Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: James II - Day Of the Innocents, National Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Jakub II. Zdjęcie: Manuel Harlan James II: Day of the Innocents

Olivier Theatre

25 października 2014

5 gwiazdek

Druga część trylogii „The James Plays” autorstwa Rony Munro, wystawiana obecnie w National Theatre, rozgrywa się w tej samej scenografii co pierwsza, ale to zupełnie inny kaliber widowiska.

Czas wiruje i się zaciera: sceny nakładają się na siebie lub dzieją symultanicznie w różnych planach czasowych; pojawiają się ucieleśnione koszmary (Człowiek z Głową Byka przypominający Minotaura) oraz efektowna animacja lalkowa. Wszystkie te zabiegi służą ukazaniu chaosu myśli dręczących Jakuba II – dziecka, które zasiada na tronie po zabójstwie ojca. W trakcie spektaklu młody monarcha pokonuje widma przeszłości i lęki teraźniejszości, by w finale zwyciężyć własne słabości i objąć samodzielne, pewne rządy.

Dodatkowo, przez cały czas czuć tu atmosferę zabawy – czy to w chowanego, czy w futbol bez żadnych zasad. Podkreśla to wizerunek króla jako dziecka i zabawki w rękach dorosłych, uwypuklając dworskie machinacje. Munro po mistrzowsku splata te metafory z przeskokami czasowymi i onirycznymi wizjami, tworząc niezwykle sugestywną opowieść.

Ten Jakub obejmuje tron w zupełnie innych okolicznościach niż jego ojciec. Szlachta morduje Jakuba I, a Królowa dba o to, by sprawcy skonali w męczarniach. Jak mówi jego niania, Meg, „biedne maleństwo” ma zaledwie sześć lat, gdy zostaje królem. Nic dziwnego, że władza kojarzy mu się z krwią, zemstą i terrorem. Rządzący możnowładcy nie traktują go poważnie; nawet gdy zbliża się do pełnoletności, widzą w nim tylko marionetkę do podpisywania dokumentów i nadawania ziem, a nie suwerena. Dla nich to tylko lękliwy chłopiec, a nie ich Król.

Jakub II ma wiernego przyjaciela, Williama Douglasa. Razem dorastali, uczyli się męskich rzemiosł, polowali, pili i kochali się jak bracia, a może i mocniej. Jednak ojciec Williama, Balvenie (obecnie hrabia Douglas), który niegdyś pomógł Jakubowi I utrzymać koronę, stał się żądny władzy i chciwy. Król jest dla niego jedynie narzędziem do pomnażania bogactw. Bez wahania wykorzystuje więc przyjaźń syna z monarchą, by osiągnąć własne cele.

Relacja między Jakubem II a Williamem Douglasem stanowi trzon sztuki. Jakub nie ma ojca i jest prześladowany przez wspomnienie jego śmierci; William ojca ma, ale jest przez niego manipulowany i skażony jego nienasyconą ambicją. Każdy z nich mierzy się z własnymi demonami i ostatecznie William przegrywa tę walkę. Przekonany o swojej nietykalności, zostaje upokorzony, gdy Jakub – chcąc zamanifestować swoją siłę – wysyła go do Rzymu jako papieskiego wysłannika. William nigdy mu tego nie wybacza.

Później, choć w sporze o zachowanie szkockiej tradycji gier i zabaw w Dniu Niewiniątek staje po stronie króla przeciwko własnemu ojcu, ich więź zostaje bezpowrotnie zerwana. Po brutalnym pobiciu przez ojca (kara za lojalność wobec Jakuba), William traci zmysły. Przyspiesza śmierć ojca trawionego zarazą, po czym zaczyna prowadzić niebezpieczną, zdradziecką grę, prowokując Jakuba słowem i czynem, w tym zimnokrwistym morderstwem poborcy podatkowego.

W długiej, trzymającej w napięciu scenie, dawni przyjaciele stają naprzeciw siebie: niepewny Jakub i emanujący agresją William. Gdy William obraża francuską żonę Jakuba, Marię, król pęka – w furii wielokrotnie dźga przyjaciela, odbierając mu życie. To wstrząsający moment, który wyznacza narodziny Jakuba jako prawdziwego przywódcy. Zrozumiał, że William stał się zagrożeniem dla stabilności Szkocji, które musiał wyeliminować.

Potem następuje kolejna niezwykła chwila – Jakub uwalnia Izabellę, matronę rodu Stewartów, uwięzioną przez jego ojca 30 lat wcześniej. Starucha jest pełna goryczy i poprzysięgła mu śmierć. Jednak w scenie nawiązującej do spotkania z Królową z pierwszej części, Izabella – mimo miecza w dłoni i okazji – nie zabija króla. O ile wcześniej oszczędziła Królową z poczucia wyższości, tutaj daruje życie Jakubowi, bo dostrzega w nim dobrego władcę, którego Szkocja potrzebuje.

Język i konstrukcja tej sztuki są tak odmienne od pierwszej części, że można by pomyśleć, iż napisał ją ktoś inny. Munro popisuje się literackim kunsztem, opowiadając historię Jakuba II w sposób świeży i ożywczy. Reżyser Laurie Sansom podchwycił ten ton, tworząc spektakl będący głębokim thrillerem psychologicznym, studium postaci bogatym w alegorie i symbole.

Inteligentnym zabiegiem jest zachowanie stałych punktów: postaci Meg, Izabelli, Balvenie’ego i Joan zapewniają ciągłość narracji. Sposób kreacji Jakuba wyraźnie sugeruje, że jest on synem Jakuba I i Joan. Co więcej, obsadzenie tych samych aktorów w rolach żony Jakuba i jednego z jego doradców pozwala wybrzmieć echom ich poprzednich wcieleń (królowej Joan i Murdaca Stewarta). Im więcej się zmienia, tym więcej pozostaje takie samo.

Jon Bausor subtelnie zmodyfikował scenografię – nad sceną nie góruje już pusty tron, a rękojeść miecza potrafi buchnąć płomieniem. W kluczowych momentach podłoga przypomina planszę do gry, co podkreśla metaforę dworskich graczy. Oświetlenie Philipa Gladwella jest mroczniejsze i bardziej nastrojowe, co potęguje oniryczny charakter opowieści.

Po raz kolejny aktorstwo jest na światowym poziomie.

Andrew Rothney jest nieskazitelny jako Jakub II. Perfekcyjnie pokazuje przemianę bohatera z przerażonego dziecka w dostojnego męża stanu. To poruszająca i głęboka rola. Szaleństwo jego koszmarów jest oddane z niezwykłą precyzją, podobnie jak proces dojrzewania do samodzielnych rządów w kontrze do interesownych doradców. Rothney nie boi się pokazać miłości do żony, przywiązania do Meg czy niejednoznacznej relacji z Williamem. To odważna, pełna ognia i energii kreacja.

Równie znakomity jest Mark Rowley jako William Douglas. To prawdopodobnie najtrudniejsza rola w dotychczasowych częściach cyklu – postać wielowymiarowa, rozdarta między lojalnością a kapryśnością. Rowley gra to z niesamowitą lekkością, choć postać jest diabelsko wymagająca. Aktor wręcz elektryzuje scenę swoim stylem.

Duet Rothney i Rowley tworzy scenę o ogromnej sile rażenia. Jakub II urodził się z dużym, czerwonym znamieniem na twarzy, przez co budził lęk i drwiny. W drugim akcie William zbliża się do króla tak blisko, jakby chciał go pocałować, i kładzie dłoń na jego znamieniu, badając je i akceptując jako integralną część przyjaciela. Jakub na to pozwala, choć to akt brutalnej intymności. Dopiero później staje się jasne, że to właśnie wtedy Jakub uświadomił sobie, że William stracił kontrolę nad sobą i przestał być prawdziwym przyjacielem. Majstersztyk.

Blythe Duff jest cudowna jako gorzka, lecz nieugięta Izabella. Jej sceny z Rothneyem są po prostu wspaniałe. Stephanie Hyam powraca na chwilę jako królowa Joan, by po chwili zachwycić jako zlękniona francuska królowa Maria. Jej obie królowe są zupełnie inne, ale obie zapadają w pamięć.

Sarah Higgins i Peter Forbes kontynuują role Meg i Balvenie’ego, rozwijając postacie z pierwszej części. Forbes świetnie pokazuje upadek moralny swojego bohatera, którego niszczy chciwość – scena, w której „oferuje się” jako kanclerz, przyprawia o gęsią skórkę, a jego makabryczna śmierć jest zagrana z przerażającą precyzją.

Rona Morrison jest świetna jako Annabella, siostra Jakuba, a Ali Craig i Gordon Kennedy doskonale sprawdzają się jako skorumpowani doradcy, Crichton i Livingston.

Cały zespół aktorski spisuje się bez zarzutu – to teatr zespołowy w najlepszym wydaniu.

Mimo że druga część jest gęstsza, pełna symboliki i informacji, czas upłynął przy niej szybciej niż przy pierwszej (która przecież też nie nużyła). Połączenie wszystkich elementów produkcji i zupełnie innego stylu pisania daje efekt wybuchowej, angażującej mieszanki, która pędzi naprzód w niesamowitym tempie.

Dwie części za nami, została jedna. Czy Sansom i Munro ustrzelą teatralnego hat-tricka? Nie mogę się doczekać odpowiedzi.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS