WIADOMOŚCI
RECENZJA: Madame Rubinstein, Park Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Jonathan Forbes, Miriam Margolyes i Frances Barber w Madame Rubinstein. Fot. Simon Annand Madame Rubinstein
Park Theatre
Czwartek, 3 maja 2017
5 Gwiazdek
Od czasu, gdy pierwsi ludzie sięgnęli po ugier, ochrę, tusz do tatuażu czy hennę, sztuka służyła nam do transformacji wyglądu twarzy i ciała. Czasami te zmiany są ulotne, innym razem zostają na całe życie, ale stanowią o naszym człowieczeństwie i pomagają wyrazić własną tożsamość, przynależność, lojalność czy stan ducha. Na długo przed nadejściem ery przemysłowej, te techniki, tradycje i mody budziły zachwyt, oddanie, ale i wrogość, zawiść czy nienawiść. Jednak, jak mógłby zauważyć Walter Benjamin, to wraz z nadejściem masowej produkcji i konsumpcji narodził się „Przemysł Piękna”, który staje się placem zabaw eksplorowanym w tym dramacie.
Dwaj giganci dzisiejszego, wartego miliardy dolarów imperium kosmetycznego to Helena Rubinstein i Elizabeth Arden. Spektakl zaprasza nas do ich wewnętrznego sanktuarium – świata luksusowych biur na szczytach wieżowców Manhattanu. Przed naszymi oczami przemyka ostatnia dekada życia Rubinstein; seria migawek ilustrujących mechanizmy branży makijażowej, obnażająca jednocześnie głębokie prawdy o ludzkiej kondycji, które pod nimi się kryją.
Miriam Margolyes w Madame Rubinstein. Fot. Simon Annand Trafiwszy na propozycję autora, Johna Misto, podczas pobytu w Australii, Miriam Margolyes poczuła się na tyle zaintrygowana, że zwróciła się do swojego przyjaciela i dyrektora artystycznego Park Theatre, Jeza Bonda, by zachęcić go do realizacji tego pomysłu. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że aktorka miała wolny termin, znaleźli się producenci (Oliver Mackwood, Paul Tyrer i Jamie Clark), a do obsady dołączyła wspaniała Frances Barber jako Arden oraz niezawodny Jonathan Forbes w roli Patricka O’Higginsa – asystenta Rubinstein i weterana wojennego. Tak oto w programie Park Theatre pojawił się nowy, porywający tytuł.
Bond nie tylko reżyseruje to przedstawienie, ale brał też udział w warsztatach nad scenariuszem, który doczekał się aż dziesięciu wersji. Choć początkowo tekst miał charakter filmowy, w teatrze zachował swój epicki rozmach, przeskakując między kolejnymi latami pełnymi intryg, szpiegostwa przemysłowego i bezwzględnej konkurencji (szczególnie z ich wspólnym wrogiem, Charlesem Revsonem). Celem dramatu jest oczywiście wizja artystyczna, a nie dokument. To właśnie w iskrzącym, żywym języku scenariusza postacie te ożywają, czarując i poruszając widza swoimi skomplikowanymi relacjami.
Frances Barber i Miriam Margolyes w Madame Rubinstein. Fot. Simon Annand
Scena często pozostaje niemal pusta, a tekst wybrzmiewa najlepiej, gdy nie przytłacza go scenografia. Choć zamiłowanie projektanta Alistaira Turnera do stylowych mebli biurowych z Manhattanu – wnoszonych i wynoszonych w nastrojowym półmroku przy dźwiękach Milesa Davisa – sugeruje, że spektakl docelowo marzy o scenie zautomatyzowanej, nie psuje to ogólnego wrażenia. Mark Howland ze smakiem operuje światłem, a muzyka Dimitriego Scarlato i oprawa dźwiękowa Davida Gregory'ego dopełniają całości. Drobne niedociągnięcia techniczne łatwo puścić w niepamięć.
Dlaczego? Ponieważ pod maską szorstkich, potężnych kobiet biznesu kryje się tyle serca, że przestaje nam przeszkadzać nieco rwana narracja. W ostatecznym rozrachunku to sztuka o tym, co znaczy być człowiekiem. Nic nie definiuje nas bardziej niż sposób, w jaki przychodzimy na świat i jak z niego odchodzimy – a oba te tematy są tu poruszone z niezwykłą siłą. Los Rubinstein i jej bliskich szczerze nas obchodzi. W jej wielkim życiu odnajdujemy fragmenty naszych własnych światów i problemów, zanim porwie nas nieubłagany prąd czasu (i uważajcie na żart o „miotle”!).
Jonathan Forbes w Madame Rubinstein. Fot. Simon Annand
Tak, żarty. Scenariusz jest nimi wypełniony po brzegi, a aktorski kunszt wydobywa z nich wszystko, co najlepsze. Margolyes to uosobienie statycznej, niemal magnetycznej potęgi; jej riposty tną jak kwas trawiący miedzioryt. Barber operuje magicznym głosem, który brzmi jak połączenie szlachetnej sherry z gęstą śmietaną. Każda sekunda w ich towarzystwie przypomina lekturę luksusowego magazynu, od którego nie można się oderwać. Czy wspomniałem, że obie wyglądają olśniewająco w garderobie, która powinna być trzymana w sejfie? Przeciwwagą dla tego duetu jest jedyny mężczyzna, jakiego tolerują na scenie: pan O’Higgins. Zaczyna jako sprawny asystent, by stać się bezbronnym, nieraz pogubionym towarzyszem wymagającym ich ciągłej opieki. To sprawdzona formuła, która działa znakomicie. Bilety w Park Theatre mogą być już wyprzedane, ale czujnie śledźcie ogłoszenia – ta produkcja z pewnością szybko wróci na afisz!
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ O MADAME RUBINSTEIN W PARK THEATRE
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności