Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Jacques Brel Is Alive And Well And Living In Paris, Charing Cross Theatre ✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Udostępnij

Jacques Brel Is Alive And Well w Charing Cross Theatre. Zdjęcie: Scott Rylander Jacques Brel Is Alive And Well And Living In Paris

Charing Cross Theatre

21 października 2014

2 gwiazdki

Chyba minęło już jakieś piętnaście lat, od kiedy po raz pierwszy odkryłem, jak wielki czar, niespożytą energię i stylowy polot może nieść ze sobą muzyka Jacques'a Brela, gdy bierze się za nią wybitny wykonawca. Moja inicjacja miała miejsce podczas koncertu Chity Rivery, która po mistrzowsku zaśpiewała cudowny utwór Brela, „Carousel”. W wieczór wypełniony znanymi klasykami od Hermana, Sondheima, Bernsteina czy duet Kander & Ebb, to właśnie ta piosenka okazała się absolutnym punktem kulminacyjnym – był to prawdziwy triumf.

Obecnie w Charing Cross Theatre możemy oglądać wznowienie rewii „Jacques Brel is Alive And Well And Living In Paris”, wyreżyserowane przez niestrudzonego Andrew Keatesa dla Stevena M. Levy'ego i Seana Sweeneya (zapewne na zlecenie samego teatru). Ta kompilacja twórczości Brela – nazwijmy ją rewią, bo brakuje lepszego słowa – powstała w 1968 roku, ale w 2006 została z dużym sukcesem odświeżona na Off-Broadwayu przez Gordona Greenberga, który niedawno reżyserował „Guys and Dolls” w Chichester.

Nie jest to dokładnie ta sama wersja, co we wspomnianym wznowieniu z 2006 roku; kolejność piosenek dziwnie się różni, a niektóre fragmenty usunięto. Jednak jako sposób na zapoznanie się z muzyką Brela, jest to niemal bezkonkurencyjny wybór utworów i motywów – wspaniałe płótno, na którym można odmalować sugestywne i mocne obrazy teatralne.

Jak czytamy w programie:

„Brel posiadał naturalny dar do słowa, idealnie balansując między dowcipem a emocjami, podążając śladem Hugo w poszukiwaniu idealnego mélange’u groteski i wzniosłości. Miłość, desperacja, seks, śmierć, absurd i piękno – każda strona ludzkiej egzystencji jest obecna w jego dziełach… był głęboko antywojenny, choć niewielu nazwałoby go czystym pacyfistą… w podnoszącej się z kolan, lecz wciąż zranionej Europie, Brel stał się bardem, który potrafił uchylić zasłony skrywającej społeczeństwo, ludzi i trudy życia”.

To wszystko prawda. Muzyka Brela jest unikalna: bolesne i piękne melodie o tragicznych sytuacjach; surowe brzmienia dla zaskakujących tematów; nuta absurdu zestawiona z codziennością; przejmująca melancholia, która potrafi zmienić się w porywający lub desperacki moment autorefleksji. Prosta melodia potrafi skręcić w stronę złożonej, porażającej intensywności kompozycji; z kolei tętniąca życiem piosenka może rozpaść się na fragmenty samotności i wspomnień.

Najlepszym elementem tej inscenizacji jest kunszt muzyczny utalentowanego Deana Austina oraz czteroosobowego zespołu, który przy użyciu pianina, akordeonu, gitary, basu i perkusji tworzy zachwycającą oprawę dźwiękową. Austin również śpiewa, a za każdym razem, gdy to robi, poczucie prawdy i stylowe wyczucie materii muzycznej dodaje całości smaku i klasy.

Zespół, wraz ze znakomitą scenografią paryskiego kabaretu autorstwa Chrisa De Wilde’a, buduje bardzo „francuski” klimat, który pomaga w odbiorze muzyki Brela. Część foteli na widowni zastąpiono stolikami kawiarnianymi. To strzał w dziesiątkę – doprawdy, byłoby jeszcze lepiej, gdyby usunięto cały przód parteru na rzecz takich stolików. Taka atmosfera, co Keates świetnie rozumie, służy wszystkim: wykonawcom, kompozytorowi i publiczności, zwłaszcza przy repertuarze Brela.

Były chwile, gdy połączenie świateł (Mike Robertson), scenografii i muzyki przenosiło widza wprost na ciemną, paryską uliczkę, gdzie nadzieja i tragedia są o krok od siebie, gdzie w powietrzu czuć francuską arogancję, a blask gwiazd skłania do wiecznej kontemplacji.

Niestety, te momenty olśniewającej klarowności były zbyt często burzone przez nagłośnienie (które bywało albo za ciche, albo za głośne, ale rzadko odpowiednie, by w pełni zrozumieć teksty piosenek) oraz przez wokalistów, którzy zdawali się przedkładać krzyk nad śpiew. O ile zespół muzyczny (przynajmniej w większości) doskonale wiedział, co gra, o tyle obsada i dźwiękowiec sprawiali wrażenie, jakby uczestniczyli w zupełnie innym wydarzeniu.

Przez większość czasu brakowało spójności między tekstem a wykonawcą, między inscenizacją a choreografią. To są wartościowe, cudowne utwory, które po prostu wymagają świetnego wykonania – czasem delikatnego, czasem z narastającą, wybuchową energią, czasem z uśmieszkiem, czasem ze łzą. Ale przede wszystkim wymagają prostoty i stylu – w ogromnych dawkach.

Choreografia Sama Spencera Lane’a nie pasowała do charakteru muzycznego, zwłaszcza że wykonawcy wyraźnie nie radzili sobie z precyzyjnym i jednolitym jej wykonaniem. Najlepsze momenty to te, w których aktor po prostu zamierał w bezruchu, pozwalając widzowi skupić się wyłącznie na muzyce, słowie i samej interpretacji.

Oczywiście taka forma prezentacji bezlitośnie obnaża braki, zwłaszcza wokalne. Ale to właśnie w takim momencie surowej, nieprzefiltrowanej jasności muzyka Brela osiąga swoje wyżyny.

W tym przypadku czworo wykonawców nie sprostało wymaganiom materiału. Wykrzykiwanie piosenek to nie jest styl. Zbyt wiele było śpiewania obok tonacji, prawdopodobnie w pogoni za „aktorstwem” czy „pasją”, co jednak sprawiało, że sens muzyczny całkowicie znikał. Momentami zastanawiałem się, czy to próba naśladowania osobistej ekspresji samego Brela – ale Brel był jedyny w swoim rodzaju, a ten spektakl nie jest o Brelu, lecz o jego twórczości.

Niektóre utwory wyglądają na scenie pięknie, ale wokal nie dorównuje oprawie. Inne, zwłaszcza te komediowe, są przeładowane niepotrzebnymi elementami, przez co tracą tempo. Jeszcze inne mylnie biorą gniew za rozpacz, a radość za melancholię. Pewne pomysły reżyserskie wydają się całkowicie sprzeczne z nastrojem piosenki i temperamentem wykonawcy.

Spektakl porusza kilka motywów – najlepiej wypadają te dotyczące starości, wojny i jej ofiar oraz miłości i zdrady. Z teatru wychodzi się z pewnością z jedną myślą: chce się posłuchać więcej Jacques'a Brela.

Daniel Boys wypada najkorzystniej z całej obsady, zwłaszcza pod względem czystości śpiewu i stylu. Gina Beck miewa przebłyski prawdziwego talentu, nadając niektórym fragmentom eteryczny ton i wyraz.

David Burt i Eve Polycarpou momentami wyglądają fantastycznie, idealnie trafiając w klimat pod względem kostiumu i postawy, ale ich warunki wokalne odbierają tym scenom siłę rażenia. Utwory takie jak „Amsterdam”, „Ne Me Quitte Pas” czy „Carousel” wymagają wirtuozerii, która wykracza poza możliwości Burta i Polycarpou. Szkoda, bo widać, że oboje dają z siebie wszystko.

I to być może jest główny problem. Za dużo wysiłku włożono w pytanie „jak to zrobić w 2014 roku”, zamiast skupić się na dostarczeniu najlepszej możliwej wersji katalogu Brela. Rozpraszacze, takie jak maska Nigela Farage'a, poczekalnia w klinice zdrowia seksualnego czy wyświetlane w tle nagrania niezidentyfikowanych ludzi robiących niezidentyfikowane rzeczy, są zupełnie zbędne przy materiale tak silnym i pełnym pasji jak muzyka Brela.

To wspaniałe, że Charing Cross Theatre zdecydował się na tę produkcję – Jacques Brel nie gościł zbyt często w Londynie w ostatnich latach. Kunszt Deana Austina i jego zespołu daje przedsmak piękna i potęgi tej muzyki. I choć obecna obsada nie wymaże z mojej pamięci występu Chity Rivery sprzed lat, to z pewnością skutecznie zachęca, by znów sięgnąć po płyty Brela.

W repertuarze do 21 listopada.

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS