Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Songs For A New World, St James Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Cynthia Erivo, Damian Humbley, Jenna Russell i Dean John-Wilson w Songs For A New World. Zdjęcie: Darren Bell Songs For A New World

St James Theatre

23 lipca 2015

4 gwiazdki

Zarezerwuj online

Dla osób w pewnym wieku bohaterem amerykańskiego teatru muzycznego jest Jerry Herman. Dla innych, z zupełnie pokolenia, tym herosem może być dowolna postać z czołówki: Leonard Bernstein, Stephen Sondheim, Stephen Schwartz, Adam Guetell, Jonathan Larsen, Alan Menken, Andrew Lippa, Georgia Stitt, Michael John LaChuisa, Jeanine Tesori czy Tom Kitt. Bez wątpienia znaleźliby się też inni godni pretendenci.

Dla tych, których najbardziej formatywne lata przypadły na koniec lat 90., kompozytorem zazwyczaj stawianym najwyżej w rankingu jest Jason Robert Brown.

Brown to utalentowany kompozytor z doskonałym uchem do pięknych, przejmujących melodii, które zapadają głęboko w duszę i poruszają każdą emocjonalną strunę, a także do skomplikowanych, miażdżących harmonii, które potrafią rezonować i zachwycać. Jego teksty bywają mroczne, ale potrafią też być bezwstydnie sentymentalne lub brutalnie zabawne.

Jego relacje z Broadwayem bywały napięte, ale jego dwa ostatnie duże dzieła, „Co się wydarzyło w Madison County” oraz „Miesiąc miodowy w Las Vegas”, to dojrzałe, kunsztowne utwory; ten pierwszy (Madison County) okazał się zbyt wyrafinowany dla broadwayowskich mas wolących „Króla Lwa” czy „Wicked”, a drugi (Honeymoon) miał pecha trafić na obsadę i produkcję, które nie pozwoliły materiałowi w pełni zalśnić. Mimo to Brown ma na koncie trzy nagrody Tony, więc bezsprzecznie jego warsztat muzyczny jest na najwyższym poziomie.

Songs For A New World to pierwszy duży show Browna, wystawiony off-Broadway w 1995 roku. Od tego czasu toczą się nużące spory o to, czy jest to musical, rewia, cykl pieśni, czy coś nieuchwytnego pomiędzy. Jeśli to ma znaczenie, moim zdaniem tytuł mówi sam za siebie – to cykl pieśni.

Nigdy nie odbierałem go jako utworu wybitnie teatralnego. Część muzyki jest porywająca, część angażująca, część dość przeciętna. Ciekawie jest słuchać, jak przemyślenia i muzyczne fascynacje Browna zlewają się w strumień świadomości. Jednak, poza paroma numerami, zawsze wydawał mi się on raczej ciekawostką, trampoliną, znakiem w czasie – niż kompletnym, dojrzałym dziełem samym w sobie.

W St James' Theatre gości właśnie inscenizacja Songs For A New World w reżyserii Adama Lensona. Produkcja ta w żaden sposób nie zmienia mojego zdania.

Dzieło to cykl pieśni, którego prawdziwa siła tkwi w muzyce i tekstach. Wszystko, co odciąga uwagę od tych kluczowych elementów, jedynie osłabia siłę rażenia i atrakcyjność całości.

Z powodów znanych najlepiej Lensonowi, a wyjaśnionych w dość mętny sposób w programie, zdecydował się on zainscenizować ten utwór tak, jakby był to musical z tradycyjną fabułą. Mamy dziwną scenografię, jeszcze dziwniejszy dobór rekwizytów i małych mebli oraz coś na kształt kostiumów. Całość sprawia wrażenie bardziej lat 70. lub 80. niż 90., ale bez większego sensu.

Obsada zmuszona jest do przyjmowania pełnych znaczenia póz i poruszania się według osobliwych schematów, ustawiając, przestawiając i usuwając meble oraz rekwizyty w rodzaju niekończącej się, niemal beckettowskiej fugi introspekcji i bezcelowości. Dlaczego czują taką potrzebę – tego nigdy nie wyjaśniono i z pewnością nie jest to jasne. Ten pretensjonalny nonsens nie wnosi nic do muzyki. Istotnie, niemal wszystkie momenty maestrii zdarzają się wtedy, gdy wykonawca pracuje solo w ciasnym snopie światła.

W tym dziele, jak w całej twórczości Browna, najważniejsza jest interpretacja i wykonanie muzyki. I to właśnie w tej dziedzinie produkcja Lensona trafia w dziesiątkę.

Jenna Russell w Songs For A New World. Zdjęcie: Darren Bell

W osobach Jenny Russell, Damiana Humbleya i Cynthii Erivo, Lenson zebrał troje najlepszych, najbardziej ekscytujących artystów teatru muzycznego w Londynie. Każdy z nich daje tutaj popis brawury i całkowitego oddania. Usłyszenie tych głosów w repertuarze Browna jest warte każdych pieniędzy.

Russell radzi sobie najlepiej ze wszystkich. Wgryza się w swoje numery z niesamowitą energią, bezbłędnym wyczuciem czasu i nienagannym, uwodzicielskim głosem. Od postaci pozorującej samobójstwo rzekomej żony w „Just One Step”, przez wspaniałe i przejmujące „Stars And The Moon”, aż po pysznie (i brutalnie) zabawne „Surabaya Santa” – Russell jest w nieskazitelną formy. Każda nuta trafia w punkt, każda fraza jest podana po mistrzowsku, a każda piosenka potraktowana z intensywnością i niuansem. Wątpię, czy „Just One Step” kiedykolwiek brzmiało lepiej. Jej opanowanie i artystyczna inteligencja wręcz biją ze sceny.

Wielką, bolesną stratą jest to, że Brown nie napisał w tym cyklu więcej utworów na więcej niż jeden głos. Trio dla Russell, Erivo i Humbleya byłoby tutaj rzeczą absolutnie pożądaną.

Prawda jest jednak taka, że choć utwór intryguje jako cykl pieśni, jest on raczej szczerym przesłuchaniem (w wykonaniu Browna) pokazującym, jaką muzykę potrafi tworzyć. Każdy numer w tym dziele ma swoich bezpośrednich następców w późniejszych pracach Browna – od „Parade” po „Honeymoon In Vegas”. Tutaj występują one w formie embrionalnej.

Erivo, jak zawsze, zachwyca głosem. Można mieć tylko nadzieję, że zysk Broadwayu (otwiera tam w tym roku „The Color Purple”) nie będzie trwałą stratą dla West Endu. Wszystko, co śpiewa, lśni intensywnością i blaskiem, który urzeka i upaja. Wykonuje każdą nutę niczym olimpijka – w pełnym skupieniu, z całkowitym zaangażowaniem i w światowej klasie. Jej interpretacja „I’m Not Afraid of Anything” była znakomita, a duet z Humbleyem, „I’d Give It All For You”, był momentem przejmującego, podniosłego piękna.

Cynthia Erivo w Songs For A New World. Zdjęcie: Darren Bell

Z kolei Humbley był tak niezawodny i wokalnie porywający jak zawsze. On naprawdę dysponuje jednym z tych głosów, które zdarzają się raz na pokolenie, i doskonale wie, jak go wykorzystać. Cykl Browna nie daje mu może wybitnie spektakularnego materiału, ale Damian wyciska wszystko z każdej okazji: bogate, śpiewne frazy o nieomylnym pięknie w górnych rejestrach, a także słodkie i skomplikowane pasaże, które z łatwością przywołują smutek i refleksyjny ból. Usłyszenie go w tak dobrej formie z tak bliska to prawdziwa uczta. Szczególnie w „The River Won’t Flow”, ale i w pozostałych częściach, Humbley był wspaniały.

Dean John-Wilson dopełnia czwórkę wykonawców. Wydaje się dość sympatyczny, ale wokalnie materiał Browna go przerósł. Przytłoczony kunsztem i stylem kolegów, sprawiał wrażenie zagubionego, a reżyseria Lensona w niczym mu nie pomogła. Najlepiej wypadł w finałowym numerze „Flying Home”, gdzie pokazał potencjał, ale wciąż brakuje mu techniki, by dotrzymać kroku Russell, Erivo i Humbleyowi.

Ostatecznie jednak problemem jest tu niedorzeczna, nadmuchana wizja Lensona. Całość zadziałałaby znacznie lepiej jako prosty koncert, gdzie uwaga skupiałaby się wyłącznie na muzyce. Songs For A New World nigdy nie będzie „musicalem”, bo nim po prostu nie jest, a obsesja Lensona na punkcie tego dzieła (warto przeczytać program) nic tu nie zmieni.

Kierownik muzyczny Daniel A. Weiss wykonuje świetną robotę, dbając o to, by artyści mieli solidne wsparcie w doskonałym zespole, a klarowność i sens nadały wykonania trójki doświadczonych artystów, co jest świadectwem jego doskonałego wyczucia muzycznego. Przestrzeń St James Theatre po raz kolejny okazuje się gościnna, a formy muzyczne czują się tam już jak w domu.

Trwający 90 minut eklektyczny cykl Browna nikogo nie zmęczy. Lenson, który bez ogródek określa Browna jako „fuzję Stephena Sondheima i Billy’ego Joela” (tym samym dopuszczając się wątpliwego wyczynu zniesławienia trzech osób w jednym zdaniu), nie robi nic, by podkreślić zalety dzieła Browna, za to sporo, by mu zaszkodzić. Na szczęście jego ingerencje nie są katastrofalne.

Songs For A New World broni się jako poważna, choć specyficzna pozycja; wyniesiona na wyżyny dzięki błyskotliwym głosom i kunsztowi aktorskiemu Russell, Erivo i Humbleya. Zignorujcie wizję Lensona, a spektakl sprawi Wam ogromną radość.

Songs For A New World w St James Theatre do 8 sierpnia 2015

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS