WIADOMOŚCI
WYWIAD: Tom Stocks – założyciel Actor Awareness
Opublikowano
Autor:
Alexa Terry
Udostępnij
Nie tak dawno temu czytałem artykuł, w którym Dame Judi Dench wyraziła swoje obawy, że talenty aktorskie są grzebane przez segregację majątkową. Wygląda na to, że ci, których nie stać na naukę w szkołach teatralnych, którzy nie dostali się na program studiów aktorskich lub zdecydowali się na edukację wyższą na uniwersytecie, są spychani na boczny tor w drodze do branży. Jak zatem możemy wprowadzić zmiany, aby zapewnić, że branża daje uczciwą szansę wszystkim, bez względu na pochodzenie?
Kierowany nierównością i brakiem różnorodności, tak powszechnym w świecie sztuki, Tom Stocks zainicjował „Actor Awareness” – kampanię walczącą o to, by aktorzy z mniej uprzywilejowanych środowisk mieli takie same możliwości, jak ci z silniejszym wsparciem finansowym. Chroniąc się w Spotlight Studios przed wiatrem, który rozwiał udawane lato, spotkałem się z Tomem przed wieczorem „scratch night” w ramach Actor Awareness poświęconym kobietom, aby dowiedzieć się, jak daleko zaszła jego kampania i jak daleką drogę ma jeszcze przed sobą branża, zanim klasy społeczne zostaną uznane za równe, a talent stanie się jej główną siłą napędową.
Cześć Tom! Powiedz, co właściwie skłoniło Cię do założenia tej kampanii?
TS: Dwukrotnie dostałem się do E15 i niestety oba razy musiałem odłożyć rozpoczęcie studiów, bo nie było mnie na nie stać. W pierwszym roku, gdy zaoferowano mi miejsce, pracowałem 50 godzin tygodniowo jako szef kuchni, a i tak nie mogłem uzbierać potrzebnej kwoty. Za drugim razem znów próbowałem pracować bez przerwy, ale nawet przy niewielkiej pomocy z zewnątrz, wciąż nie byłem w stanie opłacić czesnego. Zacząłem pisać o tym na blogu i ludzie reagowali, mówiąc, że trzeba coś z tym zrobić. Nie wiedziałem, od czego zacząć, ale zdałem sobie sprawę, że mnóstwo osób jest w tej samej sytuacji co ja, więc pomyślałem, że spróbuję zrobić co w mojej mocy, by coś zmienić – i tak narodziło się Actor Awareness. Nie miałem pieniędzy na rozwój kampanii, więc uznałem, że media społecznościowe będą najlepszym punktem wyjścia; zaczęło się od hashtaga, potem wynająłem The Pheonix Artist Club na nasze pierwsze spotkanie. Od tego momentu kampania nabrała tempa.
Tom Stocks Niestety nigdy nie udało Ci się studiować w E15, ale ukończyłeś studia na Newport University. Jak Twoim zdaniem uniwersytet przygotował Cię do pracy w branży w porównaniu z tym, co oferują szkoły teatralne?
TS: Studia uniwersyteckie są o wiele bardziej akademickie, a główną różnicą jest chyba to, że w szkołach teatralnych organizowane są pokazy dyplomowe (showcase), na których pojawiają się agenci. Na uniwersytecie też mieliśmy taki pokaz, ale żaden agent nie przyszedł. W przypadku uniwersytetu kończysz z długiem, ale przynajmniej państwo ci pomaga, podczas gdy szkoły teatralne są często finansowane prywatnie.
Kiedy studiowałem, dowiedziałem się, że lokalny teatr wystawia pantomimę „Robin Hood” i pomyślałem, że spróbuję się zaangażować. Przesłuchiwali do bezpłatnych ról, ale stwierdziłem: „zobaczymy, co z tego będzie” i dostałem rolę jednego z głównych tancerzy. Doszło do momentu, w którym wciąż studiowałem, pracowałem i miałem próby do pantomimy; wyjaśniłem zespołowi, że skoro rola jest bezpłatna, nie mogę występować co wieczór. Musiałem pilnować studiów i pracy, żeby móc się utrzymać. Ostatecznie ekipa zaproponowała mi pełną gażę, jeśli będę grał w każdym spektaklu, więc rzuciłem pracę na miesiąc. Wciąż miałem próby do pantomimy, a w przerwie obiadowej ćwiczyłem do uniwersyteckiego pokazu dyplomowego, łącząc oba te wyzwania. Myślę, że to było świetne doświadczenie, bo dostałem swoją pierwszą profesjonalną pracę i zaoferowano mi rolę w ich pantomimie również w kolejnym roku, co nieco rozkręciło moją karierę aktorską.
Czy uważasz, że kursy uniwersyteckie mają przyszłość, skoro są ignorowane jako akredytowane miejsca szkolenia?
TS: Nie sądzę, by była to wina uniwersytetów. Myślę, że niektórzy agenci i decydenci w branży bywają w tej kwestii snobistyczni. Kiedy wchodzisz na przesłuchanie i mówisz, że kształciłeś się na uniwersytecie, kręcą na to nosem. Chodzi o zmianę postrzegania studiów uniwersyteckich. Nie twierdzę, że każdy uniwersytet będzie niesamowity, bo tak nie jest, ale od czasu upadku Drama UK, które nadzorowało wszystkie szkoły teatralne – smutne, że już go nie ma, ale z drugiej strony to szansa, by zapytać: „dlaczego musisz iść do szkoły teatralnej, by być w tej branży? Dlaczego uniwersytet nie może znaleźć się na liście 20 najlepszych akredytowanych miejsc szkolenia?” – i przestać skupiać się wyłącznie na Londynie.
Na czym Twoim zdaniem opiera się branża, zanim w ogóle weźmie pod uwagę talent, i co według Ciebie reżyserzy castingu oraz inni profesjonaliści mogą zrobić, by pomóc w zmianie? Czy jesteś zwolennikiem np. większej liczby otwartych castingów?
TS: Opiera się na wielu rzeczach, ale obecnie pieniądze wydają się przepustką. Na przykład, nie możesz iść do szkoły teatralnej, jeśli nie masz wystarczających funduszy na czesne, tak jak ja, więc musisz szukać innej drogi. Szczęśliwie dla mnie było to Actor Awareness, ale nie każdy może założyć kampanię tak jak ja.
Sądzę, że otwarte castingi są organizowane po to, by sprawiać wrażenie uczciwej szansy, ale w dużej mierze służy to czystemu PR-owi. Czasami z otwartego castingu może wyniknąć coś wspaniałego, ale często mam wrażenie, że role są już obsadzone, a aktorom takim jak ja daje się jedynie złudną nadzieję.
Uważam, że warsztaty często nie zdają egzaminu. Irytują mnie. Dlaczego masz płacić 50 funtów, żeby spotkać się z reżyserem castingu, zadać kilka pytań i zapłacić za jego/jej opinię? Ja też mogę wyrazić opinię i może być ona tak samo dobra. Często wydaje się nam, że na takich warsztatach zostaniemy dostrzeżeni przez reżysera castingu czy agenta – czasem tak się dzieje, ale przeważnie nie. Jeśli już idziesz na warsztaty, płać za coś, co jest faktycznie warte Twojego czasu, a nie tylko za czyjąś opinię. Jeśli nie usłyszysz tego, na co liczyłeś, może to podciąć Ci skrzydła, bo pomyślisz, że nie jesteś wystarczająco dobry. A jesteś! Po prostu ta jedna osoba tak nie uważa – i wiesz co? Są tysiące innych reżyserów castingu, którzy prawdopodobnie poczują Twój potencjał. Przestań być robotem w tej branży i bądź sobą. Na castingi nie chodzę na przykład w przepisowej czerni, bo to nie pokazuje mojej osobowości. Idę w trampkach i szczerze mówiąc, to już kiedyś pomogło mi dostać rolę. Nie idź na przesłuchanie z założonym sposobem gry tylko dlatego, że jakiś reżyser castingu kazał Ci to robić w ten sposób. Tak bardzo boimy się spróbować czegoś inaczej z lęku, że jednej osobie się to nie spodoba.
Co więcej, dziwnym trafem nie da się być aktorem bez profilu na Spotlight, ale żeby tam być, musisz mieć ukończoną akredytowaną szkołę lub trzy profesjonalne role w CV. To błędne koło. Jak wejść do branży bez szkoły teatralnej, a bez szkoły teatralnej jak zdobyć profesjonalne role, jeśli nie wykażesz się ogromną kreatywnością? Wiele szkół uczy przestarzałych rzeczy, próbując wypchnąć cię prosto na West End. Dlaczego nie uczymy ludzi, jak robić T.I.E. (teatr edukacyjny), od którego wielu zaczyna? Dlaczego nie uczymy ludzi, jak tworzyć własne projekty i nie zachęcamy do pisania nowych tekstów? To teraz klucz – tworzenie własnych prac przy użyciu platform takich jak nasze „scratch nights”, by pokazać się agentom.
Wasze wieczory „scratch nights” odniosły wielki sukces. Jak rozwinęły się od pierwszego wydarzenia?
TS: Na nasz pierwszy „scratch night” pod hasłem „Klasa Robotnicza” otrzymaliśmy chyba około 20 zgłoszeń od autorów. Z każdym kolejnym razem dostajemy ich coraz więcej i na obecny wieczór „Kobiety” przeczytaliśmy ponad 100 scenariuszy. Odbywają się one co dwa miesiące, a w tym roku planujemy około 7 lub 8 takich wieczorów. Staram się wypełniać luki wieczorami filmowymi, które będą odbywać się mniej więcej 3-4 razy w roku.
Mieliśmy około pięciu spektakli, które z 15-minutowych fragmentów pokazanych na „scratch night” rozwinęły się w pełnowymiarowe sztuki wystawiane w Londynie i innych częściach Wielkiej Brytanii, co jest świetnym wynikiem! Część aktorów została też dostrzeżona przez agentów; długa droga zajęła nam dojście do tego punktu, ale to działa. Dziś, na wieczór poświęcony kobietom, przychodzi czterech agentów, co buduje prawdziwą atmosferę ekscytacji. Teraz produkujemy nasze wydarzenia w Spotlight Studios i jesteśmy jedynym płatnym (zapewniającym wynagrodzenie twórcom) „scratch night” w Wielkiej Brytanii, więc rośniemy w siłę.
„Świat jest sceną, ale nie wszyscy aktorzy są równi” to hasło przewodnie Twojego nowego dokumentu o aktorach z klasy robotniczej. Kiedy możemy spodziewać się premiery i gdzie będzie można go obejrzeć? TS: Prawie skończyliśmy kręcić, więc powinien być gotowy do lata – to bardzo ekscytujące! Nie zostanie wrzucony do sieci ani wyemitowany w telewizji, ale będziemy z nim jeździć na prywatne pokazy po całej Wielkiej Brytanii, w Londynie, Manchesterze i wszędzie tam, gdzie będą chcieli go zobaczyć. Na pewno wyślemy go też na festiwale, a może pokażemy w szkołach teatralnych. Chcemy narobić wokół niego jak najwięcej szumu i wywołać debatę. Debata już trwa, ale ja chcę tym dokumentem wprowadzić realną zmianę i pokazać ludziom, jak to wygląda od środka. Kiedy po raz pierwszy wpadłem na ten pomysł, nie był on skierowany stricte do branży, ale do zwykłych ludzi, żeby zrozumieli, przez co muszą przechodzić aktorzy, scenarzyści i reżyserzy. Ci ludzie nie trafiają ot tak do „Coronation Street”; to trudna droga i to właśnie chcę uświadomić odbiorcom. Swoje wsparcie okazało mnóstwo znanych twarzy, a niektórzy zgodzili się podzielić swoją opinią, jak Maxine Peake, John Challis („Boycie” z filmu „Tylko konie i osły”), Christopher Ecclestone, Sam West czy Andrew Ellis. Zabrałeś tę kampanię do Westminsteru i prowadziłeś rozmowy z Partią Pracy. Jak do tego doszło i co do tej pory omówiono?
TS: Dowiedziałem się o kampanii zatytułowanej „Acting Up” i pomyślałem, że mógłbym się zaangażować. Wysłałem e-maile do wielu osób z Partii Pracy i w końcu ktoś mi odpowiedział. Odbyło się spotkanie, na którym dowiedziałem się, co się dzieje. Prowadzą oni tak zwane „sesje dowodowe”, na które zapraszają ludzi z branży, by opowiedzieli o panującej sytuacji, zanim zaczną jakiekolwiek działania. Po ich zakończeniu odbędzie się spotkanie strategiczne, na którym zbiorą wszystkie dowody w formie pisemnej i omówią, jak przekuć to w politykę programową; ostatecznie trafi to pod obrady parlamentu. Uczestniczyłem w pierwszej sesji, przedstawiłem swoje dowody i zobaczymy, co z tego wyniknie. Ludzie, którzy się tym zajmują, są bardzo zaangażowani i naprawdę chcą zmian. Przynajmniej sprawa jest już na szczeblu rządowym.
Co poradziłbyś osobom, które startują do szkół teatralnych, ale się nie dostają lub nie mogą studiować z powodów finansowych?
TS: To, co podobało mi się na uniwersytecie, to fakt, że poznałem stronę teoretyczną i akademicką. W szkole teatralnej zyskasz stronę praktyczną, co jest genialne, ale z tego, co słyszałem, nie uczysz się zbyt wiele o dramaturgach i kontekście. Jeśli nie stać Cię na szkołę teatralną, poszedłbym na studia uniwersyteckie, a potem rozważył zrobienie magisterki w szkole teatralnej. Wtedy masz to, co najlepsze z obu światów. Nie wpędzaj się w długi. Jeśli, nie daj Boże, aktorstwo Ci nie wyjdzie, przynajmniej masz dyplom, na którym możesz się oprzeć. Jeśli nie dostaniesz się do szkoły teatralnej i nie chcesz iść na uniwersytet, zbierz grupę znajomych z taką samą pasją jak Ty i zacznijcie tworzyć własne projekty. Zróbcie pokaz i zaproście tyle osób, ile się da. Rób wszystko, by wyrobić sobie dobrą reputację, bo to w tej branży wielka rzecz. Wiem, że bardzo Ci zależy, ale nie bądź zdesperowany. Bądź pełen pasji, ale cierpliwy. Szkoła teatralna to nie „być albo nie być”, po prostu musisz kopać głębiej, by znaleźć inne drogi wejścia. Kontaktuj się z ludźmi i buduj sieć kontaktów. Obecnie liczy się to, kogo znasz, a nie tylko to, co wiesz. Przeprowadziłem się do Londynu, nie znając nikogo. Bądź odważny. Co najgorszego może się stać?
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ O ACTOR AWARENESS
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności