WIADOMOŚCI
RECENZJA: Bat Out Of Hell, London Coliseum ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Andrew Polec jako Strat i Christina Bennington jako Raven w Bat Out Of Hell. Zdjęcie: Specular Bat Out Of Hell
London Coliseum
22 czerwca 2017
5 Gwiazdek
Zarezerwuj teraz – Bat Out Of Hell powraca do Dominion Theatre w 2018 roku
Wiadomo: to tylko rock'n'roll. Ale ja to uwielbiam.
Kiedy byłem dzieckiem dorastającym w Berkshire, raz na jakiś czas u sąsiadów w naszym cichym, zielonym zakątku pojawiał się gość w wielkiej, czarnej limuzynie z szoferem. Wysiadał z samochodu w potężnym czarnym płaszczu, szedł ścieżką do drzwi, dzwonił, czekał na wpuszczenie, a potem – jak dowiedzieliśmy się później od dzieci gospodarzy, z którymi bawiliśmy się w „paczkę” – zostawał na herbatę z ich mamą i tatą. Rozmawiał, śmiał się, wręczał prezenty i interesował się ich życiem. Powiedziano nam, że to ich stary przyjaciel. Choć ich drogi życiowe mocno się rozeszły, zawsze pozostawali w kontakcie. Kiedy on był w środku, my oglądaliśmy samochód i przyglądali się kierowcy; ten jednak pozostawał nieczuły na naszą ciekawość. W końcu potężny gość w ciemnym płaszczu wychodził, wsiadał do swojej wspaniałej maszyny i odjeżdżał. I tak do następnego razu. Dopiero znacznie później poznaliśmy nazwisko tego niezwykłego zjawiska: to był Meat Loaf.
Giovanni Spano (Ledoux), Andrew Polec (Strat), Dom Hartley-Harris (Jagwire) oraz obsada musicalu Bat Out Of Hell. Zdjęcie: Specular
Dla mnie ta historia stała się symbolem tego, czym jest rock'n'roll. Ten nurt muzyki popularnej to manifestacja niezwykłości w świecie codziennym; wizyta niezwykłego ducha w życiu zwykłych śmiertelników. To fenomen, który – w swej istocie – istnieje tylko w ulotnych dźwiękach i słowach. To potężna magia, którą pragniemy odnaleźć, rozpoznać i dotknąć w materialnej rzeczywistości. Dlatego kupujemy sprzęt grający i płacimy krocie, by stać w dalekich sektorach ogromnych stadionów i choć przez chwilę ujrzeć – z ogromnego dystansu – wykonawców tej tajemnej sztuki. Albo, jeśli dopisze nam szczęście, możemy zobaczyć jej dramatyzację na scenie wielkiego, wytwornego teatru. I właśnie to, moi Państwo, dostajemy tutaj.
Sharon Sexton jako Sloane i Rob Fowler jako Falco w musicalu Bat Out Of Hell. Zdjęcie: Specular
Technicznie rzecz biorąc, to „wydarzenie” to spektakl muzyczny oparty na rockowym albumie, który uczynił z Meat Loafa gwiazdę. Balansuje on między widowiskiem skrojonym pod gwiazdę a koncept-albumem. I choć Meat Loaf widnieje tu jako producent stowarzyszony, to tak naprawdę wszystko kręci się wokół kompozytora – a jest nim nie byle kto – Jim Steinman, autor utworów sprzedanych w 900 milionach egzemplarzy... i ta liczba wciąż rośnie. Oczywiście nie to przyciąga ludzi na ten spektakl. Przychodzą ze względu na legendarne osobowości, które ożywiły te piosenki i nadały im – niezatarcie – swój charakter. Tak, dobrą piosenkę może zaśpiewać każdy. Ale wykonawca musi być równie dobry jak melodia, a pod wieloma względami nawet lepszy. Te utwory popowe muszą zdobić osobowość piosenkarza i słuchacza, a nie na odwrót. Są dodatkiem do jednostki. Przyjmuje się je lub odrzuca, jak każdą inną modę. Gdy są „a la mode”, są kochane i ubóstwiane; gdy zeitgeist się zmienia, mogą zostać zapomniane w mgnieniu oka. Ostatecznie definiuje je stopień popularności i żadne inne kryterium.
Andrew Polec jako Strat i Christina Bennington jako Raven w musicalu Bat Out Of Hell. Zdjęcie: Specular
To sprawia, że ten gatunek różni się od wszystkiego, czym teatr muzyczny stał się przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Przykładowo, kto chciałby podejść do tego show w takim samym nastroju, w jakim oglądałoby się klasyczne musicale z debiutujące w tym samym roku (1977), jak „The Act”, „Annie”, „I Love My Wife”, czy brytyjskie „Privates on Parade”? Kto odważyłby się na taką małostkowość, by mylić popowy produkt ery Sex Pistols z konwencją wysokiej klasy teatru muzycznego z czasów Srebrnego Jubileuszu Królowej? Oczywiście ten rok przyniósł też adaptacje dorobku The Beatles czy Elvisa Presleya, a później obserwowaliśmy triumfy supergrupy ABBA w spektakularnym musicalu „Mamma Mia!”. To jednak nie jest „The Point!” (inny broadwayowski show z tego sezonu), spektakl będący jednocześnie albumem koncepcyjnym i widowiskiem scenicznym, ulepionym z tej samej gliny co inne wielkie dzieła tamtego okresu („Jesus Christ Superstar”, „Evita” itp.). Czy ktoś wtedy wyobrażał sobie takie sceniczne życie dla „Bat Out Of Hell”?
Andrew Polec jako Strat w musicalu Bat Out Of Hell. Jeśli tak, to miejmy nadzieję, że byłby zachwycony tym, co tu zastaliśmy: wspaniałe, technicolorowe cudo w reżyserii Jaya Scheiba, z rzucającym na kolana kierownictwem muzycznym i aranżacjami Michaela Reeda, orkiestracją Steve'a Sidwella i monumentalną scenografią Jona Bausora (która wystaje z ogromnego proscenium Coliseum, sprawiając, że wydaje się ono wręcz ciasne). Bausor, wraz z Meentje Nielsen, przygotował też błyskotliwe kostiumy. Mamy tu mnóstwo sprytnych projektów wideo Finna Rossa (świetnie multiplikujących przestrzenie akcji w różnych jakościach filmowych), soczyste, iskrzące światła Patricka Woodroffe'a oraz nagłośnienie Garetha Owena – raz rozsadzające bębenki, raz delikatne jak rozmowa. Są też ekscytujące sceny walk przygotowane przez zespół RC-Annie. Nieco słabszym ogniwem jest choreografia Emmy Portner, której brakuje rozmachu i tak silnej empatii z muzyką. Poza tym, to pakiet z najwyższej półki.
Danielle Steers jako Zahara i obsada Bat Out Of Hell. Zdjęcie: Specular
Obsada została mądrze dobrana pod kątem niezwykle silnych, czystych i znakomicie kontrolowanych głosów. Wykonywanie tych utworów co wieczór jest ogromnym wyzwaniem. Album został rozbudowany o nowe numery – niektóre napisane specjalnie dla show, inne wyciągnięte z archiwów Steinmana. Niezależnie od źródła i skali wyzwań aktorskich, wokaliści zawsze stają na wysokości zadania. Kochankowie w sercu tej futurystycznej opowieści w klimacie Sin City to rebeliant Strat o heroicznym tenorze (nazwany na cześć wiadomo którego instrumentu) – Andrew Polec (który wygląda naprawdę nieźle bez koszulki i w bardzo obcisłych spodniach) oraz Raven, bogata dziewczyna odnajdująca miłość u boku kogoś z nizin społecznych, w którą wciela się Christina Bennington. Jej ojciec, autokratyczny władca dystopijnej metropolii, Falco (Rob Fowler), to barytonowy czarny charakter – posiadacz imponującej, wypracowanej na siłowni sylwetki, który potrafi nagle zrzucić spodnie, by zaprezentować srebrne slipy, co sugeruje talenty z zupełnie innej branży. Jego małżonka, dysponująca głosem o barwie miodu i bacardi Sloane, to fantastyczna Sharon Sexton. Ten kwartet niesie większość numerów z bezbłędną mieszanką operowej projekcji i seksownej intymności, która na długo zapadnie w pamięć.
Andrew Polec jako Strat w musicalu Bat Out Of Hell
W zespole jest też wiele innych ról: nutę tragizmu przekonująco wprowadza Aran Macrae jako Tink, natomiast Danielle Steers uderza prosto w serce jako Zahara – asystentka, która pomaga białym bohaterom ogarnąć ich chaos. Tak, scenariusz posługuje się stereotypami. Nie – on robi coś więcej. Podnosi je do rangi obiektów kultu. To samo można powiedzieć o tekstach. Steinman nie ucieka od kiczowatych linijek, ale potrafi też stworzyć piękną poezję z najbardziej banalnej sytuacji. Tak czy inaczej, trafia do tłumów, a one go za to kochają.
Więc jeśli kochasz rock'n'rolla, pokochasz i to.
Bat Out Of Hell otwiera się w Dominion Theatre w 2018 roku
ZAREZERWUJ BILETY NA BAT OUT OF HELL
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności