Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Kupiec wenecki, Almeida Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Kupiec wenecki

Almeida Theatre

20 grudnia 2014

5 Gwiazdek

„Ta sztuka zawsze mnie fascynowała. Nie widziałem inscenizacji w RSC, ale o niej czytałem i znając Ruperta, pomyślałem: «Co za świetny pomysł. To wyzwoli ten tekst». Wszystkie dramaty potrzebują pomysłowego podejścia, ale zawiłości tego konkretnego naprawdę wymagają uwypuklenia; trzeba znaleźć nadrzędną ideę, by tchnąć w nie życie... Kolejna rzecz – John Barton często o tym wspomina i ma rację – te sztuki są pełne sprzeczności i dwuznaczności. Jeśli przyjmie się zbyt sztywny klucz interpretacyjny, ta wieloznaczność czasem znika. W przypadku «Kupca weneckiego» jednym z największych atutów jest to, że całe doświadczenie regularnie ulega pęknięciom. Nasze podejście to podkreśla”.

To słowa Iana McDiarmida, który występuje obecnie jako Shylock we wznowieniu głośnej inscenizacji Ruperta Goolda dla RSC, wystawianej w Almeida Theatre. Mówię o „wznowieniu” celowo, bo nie jest to pod żadnym względem ta sama produkcja, którą oglądała widownia w Stratfordzie. Nie. Tutaj nadrzędny zamysł może i jest podobny, ale – jak zauważa McDiarmid – pojawia się większa dwuznaczność, a spektakl wielokrotnie się rwie, gdy na pierwszy plan wysuwają się różne postacie lub motywy.

I nie jest to wada. Choć ta wersja może nie być tak zabawna jak ta z RSC, cechuje się większą spójnością. Tak jak nie wszystko złoto, co się świeci, tak i tutaj rzeczy rzadko są tym, czym się wydają. Dwuznaczność to fundament wizji Goolda.

Głównym pomysłem Goolda jest osadzenie tekstu we współczesności, w największej na planecie mekce łatwego pieniądza i hazardu: Las Vegas. Pozwala to na sceny pełne przepychu skupione wokół kasyn, krzykliwych reality show, wieczorów kawalerskich, transakcji handlowych, procesów sądowych, sobowtórów Elvisa i innych osadów pogoni za pieniądzem i złamanych serc. Poczucie nadmiaru, brudu i rozrzutności jest wszechobecne. A pod tym wszystkim kryje się wyraźny zapach przemocy i zagrożenia.

Scenografia Toma Scutta jest obłędnie atrakcyjna. Uwodzicielski błękit i złoto podkreślają konstrukcje, w których toczy się akcja – salę kasyna, most, kanał, studio telewizyjne, dom. Każda przestrzeń natychmiast ożywa na tle niezmiennej, lecz jaskrawo przyciągającej wzrok wizji połączenia Wenecji z Las Vegas: czas i przestrzeń zlewają się w krainie błyskotek, gdzie Antonio i Shylock podejmują swoje handlowe ryzyko.

Więc choć sceneria jest natychmiast rozpoznawalna, jest zarazem nierealna, co pozwala traktować sztukę jako opowieść ku przestrodze, w której motywacje, moralność i potwory mogą przybierać nieoczekiwane formy. Chciwość i wybór stają się tutaj punktem centralnym.

Uczynienie z poszukiwań męża przez Porcję programu typu reality show to czysty instynkt. Porcja nie ma wpływu na swój los – testament ojca nakazał, że musi poślubić człowieka, który wybierze właściwą szkatułkę, tę z jej wizerunkiem. Format reality show pozwala łatwo zrozumieć dylemat Porcji, dostarczając przy tym szczerego śmiechu. Nigdy nie widziałem, by te sceny wypadły na scenie lepiej niż tutaj, a kluczem do tego sukcesu jest projekt Scutta.

W wizji Goolda kluczowe są też inne wybory: decyzja Bassania, by pożyczyć od Antonia 3 miliony dolarów na konkury u Porcji i zabezpieczenie fortuny; decyzja Antonia, by pomóc przyjacielowi i poręczyć pożyczkę na specyficznych warunkach Shylocka; ucieczka Jessiki od ojca i ślub z Lorenzem; wybór szkatułki przez Bassania; upór Shylocka przy egzekwowaniu zapisu; propozycja wyjścia z sytuacji złożona przez Porcję i odmowa Shylocka; oferta „miłosierdzia” ze strony Antonia i jej przyjęcie; oddanie pierścienia przez Bassania i zemsta Porcji; wreszcie – odwrócenie się Antonia od Bassania.

Każdy z tych wyborów to hazard, a każdy niesie trwałe konsekwencje. Osadzenie akcji w Las Vegas pomaga publiczności skupić się na tym, że motorem napędowym sztuki jest gra o życie. Nie jest to zabieg subtelny, ale stanowi solidną ramę. Nie sposób nie myśleć o pieniądzach i losie w miarę rozwoju akcji. Groteskowa i egzotyczna sceneria zmusza też do głębszego zastanowienia się nad naturą zła, którą eksploruje Szekspir.

Kto jest tu prawdziwym czarnym charakterem? Zazwyczaj za taką postać uważa się Shylocka, bo żąda funta ciała z piersi Antonia. Ale Antonio zgodził się na ten układ, znając warunki, chcąc zaimponować Bassaniowi. Dlaczego Shylock nie miałby otrzymać tego, co Antonio dobrowolnie zaoferował? Dlaczego Shylock, który dotrzymał swojej części umowy, miałby ulegać presji publicznej i nie doczekać się realizacji kontraktu? Zwłaszcza że Antonio przed i po zawarciu umowy traktuje go z taką jadowitą pogardą?

A może to Bassanio jest czarnym charakterem? To jego rozrzutny styl życia i pogoń za szybkim zyskiem sprowadzają niebezpieczeństwo na innych. Droczy się z Antoniem, który wyraźnie go pożąda, a o rękę Porcji ubiega się nie z miłości, lecz dla pieniędzy. W słynnej scenie sądu mówi, że kocha Antonia bardziej niż własne życie i żonę. Wydaje się gotów powiedzieć i zrobić wszystko, byle tylko dobrze wypaść w oczach innych.

Porcja ratuje Antonia, ale co to rozwiązanie mówi o niej samej? Prawo, które wyciąga, by pogrążyć Shylocka i odebrać mu majątek, dotyczy tylko „obcych” – to prawo rasistowskie. Gdyby role się odwróciły, Antonio mógłby bezkarnie żądać ciała Shylocka. Porcja, postrzegana jako strażniczka prawa i moralności, z radością pozwala temu niesprawiedliwemu prawu działać na szkodę Shylocka, choć nie jest to konieczne – nie ma prawnych przeszkód, by pozwolić mu wycofać się i przyjąć zwrot długu. Wcześniej pokazano ją jako osobę napędzaną pieniędzmi (dlaczego inaczej nie odrzuci spadku po ojcu i nie znajdzie męża na własną rękę? Tak przecież robi Jessica) i rasistkę („Niech każdy o takiej cerze wybiera mnie w ten sposób”). Scena sądu pokazuje ją jako postać niezwykle zręczną, ale i okrutną; ujawnia też jej świadomość jałowej przyszłości u boku Bassania.

To kwestie, na których Goold się skupia i które gruntownie bada w tej pełnej energii inscenizacji. Nie ucieka od antysemickich aspektów sztuki, ani w ogóle od trudnych tematów – wachlarz poruszanych problemów jest fascynujący, podobnie jak sposób ich przedstawienia.

Ian McDiarmid jako Shylock jest niezwykły i jedyny w swoim rodzaju. Jest potworny, a jego akcent tylko to potęguje. W jakiś sposób ten głos zawiera w sobie wszelkie możliwe wyobrażenia o Żydzie; momentami jest niemal niezrozumiały, ale sens przekazu pozostaje zawsze czytelny. Uosabia on postać z fantazji o żydowskim potworze, tak jak widzą go „chrześcijańscy” bohaterowie sztuki, a jednocześnie jest wytrawnym biznesmenem, bezbłędnym negocjatorem, błyskotliwym gawędziarzem i surowym ojcem.

Przez cały pierwszy akt Shylock McDiarmida znosi upokorzenie za upokorzeniem; jest wyszydzany, odtrącony i porzucony przez córkę. Przez cały ten czas utrzymuje jednak ambiwalentną postawę co do egzekwowania kary. Dopiero gdy sięga dna, gdy Jessica ucieka z domu i porzuca religię, a on orientuje się, jak został oszukany, by mogła to zrobić – twardnieje na naszych oczach. Postanawia trzymać się litery umowy. Droga do noża przy piersi Antonia nie jest więc wytyczona w momencie podpisania dokumentu – to działania innych, w tym samego Antonia, popychają go do żądania „sprawiedliwości”.

W scenie sądu McDiarmid elektryzuje widzów. Jest odpychająco podły, odpłacając swoim oprawcom – z których najgłośniejszy jest Antonio – zasadą „oko za oko”. Powolne, metodyczne ostrzenie noża i moment, gdy czarnym pisakiem kreśli linie nacięcia na gołej piersi Antonia, budzą autentyczne przerażenie. Podobnie jak jego upadek, najpierw z ręki Porcji, potem Antonia i Doży. Zostaje dosłownie opluty przez przeciwników i w oszałamiającym pokazie udręki wywleka się z sali sądowej z rozdzierającym duszę wyciem wściekłości i żalu. Myślę, że nie sposób nie czuć współczucia dla tak wykreowanego Shylocka.

Susannah Fielding to Porcja jakiej jeszcze nie było. Płocha gwiazdeczka show-biznesu w trybie reality show, zdesperowana i zdeterminowana poza kamerami. Gdy Bassanio wybiera właściwą szkatułkę (korzystając z jej wskazówek), Goold gasi oślepiające światła studia telewizyjnego – w chwili gdy Bassanio zdobywa pannę młodą i jej majątek, Porcja i widzowie widzą go po raz pierwszy takim, jakim jest naprawdę. Wijącym się, odpychającym, niepewnym. Ten moment obnaża też samą Porcję, a Fielding po mistrzowsku oddaje sprzeczne emocje i traumy swojej bohaterki.

Jej rola w scenie sądu jest magiczna. Fielding jest zdesperowana i wspaniała – próbuje niestrudzenie ratować najpierw Shylocka, potem Antonia, a na końcu to, co zostało z jej małżeństwa. Wyraz twarzy Fielding, gdy dociera do niej, że jej Bassanio kocha tylko siebie, jest niezwykły. Podobnie jak jej popadanie w szaleństwo w finale, gdy kończy się głupia intryga z pierścieniami: Fielding pokazuje surowe, zdruzgotane przerażenie, cień przyszłego życia, tańcząc w monstrualnej rozpaczy, podczas gdy Lancelot Gobbo w przebraniu Elvisa (Jamie Beamish) śpiewa „Are You Lonesome Tonight?”.

Fielding jest aktorką świetlistą. Wlewa duszę w każdą frazę; jej Porcja zostanie z widzem na długo, tak pełna niuansów i precyzji jest to kreacja. Nie chodzi tylko o monolog o „zalecie miłosierdzia” (wykonany pięknie), ale o każdy aspekt roli. Czy jej Porcja jest tak głupia, na jaką wygląda, czy to tylko fasada, by przetrwać – tak jak maski, które przywdziewają Antonio i Shylock? To świetne pytanie, do którego Goold i Fielding naprawdę zmuszają do refleksji.

Tom Weston-Jones błyszczy jako Bassanio. Jest wystarczająco przystojny, by Antonio stracił dla niego głowę, i flirtuje z każdym bez najmniejszego wysiłku. To omniseksualny żigolak, narcystyczny i zdolny do wszystkiego. Wydaje się w pełni zrozumiałe, gdy pojawia się przebrany za Herkulesa, by wybrać szkatułkę i wygrać rękę Porcji. Weston-Jones jest w fenomenalnej formie, a w jego interpretacji Bassanio jawi się jako postać naprawdę podła.

Dopełnieniem głównego kwartetu jest Antonio Scotta Handy'ego – archetyp aroganckiego bankiera, pewnego swoich inwestycji, wierzącego, że może kupić wszystko, w tym miłość i ciało Bassania. Jest tak przesiąknięty uprzedzeniami, że gotów jest zaryzykować życie w układzie z człowiekiem, którym gardzi tylko ze względu na pochodzenie. Sztywny, nieprzyjemny, a potem nędzny, lecz dumny nawet w obliczu śmierci – Handy tchnął w tytułowego Kupca prawdziwe, gorzkie życie. Scena, w której odwraca się od chciwego Bassania, jest niezwykle mocna.

Caroline Martin jest przekonującą Jessicą, dającą wgląd w życie kogoś, kto odwraca się od rodziny i wiary, by się „zmienić”. Jej wspólne sceny z Finlayem Robertsonem (Lorenzo) są znakomite, stanowiąc brutalną przeciwwagę dla losów Porcji i Bassania. Dwie pary, którym wydaje się, że dostały to, czego chciały – tylko po to, by niemal natychmiast tego pożałować. To ciekawa perspektywa.

Na uznanie zasługują również Anthony Welsh jako Gracjan, Emily Plumtree jako Nerissa, Vinta Morgan jako Książę Maroka oraz Mary Holden jako Sumienie.

Rick Fisher precyzyjnie operuje światłem, a Adam Cork stworzył świetną oprawę muzyczną. Wplecenie piosenek Elvisa daje okazję zarówno do śmiechu, jak i do komentarza społecznego, co Beamish wykorzystuje z ogromną werwą.

To nie jest zwyczajny „Kupiec wenecki”; jest on pod wieloma względami unikalny. Sam byłem zaskoczony, że amerykański akcent w niczym nie przeszkadzał narracji ani szekspirowskiemu wierszowi. Wręcz przeciwnie, osadzenie akcji w takich realiach sprawiło, że całe doświadczenie stało się o wiele bardziej przystępne.

Może nie każdemu to podejście przypadnie do gustu, ale jeśli zaakceptuje się zasady tej gry, otrzymujemy porywającą i odkrywczą realizację sztuki, którą każdemu wydaje się, że zna, i postaci, które myślimy, że rozumiemy. Nawet kilka dni później sceny, obrazy, a nawet strzępy dialogów wciąż we mnie rezonują, zmuszając do myślenia o tym, co udało się osiągnąć twórcom.

W 2015 roku zarówno The Globe, jak i RSC wystawią „Kupca weneckiego”. Bez wątpienia to znak czasów, trafny moment na demaskowanie transakcji handlowych i okrucieństwa wynikającego z gorszego traktowania ludzi z powodu ich inności. Ale obie te produkcje będą musiały być doprawdy niezwykłe, by wymazać wspomnienia i wrażenia, jakie pozostawia praca Goolda. Można ją kochać lub nienawidzić, ale inscenizacja w Almeidzie to wielkie osiągnięcie i kamień milowy, o którym będzie się dyskutować jeszcze bardzo długo.

Zarezerwuj bilety na „Kupca weneckiego” w Almeida Theatre

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS