WIADOMOŚCI
RECENZJA: Machinal, Almeida Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Julian Eaves ocenia sztukę Sophie Treadwell „Machinal”, którą można obecnie oglądać w Almeida Theatre.
Obsada spektaklu Machinal w Almeida Theatre. Fot. Johan Persson Machinal
Almeida Theatre
11 czerwca 2018 r.
3 Gwiazdki
Zarezerwuj bilety „Machinal” to jeden z najbardziej porywających i angażujących amerykańskich dramatów ekspresjonistycznych, łamiący wszelkie zasady konwencjonalnego teatru. Wciąga nas głęboko w zrujnowane życie prostych i często niepotrafiących wyrazić swoich emocji bohaterów, łącząc szczerą bezpośredniość, odważną klarowność i zdumiewający kunszt inscenizacyjny. Napisany w 1928 roku przez niesłusznie zapomnianą Sophie Treadwell, tekst wiele zawdzięcza „Maszynie do liczenia” Elmera Rice'a sprzed kilku lat – szczególnie w obrazie życia „małych ludzi” w anonimowym, zmechanizowanym świecie miejskim, gdzie indywidualność znaczy tak niewiele, że staje się wręcz bezsensowna. Dramat ten wzmacnia swój przekaz poprzez rozważania nad tym, co to znaczy być kobietą w społeczeństwie rządzonym przez mężczyzn i dla mężczyzn. Sztuka bywa wystawiana w naszym kraju; widziałem ją parę lat temu w Londynie w świetnym wykonaniu studentów aktorstwa Kingston College. Kiedy usłyszałem, że Almeida wznowi ten tytuł, moje oczekiwania były ogromne.
Kirsty Rider w spektaklu Machinal w Almeida Theatre. Fot. Johan Persson
Wiele w wizualnej stronie tej inscenizacji nagradza te oczekiwania. Scenografia Miriam Buether – oświetlona intensywnymi błyskami przez Jacka Knowlesa – tworzy głęboko mroczny i klaustrofobiczny świat. Początkowa biurowa sceneria z lat 20. z rzędami biurek, odbitymi i zwielokrotnionymi w lustrze zawieszonym pod kątem 45 stopni (pozostaje ono na miejscu przez cały wieczór), natychmiast przywodzi na myśl niezapomniane projekty Gibbonsa i Gillespiego do „Tłumu” Kinga Vidora – wybitnego dzieła z tego samego roku, w którym powstała sztuka. Ekspresjonistyczny gest wydaje się trafiony w punkt, podobnie jak chaotyczny, porywany i nakładający się na siebie dialog w pierwszej scenie, z pustym biurkiem czekającym, aż zajmie je... no właśnie, kto?... lub co?
Kirsty Rider, Emily Berrington, Dwane Walcott i Alan Morrissey w Machinal. Fot. Johan Persson
Zajmuje je Emily Berrington. Gra ona rolę „Młodej Kobiety”. To właściwie tyle osobowości, ile scenariusz przewiduje dla jej postaci. Zdajemy sobie sprawę, że widzieliśmy ją już wcześniej w ulotnym obrazie zatłoczonego wagonu metra lub tramwaju, gdzie ciała są stłoczone, a piękna blondynka w stylu Jean Seberg cierpi pośród nich, z twarzą zastygłą w grymasie dezaprobaty – czy może jest to dąs niezadowolenia? W każdym razie wnosi tę samą nutę cierpkiej niechęci do swojej nużącej pracy biurowej, gdzie brak chęci integracji z resztą zespołu czyni ją nieuchronnym celem drwin i wrogich docinków. I to jest pierwsza prawdziwa niespodzianka w produkcji Natalie Abrahami: z poprzedniego spektaklu, który widziałem, nie zapamiętałem protagonistki jako istoty słabej czy biernej.
Emily Berrington i Jonathan Livingston w Machinal. Fot. Johan Persson
A jednak, w miarę postępu sceny, wydaje się, że właśnie tak Abrahami chce ją ukazać. Jest singielką i celem swojego lekko drapieżnego szefa, który nie może się doczekać, by zostać z nią sam na sam w biurze pod pretekstem podyktowania kilku dodatkowych pism. Zanim to nastąpi – a jesteśmy dopiero w drugiej scenie sztuki – już tłumimy w sobie impuls, by wstać z fotela i krzyknąć do tej „głupiej blondynki”: „Naprawdę pozwolisz temu facetowi tak do siebie mówić? Gdzie twoja duma?”.
Cóż, odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi: tak, pozwala; a odpowiedź na drugie: ona jej nie ma. Nie ma poczucia własnej wartości – przynajmniej nie w tym, jak gra ją Berrington i jak prowadzi ją Abrahami. Owszem, może narzekać na swój los – kto tego nie robi? – ale robi to zawsze z pozycji marudnego użalania się nad sobą, bez cienia opanowania. To drażni. I wydaje mi się to dziwne, bo widziałem tę postać graną radykalnie inaczej w innej produkcji. Wtedy bardzo obchodziło mnie, co stanie się z Młodą Kobietą, ponieważ wykazywała ważne ludzkie cechy, których tutaj jej odmówiono: godność, opanowanie, hart ducha, wytrwałość, ciepło i nadzieję. I prawdziwy gniew, w przeciwieństwie do napadów złości rozpieszczonego dziecka.
Khali Best, Andrew Lewis, Emily Berrington i Nathalie Armin. Fot. Johan Persson
W przeciwieństwie do tamtej interpretacji, w tej inscenizacji Abrahami i Berrington zdają się robić wszystko, by przekonać nas, że bohaterce brakuje tych wszystkich przymiotów. Skoro tak, to dlaczego miałoby nas obchodzić, co się z nią stanie? Dlaczego miałaby być dla nas ważna? A jeśli nie jest ważna, to co robimy w teatrze, patrząc, jak koncertowo marnuje sobie życie? Czy to pomaga wybrzmieć feministycznemu punktowi widzenia? Serio? Czy mężczyźni wokół niej zachowują się tak ohydnie wobec wszystkich kobiet? Nie widzimy, by inne wpadały w takie tarapaty. Zatem płeć raczej nie jest tu kluczową kwestią. Leniwe skupienie na sobie i wyrachowane podejście do innych ludzi, traktowanych jedynie jako narzędzia do własnych celów, wydają się dominującymi cechami Młodej Kobiety – i są one wyjątkowo niesympatyczne. Kiedy sprawy przybierają zły obrót, dochodzimy raczej do wniosku, że sama jest sobie winna i zasługuje na naukę. Punkt krytyczny następuje, gdy sprząta swojego męża (Jonathan Livingstone), ponieważ stoi on jej na przeszkodzie do bycia z kochankiem (Dwane Walcott) – obaj, co ciekawe, grani przez czarnoskórych aktorów – i za to morderstwo ani razu nie wyraża najmniejszej skruchy. Jednak w obliczu krzesła elektrycznego potęguje swoją kampanię skarg i megalomanii, błagając o ocalenie, jakby mogło nas to obejść. Nic z tych rzeczy.
Wielu widzów wyjdzie z założenia, że jeśli to najlepsze, co Treadwell ma do zaoferowania, to nic dziwnego, że jest ignorowana. Ale będą w błędzie. To ten niefortunny kierunek produkcji, zmuszający nas do patrzenia na dramatopisarkę w tak specyficzny sposób, tworzy tak błędną ocenę. Staje się to jasne, gdy widzimy, jak łagodnie i uprzejmie większość pozostałych postaci odgrywa swoje role. Zrzędliwa matka, Denise Black, jest w rzeczywistości bezinteresownym wołem roboczym, który haruje, by zapewnić jedynaczce tyle wygody, ile tylko może; biurowe sępy starają się jak mogą w tych samych ograniczających warunkach i można im wybaczyć, że nie doceniają kompletnej niezdolności Młodej Kobiety do zrozumienia jakiegokolwiek innego punktu widzenia poza jej własnym. Sami nienawidzilibyśmy pracować u boku kogoś tak egocentrycznego i płytkiego.
Im dłużej trwa spektakl – a jego zaledwie 90 minut zdaje się ciągnąć wieczność – tym bardziej nasze serca lgną do Nathalie Armin, Khaliego Besta, Demetriego Goritsasa, Andrew Lewisa, Johna Mackaya, Alana Morrisseya, Kirsty Rider i Augustiny Seymour, którzy muszą zmagać się z tym trudnym zadaniem. Ubrani tak naturalistycznie przez Alexa Lowde'a, wydają się rybami wyjętymi z ekspresjonistycznej wody, zwłaszcza gdy – z powodów, które wydają się modne, ale niezrozumiałe – dekoracje nagle przeskakują o dekadę, dwie, trzy lub więcej (oceńcie sami, czy pomaga to w opowiadaniu historii). Ben i Max Ringham odpowiadają za imponujący dźwięk, a Arthur Pita za ruch sceniczny.
Z czym zostajemy na koniec? Cóż, niektórym się to podoba, ale myślę, że inna inscenizacja zachwyciłaby ich jeszcze bardziej: to wielka, wspaniała i niezapomniana sztuka. Niestety, inni mogą uznać, że ten eksperyment, mimo całego swojego wspaniałego rozmachu, nie trafia w cel. Czy produkcja satysfakcjonuje jej twórców, to kwestia ich sumienia: nigdy nie widziałem nic innego tej reżyserki i nie mogę oceniać jej umiejętności poza odnotowaniem, że jej CV robi wrażenie. Każdy zdaje się wykonywać swoją pracę bardzo rzetelnie i poprawnie, ale suma tych wysiłków nie składa się w udaną całość. No cóż. Trudno. To nie koniec świata. Mam nadzieję, że powstaną inne inscenizacje tej sztuki. Póki co, ta musi nam wystarczyć na otarcie łez.
Do 21 lipca 2018 r.
KUP BILETY NA SPEKTAKL MACHINAL
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności