Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Bedknobs and Broomsticks – Gałki i kije od miotły, Theatre Royal Norwich (Trasa koncertowa) ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Libby Purves

Udostępnij

Nasza TheatreCat Libby Purves recenzuje musicalowy spektakl Disney'a „Bedknobs and Broomsticks” (Gałki i kije od miotły) w Theatre Royal Norwich, wystawiany w ramach brytyjskiej trasy koncertowej. Po co komu pantomima? To klasowy popis wyobraźni w trasie.

Dianne Pilkington w trasie Bedknobs and Broomsticks. Fot: Johan Persson Musical Bedknobs and Broomsticks

Theatre Royal Norwich (Spektakl objazdowy)

4 Gwiazdki

Harmonogram trasy Bedknobs and Broomsticks

Ten spektakl, który miałam przyjemność oglądać w wypełnionym po brzegi Theatre Royal Norwich w towarzystwie rzeszy zachwyconych dzieciaków, doskonale wie, jak przyciągnąć uwagę od pierwszej sekundy. Przytulna sypialnia w schludnym oknie wylatuje w powietrze z ogłuszającym hukiem bomby, zamieniając się w wielką ramę z poszarpanych, ceglanych ruin. Trójka dzieci zostaje osierocona, przerzucona przez pociągi ewakuacyjne i porzucona w ponurym muzeum, gdzie czekają na swój tymczasowy dom. Reżyseria Candice Edmunds oferuje brawurowy początek, świetnie uzupełniony przez pomysłową, mobilną scenografię Jamiego Harrisona i dodatkowy dreszczyk emocji związany z prawdziwą orkiestrą strojącą instrumenty w kanale (niektóre dzieci podekscytowane wychylały się przed startem, zdając sobie sprawę, że to dzieje się naprawdę, a nie w filmie).

Główna obsada brytyjskiej trasy Bedknobs and Broomsticks. Fot: Johan Persson

Rodowód tej opowieści jest frapujący: w latach 40., zanim napisała słynną serię o Pożyczalskich, Mary Norton stworzyła dwie powieści o trójce dzieci i sztywnej czarownicy z sąsiedztwa. Eglantine Price rzuca urok na gałkę od łóżka, dzięki czemu mosiężny mebel może ich przenieść wszędzie, gdzie zapragną – jeśli przekręci się ją w jedną stronę – lub do dowolnej epoki, jeśli w drugą. Następują szalone przygody, w tym podróż w celu ratowania Emeliusa, średniowiecznego nekromanty oskarżonego o czary. Wychowałam się na tej książce i szczerze ją polecam. Filmowy musical Disneya z 1971 roku (z muzyką braci Sherman), który przejął tę historię, całkowicie usunął podróże w czasie, uczynił dzieci ewakuowanymi z czasów II wojny światowej, a pannie Price nadał misję pokonania niemieckiej inwazji.

I słusznie – nie byłaby to produkcja Disneya bez wielkich, żywiołowych tańców (szczególnie dobre „Portobello Road”), podwodnego baletu świecących ryb i rodzącego się romansu między czarownicą a Emeliusem (tym razem iluzjonistą-nieudacznikiem prowadzącym sklep z psikusami). Ale jak, biorąc pod uwagę całą tę magię, sprawdzi się to na scenie?

Portobello Road. Fot: Johan Persson

Odpowiedź brzmi: „genialnie!”. Dorośli szukający tej zimy czegoś, co nie jest typową pantomimą, a których nie kuszą wysokie koszty i dziwna fabuła „Krainy Lodu”, mają szczęście. Dianne Pilkington to energiczna czarownica, początkowo dystyngowana i onieśmielająca dzieci (tutaj przedstawione jako rezolutne cockneyowskie urwisy), ale wykazuje się prawdziwą emocjonalną subtelnością i zachwycającą sprawnością fizyczną, gdy zmaga się ze swoją pierwszą niesforną miotłą. I tak, miotła startuje wspaniale, potrafiąc nawet przetransportować ją pozornie przez ramę okienną. Łóżko również lata, w niewytłumaczalny sposób unosząc się na tle kunsztownie zaciemnionej sceny. W scenie na tropikalnej wyspie zobaczymy świetną magię z bliska w wykonaniu Pilkington i Charlesa Bruntona jako Emeliusa, a muzealne eksponaty zbroi i oręża zostają w imponujący sposób wyczarowane, by pokonać hełmiastych Hunów.

Zespół Bedknobs and Broomsticks. Fot: Johan Persson

Jedną z najwspanialszych cech dobrego teatru dla dzieci jest pokazywanie wystarczająco dużo „kuchni” – trików i domowej roboty rekwizytów – by odesłać je do domu z silnym postanowieniem stworzenia własnego przedstawienia. Potrzebujemy tego bardziej niż kiedykolwiek w czasach, gdy szkolny dramat podupada lub zmienia się w ideologiczną terapię. Mamy więc tutaj lalkarstwo (dwie postacie zamienione w sympatyczne króliki i wspaniałe zwierzęta na wyspie z przemawiającym, pompatycznym lwem, który przypomniał mi nagle o trwającym sezonie konferencji partyjnych). Podczas gdy miecze magicznie latają w powietrzu, a buty same poruszają się w scenie bitwy, wciąż udaje się nas zwieść aktorską zręcznością, a zwinny zespół sprawia, że wszystko dzieje się w zawrotnym tempie.

Dzieci z brytyjskiej trasy Bedknobs and Broomsticks. Fot: Johan Persson

Nie brakuje też prawdziwych emocji. Myślałam, że disneyowska adaptacja usunie nutkę powojennej melancholii Mary Norton, ale ostatnie sceny stają się na chwilę autentycznie wzruszające, gdy dzieci akceptują fakt, że nic z tego nie wydarzyło się poza ich wyobraźnią, rodzice wciąż nie żyją, a one są trójką sierot w obcym, niezrozumiałym miejscu. Małe dziewczynki w rzędzie przede mną znieruchomiały z przejęcia. Ale rzeczywistość zwyciężyła: miotły i magiczne gałki są świetne, ale ludzka dobroć przebija wszystko. Dzieci również to zrozumiały.

Zapisz się do naszego newslettera

 

https://www.youtube.com/watch?v=rp77V3XJwvw

 

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS