WIADOMOŚCI
RECENZJA: 110 In The Shade, Ye Olde Rose and Crowne ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
110 In The Shade
Ye Olde Rose and Crowne
12 maja 2017
4 gwiazdki
Odkąd w 1963 roku po raz pierwszy rozgrzał publiczność do czerwoności, ten broadwayowski następca nieśmiertelnego „The Fantasticks” (stworzony przez ten sam zespół autorski) próbuje na stałe zagościć w głównym nurcie repertuarowym. Doczekał się kilku znaczących wznowień, ostatnio w Nowym Jorku w reżyserii Lonny’ego Price’a, gdzie w rolę Lizzie Curry wcieliła się sama Audra McDonald. Klimat „wycinka z życia na Zachodzie” zjednał mu sympatię teatrów regionalnych w Stanach Zjednoczonych, jednak z jakiegoś powodu ciepło tego musicalu nie zdołało dotąd roztopić chłodnego przyjęcia, z jakim spotyka się u nas. Dlaczego? To doskonale skonstruowana komedia muzyczna, której głowa i serce są mocno osadzone w nowoczesności. Zawiera 18 świetnie napisanych numerów muzycznych autorstwa Harveya Schmidta (muzyka) i Toma Jonesa (teksty), a scenariusz to błyskotliwa adaptacja sztuki „The Rainmaker” pióra N. Richarda Nasha. Ta sama historia stała się podstawą legendarnego filmu z Katharine Hepburn i Burtem Lancasterem w jednej z jego najbardziej urzekających ról – tytułowego Starbucka, charyzmatycznego oszusta. Co więcej, spektakl jest łatwy w inscenizacji, przy minimalnych wymaganiach kostiumowych i scenograficznych. Dlaczego więc nie oglądamy go częściej?
Nie mam pojęcia. W tym tygodniu widziałem go dwukrotnie i bawiłem się wyśmienicie. Dzięki niezawodnemu pubowi Rose and Crowne w Walthamstow, Andrew Yon zebrał genialny zespół, by oddać temu dziełu sprawiedliwość, na którą od dawna zasługiwało, a którą tak rzadko otrzymywało. Randy Smartnick, znający ten utwór z produkcji w USA, powraca do tej przestrzeni, by wyreżyserować płynne, klarowne widowisko. Choć w dłuższych scenach pierwszej połowy można by oczekiwać nieco bardziej dopracowanych detali aktorskich, jego postawienie na spokój i koncentrację na dialogach (wyjątkowo dobrze napisanych jak na musical) najlepiej sprawdza się w krótszym akcie drugim. Choreografka Kate McPhee przyleciała prosto z Riwiery, by tchnąć życie w warstwę ruchową, i robi to z genialną precyzją. Jej ruchy wynikają z motywicznej natury partytury – to rzadko spotykany przykład inteligentnej choreografii, która dzięki McPhee w pełni wybrzmiewa na scenie w Walthamstow.
Pod względem muzycznym nad całością czuwa rezydujący tu kierownik muzyczny Aaron Clingham. Razem z zespołem w składzie: Jade Cuthbert (skrzypce), Catriona Cooper (altówka), Dominic Veall (wiolonczela), Ashley Blasse (gitary i banjo) oraz Janette Williams (perkusja), po mistrzowsku radzą sobie z tym ambitnym światem dźwięków. Echa twórczości Aarona Coplanda i Samuela Barbera są tu wyraźnie słyszalne w eterycznych chórach, energicznych pieśniach ludowych i lirycznych balladach. Czuć tu pokrewieństwo z amerykańskim stylem Rodgersa i Hammersteina, ale podanym w sposób bardziej surowy i nowoczesny – jakby klasyka gatunku została przepuszczona przez maszynkę do mięsa Nadii Boulanger, a następnie przypieczona na ognisku dla naszej czystej przyjemności.
Obsada bawi się tym materiałem wyśmienicie. Mieszkająca w Wielkiej Brytanii od dwunastu lat nowojorka Laurel Dougall tworzy wzruszającą kreację skromnej, lecz energicznej kobiety z Zachodu. Wokalnie stać ją na jeszcze więcej mocy, co miejmy nadzieję pokaże w miarę rozwoju spektaklu. W rolę szalbierza Starbucka, który obiecuje sprowadzić deszcz na wyschniętą ziemię za sto dolarów, wciela się Daniel Urch – aktor nieco zbyt młody do tej roli, wymagającej większego ciężaru gatunkowego. Kontrastują z nim twardzi członkowie rodziny Lizzie: H.C. (Christopher Lyne, emanujący doświadczeniem i autorytetem w roli ojca), apodyktyczny starszy brat Noah (David West – silna osobowość sceniczna, która z powodzeniem odnalazłaby się na znacznie większej scenie) oraz radosny, choć nieco niemądry młodszy brat Jimmy (urocza komediowa rola Juliana Quijano). Nad porządkiem czuwa surowy szeryf File (Nick Wyschna, ciepły baryton ukryty pod szorstką powierzchownością). Jimmy wiąże się z energiczną Snookie Updegraff (świetna Rebecca Withers) – ich duet w „Little Red Hat” w drugim akcie to jeden z najjaśniejszych punktów przedstawienia.
Zespół tworzą równie wyraziste postacie: Joe i Beverly Copeland (Mikey Wooster i Amy Christen-Ford) oraz George i Hanna Curtis (pozornie stateczni, a w rzeczywistości całkiem frywolni Craig Nash i Natalie Durkin). Obsadę uzupełniają Sammie-Sue Miller (Francesca Pim) i Phil Mackey (Henry Roadnight). Tak szczegółowe potraktowanie drugoplanowych ról pokazuje, że Smartnick potrafi znaleźć w tym materiale wiele odcieni humoru.
Muszę też zwrócić uwagę na spektakularną scenografię Joany Dias, która wyczarowała spaloną słońcem prowincję. Pomarańczowe i rdzawe odcienie terenu pod wyblakłym, błękitnym niebem działają równie dobrze w scenach dziennych, jak i nocnych. Całość dopełniają świetne kostiumy, które nadają opowieści barwności. Oglądamy tu wersję „Domku na prerii” dotkniętego suszą, a jeśli podejdziemy do tych prostych ludzi z taką samą szczerością i niewinnością, na pewno się nie zawiedziemy.
Spektakl grany do 28 maja 2017
Zdjęcia: David Ovenden
KUP BILETY NA SPEKTAKL 110 IN THE SHADE
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności