WIADOMOŚCI
WYWIAD: Ryan Metcalfe – producent nowej filmowej adaptacji „Romeo i Julii”
Opublikowano
Autor:
Sarah Day
Share
Sarah Day rozmawia z Ryanem Metcalfe’em, producentem i montażystą nowej, sfilmowanej produkcji teatralnej „Romeo i Julia”.
Ryan Metcalfe Bardzo chcielibyśmy dowiedzieć się więcej o technologii wykorzystanej w „Romeo i Julii” oraz o tym, jak to się wszystko zaczęło. Ryan: Przez ostatnie pięć lat prowadziłem firmę Preevue, która została założona z myślą o wykorzystaniu narzędzi architektonicznych i konstrukcyjnych w teatrze. Stosujemy skanowanie o wysokiej rozdzielczości, zaawansowane CAD-y, modele 3D i pomiary, które normalnie służą do wznoszenia budynków, i przenosimy je do produkcji teatralnej.
Nawet dzisiaj produkcja spektakli to niezwykle archaiczny proces; używa się tekturowych makiet, które następnie są budowane za ogromne pieniądze, po czym przychodzi producent i mówi: „Nie wygląda to tak, jak oczekiwałem. Zróbcie to jeszcze raz”. Albo przyjeżdżasz do teatru i okazuje się, że scenografia nie mieści się w drzwiach technicznych, więc trzeba wyciągać piłę motorową. Naszym pomysłem było wykorzystanie technologii do wykonania skanu laserowego z dokładnością do 2 mm, dzięki czemu uzyskujemy model 3D przestrzeni. Następnie możemy zbudować całe widowisko wewnątrz tego cyfrowego budynku – uwzględniając projekt scenografii, oświetlenie, automatykę itd. – a producent może usiąść w biurze, założyć gogle i zobaczyć dokładnie, jak spektakl będzie wyglądał w Nowym Jorku czy w Niemczech, trzy lata przed tym, jak ktokolwiek w ogóle tam pojedzie.
To niesamowicie wydajny sposób pracy, który musi oszczędzać mnóstwo czasu i pieniędzy? Ryan: Dokładnie. Jeśli producent musi polecieć do Nowego Jorku, aby obejrzeć trzy potencjalne sceny, zajmuje to co najmniej dzień, plus podróż tam i z powrotem, koszt biletu w klasie biznes i ślad węglowy. Tymczasem może to być 15-minutowe zadanie w goglach VR w biurze producenta, gdzie może on „usiąść” na każdym pojedynczym fotelu i sprawdzić, jak show będzie wyglądać z każdej perspektywy. To wszystko prowadziło nas ku pandemii i, jak mniemam, początkom „Romeo i Julii”? Ryan: Wszędzie gdzie okiem sięgnąć ruszały próby czytane na Zoomie i choć to świetny sposób na podtrzymanie sztuki przy życiu, to jednak możliwości kreatywne tego medium są ograniczone. Chcieliśmy zaangażować pełny zespół z West Endu, aby przygotować tę produkcję jak regularny spektakl, mimo że ten konkretny nigdy nie pojawił się na deskach teatru. Tak więc w kwietniu/maju zacząłem się zastanawiać: „czy moglibyśmy wziąć technologię, której obecnie używamy, umieścić w niej aktorów i to sfilmować?”. Po sporej dawce badań i rozwoju oraz nawiązaniu współpracy z moim współproducentem, Simonem, pięć miesięcy później byliśmy w studiu, kręcąc „Romeo i Julię”. Jak wygląda kręcenie filmu w czasie pandemii? Ryan: Mieliśmy 15-osobową obsadę i – z wyjątkiem jednego dnia, kiedy Romeo i Julia byli razem, aby nakręcić intymne sceny – nikt inny nigdy nie grał wspólnie ani nie przebywał w tej samej przestrzeni.
Składa się na to kilka osobnych elementów technicznych. Po pierwsze, umieszczamy aktorów w odtworzonej z dokładnością do 2 mm wersji teatru Manchester Palace, a po drugie sprawiamy, że dwie osoby siedzą obok siebie na sofie, choć w rzeczywistości nigdy się nie spotkały, a co dopiero razem nie filmowały! Wykorzystaliśmy nowatorską technologię z kilkoma monitorami w studiu, dzięki czemu mogliśmy odtwarzać występ poprzedniej osoby – powiedzmy, że Piastunka nagrywała w poniedziałek, a Julia we wtorek – montowaliśmy materiał, wybieraliśmy dubel, który nam pasował, a następnie ustawialiśmy kamery i odtwarzaliśmy to na żywo, abyśmy mogli widzieć wszystko na podglądzie i sprawdzać takie detale jak linia wzroku czy tempo.
Jak aktorzy czuli się z tym, że nie grają z partnerem bezpośrednio w scenie? Ryan: Podziwiam ich wszystkich za to, jak się w tym odnaleźli, bo jedyne co dostawali, to kawałek taśmy na ścianie albo piłkę na kiju. Nie chcieliśmy ograniczać aktorów pod kątem dynamiki sceny, co prowadzi mnie do części trzeciej: monstrualnego montażu. Pozwoliliśmy wszystkim aktorom kontrolować ich własny rytm gry, ale to oznaczało, że nikt nie był ze sobą zsynchronizowany. Montaż polegał więc na ciągłym przełączaniu się między kątami kamer, aby ukryć fakt, że powieliliśmy trzy sekundy dubla innej postaci. Kolejną rzeczą jest piękno iambicznego pentametru Szekspira – montaż musiał odtworzyć ten płynny przepływ języka, który słyszy się na żywo. Kiedy już skończyliście zdjęcia, jak „wprowadziliście” aktorów na scenę? Ryan: Około jedna trzecia „Romeo i Julii” dzieje się na scenie, a reszta w innych częściach teatru. Nasz reżyser, Nick Evans, miał wizję wykorzystania całego teatru jako przestrzeni, do której wprowadzili się Kapuletowie i Montekowie. Następnym etapem było umieszczenie ich z powrotem w przestrzeni, gdzie reżyser światła ustawiał oświetlenie i cue’y jak w prawdziwym spektaklu, a scenograf dopracowywał elementy dekoracji. Całość jest wtedy rejestrowana niemal po raz drugi (materiał z green screena jest pierwszy), więc budujemy wirtualny system kamer, ustawiamy je w tym wirtualnym świecie, planujemy ujęcia dźwigowe dla wielkich scen i wtedy to nagrywamy – a produktem końcowym jest właśnie ten film.
Ostateczny montaż zawiera 482 ujęcia z efektami wizualnymi.
https://youtu.be/ZZNlnmXOZec
Ile czasu minęło od momentu wyboru „Romeo i Julii” do finalnego produktu? Ryan: Decyzję o Romeo i Julii podjęliśmy pod koniec września. Bardzo szybko skompletowaliśmy obsadę – to zasługa naszego reżysera castingu, Jima Arnolda CDG – i spotkaliśmy się z zespołem około 2-3 tygodnie po ogłoszeniu castingu. Nie traciliśmy czasu! Przeanalizowaliśmy każde ujęcie w sztuce i ustaliliśmy: „to jest pięciominutowa scena Julii, damy jej pięć dubli, a ustawienie kamer zajmie sześć minut”. Zrobiliśmy tak dla każdego ujęcia i wyliczyliśmy, że potrzebujemy 79,5 godziny, więc zarezerwowaliśmy 8 dni w studiu i wykorzystaliśmy dokładnie 79,5 godziny. To musiało być niesamowicie metodyczne. Skoro wszystko było tak zaplanowane, czy nie czułeś, że ucierpiała na tym kreatywność, którą zwykle widać na próbach? Ryan: Nie, nie sądzę, a poza tym mamy duże pole manewru w montażu. To zasługa Nicka, który miał jasny pomysł na to, czego oczekuje od aktorów, i kontynuował to w studiu. Chcieliśmy dać Emily, grającej Julię, swobodę pięciu powtórzeń, aby mogła spróbować różnych interpretacji. Obecnie dochodzą też kwestie BHP i konieczność ograniczania czasu spędzanego wspólnie. To balansowanie na linie, ale jestem naprawdę zadowolony z tego, jak wysoko postawiliśmy poprzeczkę, biorąc pod uwagę wyzwania, z jakimi przyszło nam się mierzyć. Dlaczego zdecydowaliście się akurat na „Romeo i Julię”? Ryan: Z punktu widzenia praw autorskich chcieliśmy czegoś z domeny publicznej, a nasz reżyser Nick jest sercem oddany Szekspirowi. Chciał stworzyć inscenizację „Romeo i Julii”, która wykorzystuje teatr bardziej jako budynek niż samą scenę. Gramy w tym nieużywanym teatrze – nie wspominamy bezpośrednio o COVID – ale akcja toczy się w świecie, w którym teatry nie służą już jako miejsca występów, są po prostu puste. Jest wiele elementów, które czynią tę wizję adekwatną do naszej obecnej rzeczywistości. Co jeszcze mieliście na uwadze, produkując „Romeo i Julię”? Ryan: Mieliśmy kilka jasnych założeń. Po pierwsze, chcieliśmy mieć pewność, że każdy otrzyma wynagrodzenie. Chcieliśmy również obsadzić nowe talenty, prosto ze szkół teatralnych. Zależało nam na tym, bo ci ludzie ukończyli studia i weszli do branży, która jest zamknięta, więc chcieliśmy im coś dać od siebie. Chcieliśmy również zadbać o jak najbardziej różnorodną obsadę. „Romeo i Julia” pozwoliło nam na to wszystko, a Nick miał kreatywną wizję, by to zrealizować. Nie możemy się doczekać premiery tego filmu teatralnego; czy macie już w planach kolejne produkcje? Ryan: Natknęliśmy się na rozwiązanie długoterminowe, które przetrwa dłużej niż pandemia. To realny sposób na stworzenie wysokiej jakości produkcji niskim kosztem. Mamy już plany, potencjalnie coś dłuższego oraz kolejny projekt w stylu „Romeo i Julii”. Byłoby wspaniale współpracować przy istniejących produkcjach, zwłaszcza tych, które musiały zostać zamknięte przez pandemię. Ponowne wystawienie jednej z nich w ten sposób byłoby niesamowite. „Romeo i Julia” będzie dostępna w streamingu za pośrednictwem atg tickets
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności