WIADOMOŚCI
RECENZJA: Light Shining In Buckinghamshire, Lyttleton Theatre ✭✭
Opublikowano
Autor:
stephencollins
Udostępnij
Światło w Buckinghamshire
Lyttleton Theatre
23 kwietnia 2015
2 gwiazdki
Trzeba oddać sprawiedliwość Es Devlin i Soutrze Gilmour. Wiedzą, jak tworzyć niezwykłe, przytłaczające scenografie i żywe, pełne detali kostiumy. Ich praca w nowej inscenizacji sztuki Caryl Churchill "Light Shining In Buckinghamshire" w reżyserii Lyndsey Turner, której premiera odbyła się wczoraj w National Theatre na scenie Lyttleton, jest zdumiewająca i dosłownie zapiera dech w piersiach.
Kiedy na początku kurtyna ogniowa idzie w górę, ukazując intensywną, przepyszną i bogatą w szczegóły panoramę XVII-wiecznej szlachty ucztującej przy ogromnym stole, a każdy centymetr rozległej przestrzeni Lyttleton wydaje się być zajęty przez aktora lub stół, efekt jest piorunujący. Tyle przepychu, tyle rozrzutności. Nie sposób nie zastanawiać się, jak zareagowaliby na to mniejsi, niedofinansowani twórcy spoza teatralnej "elity".
I poniekąd o to właśnie musi chodzić Devlin i Gilmour. Trzeba zrozumieć bogate życie uprzywilejowanej szlachty, aby walka ukazywana w dramacie Churchill nabrała sensu. Ta sztuka z 1976 roku rzuca nieliniowe, nieoczywiste spojrzenie na wojnę domową, która doprowadziła do egzekucji Karola I i powstania republiki pod wodzą Olivera Cromwella. Zamiast analizować główne wydarzenia oraz myśli i działania kluczowych graczy, Churchill skupia się na tych, których konflikt dotknął najbardziej: zwykłych ludziach, biedocie, wykluczonych, kobietach, żołnierzach i rzemieślnikach. Przez pryzmat ich doświadczeń wyłania się sens wielkich mechanizmów władzy.
Sercem sztuki Churchill jest ukłon w stronę teatru verbatim: analizując autentyczne zapisy Debat z Putney (używano wówczas stenografii wojskowej, by zapisać każde słowo wypowiedziane podczas narad na przełomie października i listopada 1647 roku), Churchill prezentuje autentyczne słowa dyskutantów, choć w formie zredagowanej. Poczucie autentyczności jest tu potężne, nawet jeśli poczucie dramatyzmu już niekoniecznie.
Najbardziej zastanawiającym aspektem tej inscenizacji – pierwszej za kadencji Rufusa Norrisa jako dyrektora artystycznego National Theatre – jest to, że nic w niej nie dąży do naświetlenia, ujawnienia czy wydobycia tkanki, struktury i ciężaru gatunkowego dzieła Churchill.
Zupełnie nic.
Ta sztuka jest niezwykle kameralna. Bada, jak globalne wydarzenia wpływały na życie zwykłych ludzi, jak wielkie idee odbijały się na codziennej egzystencji Anglików i Angielek. To w gruncie rzeczy mały format poruszający wielkie tematy. Aby w pełni wybrzmiał, potrzebuje intymnej, rezonującej produkcji skupionej na niuansach. W pierwotnej wersji obsada liczyła zaledwie sześć osób.
Wystawienie jej w Lyttleton od początku było wyzwaniem – jej naturalnym domem jest scena Dorfman lub Temporary Theatre. Lyttleton nie jest miejscem dla teatru intymnego – to przestrzeń dla teatru epickiego, dla wielkich, kreślonych grubą kreską widowisk komediowych lub dramatycznego nadmiaru. Kameralnych utworów nie da się zmienić w epopeje tylko poprzez wrzucenie ich w ogromne przestrzenie i pompowanie w nie pieniędzy oraz technicznej maestrii. Jedyne, co się w ten sposób osiąga – co zresztą tutaj widać – to sytuacja, w której scenografia i kostiumy stają się ważniejsze od samej treści.
Obserwowanie, jak ten pełen przepychu bankiet ustępuje krok po kroku naporowi pospólstwa, jak wystawny stół zostaje ogołocony i przekształca się w miejsce merytorycznej debaty zamiast jałowej konsumpcji, budzi autentyczną fascynację. Wspaniałe światło Bruno Poeta akcentuje tę płynną przemianę, podobnie jak nastrojowa muzyka Mary Chadwick. Widmo królewsko odzianego Karola i jego świty unosi się w tle niczym niezwykle detaliczny duch – obecny, a zarazem nieuchwytny.
44-osobowy "zespół społeczny" zasila szeregi wykonawców, dodając wydarzeniom ciała i gwaru, choć czasem – zwłaszcza w scenie Debat z Putney – w sposób niezamierzony ilustruje przestrogi płynące z klasycznej satyry o aktorstwie amatorskim. Program chwali się, że inscenizacja pozwoliła na "włączenie wykonawców ze społeczności lokalnej do produkcji na głównej scenie". Skoro nie ma żadnej informacji o tym, by amatorzy otrzymali wynagrodzenie, ich udział, choć dla nich osobiście ważny, jest w najlepszym razie dyskusyjny, a w najgorszym – skandaliczny. Nikt pracujący na deskach National Theatre nie powinien pracować za darmo; każdy, kto występuje na tej scenie, powinien być traktowany jako pełnoprawny członek zespołu.
Oczywiście obecność tego "zespołu społecznego" podbija tezy Churchill o tym, jak uprzywilejowani wykorzystują tych bez praw. Może nie było to celowe, ale użycie amatorów unaocznia, namacalnie i nieuchronnie, kluczowy dylemat, który gnał Cromwella z Putney przed komitety: czy wartość człowieka określa to, kim jest i co robi, czy to, jaki posiada dochód i jakie ma do niego prawo?
Wymowa sztuki Churchill jest głęboko osobista. W programie określono ją jako "sztukę ludową". Jednak inscenizacja Turner jest operowa i chłodna, skrajnie bezosobowa w swoim blasku i nadmiarze. Nie ma tu nic z ludowości.
Tylko znakomity Trystan Gravelle znajduje sposób, by wznieść się powyżej – lub przynajmniej przebić przez – te inscenizacyjne ramy i stworzyć kreację palącą uczciwością i prawdą. Jego metodyczna i całkowicie przekonująca rola Briggsa, zwykłego robotnika, który zaciąga się do armii dla żołdu i nadziei na sprawiedliwość, po drodze przeżywając rozczarowanie, jest naprawdę świetna. Gravelle jako jedyny z obsady nie pozwala, by jego praca została połknięta przez tsunami wizualnej oprawy.
W sekcji Debat z Putney widać ognistą determinację Sargona Yeldy, twardą nieustępliwość Leo Billa i niespożytą nadzieję Alana Williamsa, ale inscenizacja nigdy nie pozwala w pełni zrozumieć różnic światopoglądowych w tym niezwykłym momencie angielskiej historii. W istocie brak zaangażowania w losy bohaterów i ich działania jest tu regułą, a nie wyjątkiem.
Churchill zdaje się sugerować, że niemożność rozwiązania kluczowych kwestii z Putney definiuje dzisiejszą Anglię i jest, prawdę mówiąc, najważniejszym aspektem współczesnej polityki. To trafna refleksja, która jednak kompletnie tonie w morzu spektaklu stworzonym przez Turner, Devlin i Gilmour.
Pierwsza premiera zaprogramowana przez Norrisa – i zapewne zrealizowana z jego wyraźnym błogosławieństwem – jest triumfem formy nad treścią. Epicka, pozbawiona siły inscenizacja kameralnego, potężnego dzieła. Nie mówi nam nic o sztuce Churchill, ale, co przerażające, może mówić wiele o tym, czego spodziewać się po kadencji Norrisa w National Theatre.
"Światło w Buckinghamshire" (Light Shining In Buckinghamshire) grane jest do 22 czerwca 2015 r.
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności