję na jego odpowiedź: „Peter Brook powiedział mi kiedyś, że jedynym celem, jaki człowiek może mieć w życiu, jest być obecnym”. Donnellan wydaje się zakłopotany: „To straszny name-dropping, prawda?”. „Ale być naprawdę obecnym to najbardziej zdumiewająca rzecz. Czasami miewamy tego przebłyski, na przykład gdy jesteśmy świadkami wypadku samochodowego – w mgnieniu oka cała ta otoczka znika i stajesz się całkowicie uważna. Już się nie koncentrujesz ani nie starasz. To jak różnica między byciem zakochanym a kochaniem; wszystko staje się czyste. Jesteśmy tak wytrenowani w byciu nieobecnymi, bo cywilizacja wymaga od nas stałej kontroli nad działaniami, ale kiedy zostajesz tak wezwana do obecności, wszystkie zmysły się wyostrzają. Pamiętasz, jak pokój zwalnia, pamiętasz kostkę cukru albo niedopałek papierosa. Jesteś tak świadoma, bo gubisz się w uważności”. Czy takie chwile można wypracować na sali prób albo przeżyć podczas spektaklu? – pytam. „Nie da się stworzyć życia, ale można sprawić, by przestało być blokowane. Zasadniczo na próbie nie starasz się tchnąć w coś życia, ale starasz się zapobiec jego odbieraniu. To raczej usuwanie blokady niż aplikowanie impulsu. Tego nie da się nauczyć jako techniki czy sztuczki. Sztuką jest nie mieć sztuczek, budować swoje dobre wyczucie”. Czy kiedykolwiek kompletnie panu nie wyszło? „Popełniam potworne błędy, ale człowiek uczy się mniej za nie siebie biczować”. I to jest aż tak proste. Donnellan nigdy nie poszedł na kompromis w swojej sztuce, nigdy nie szukał dróg na skróty ani nie zboczył z tego, co dla niego ważne – to etos często postrzegany jako „romantyczny” lub „nierealny”, ale taki, który zdecydowanie podzielam. On sam rozwija myśl: „Bardzo ważne jest, by nie brać siebie zbyt poważnie jako artysty, ale bardzo ważne jest, by brać poważnie sztukę, którą próbuje się tworzyć. To co innego, bo tu nie chodzi o ciebie, ale o rzecz, którą starasz się ulepszyć. Nie powinieneś zasłaniać własnego światła. Często rzucamy wielki cień na to, co próbujemy zrobić. Staram się nie widzieć siebie jako reżysera teatralnego, ale jako kogoś, kto stara się wystawiać sztuki najlepiej jak potrafi. Kiedy zaczynasz postrzegać siebie jako rzeczownik zamiast czasownika, sprawy zaczynają się odklejać i dzieją się dziwne rzeczy – jak w przypadku 'jestem aktorem' zamiast 'gram'.  Tworzymy wielkie dzieła po prostu nawiązując więź z rodzajem ludzkim”. Ewidentnie ani Donnellan, ani Ormerod nie zaprzątają sobie głowy swoją reputacją (ani nawet nie są jej świadomi), więc właściwie znam już odpowiedź na moje ostatnie pytanie. Mimo to, chcąc usłyszeć to od niego samego, pytam: Czy czuje pan kiedykolwiek ciężar swojej sławy? Czy ten show-biznes pana czasem przytłacza? – i oboje wybuchamy śmiechem. „Nie. Ani trochę. Cieszy mnie nawet odrobina pochwał, nagroda czy kieliszek szampana! Słuchaj, myślę, że bardzo ważne jest traktowanie swojej pracy poważnie, ale jeśli praca nie sprawia ci radości, potrzebujesz innego zajęcia. Czasem nie wiadomo, po co ludzie coś robią, skoro wydają się tak bardzo cierpieć przy pracy. Oczywiście nie każdy ma wybór, ale niektórzy go mają. Ja mam niesamowite szczęście, robiąc to, co robię. Nie drżę przed poniedziałkowymi porankami. Robię to od 20 lat, ale nigdy nie czuję, że coś mi się należy. To ważne – nigdy nie czuć się uprawnionym”. Nie mogłam się bardziej zgodzić i poczułam się niesamowicie uprzywilejowana, mogąc spędzić godzinę z Donnellanem, który nieświadomie sprawił mi najmilszą niespodziankę roku, gdy na pożegnanie zadał sobie trud zapamiętania mojego imienia i określił mnie jako „uroczą” i „pełną życia”. Wszyscy winni jesteśmy zapominania o własnym szczęściu (ja również), ale dzisiaj poczułam się naprawdę pobłogosławiona. – Emily Hardy Spektakl Ubu Roi grupy Cheek by Jowl zadebiutuje w Barbican 10 kwietnia. Więcej informacji tutaj.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS