Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The River, Circle In The Square ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Hugh Jackman i Laura Donnelly w spektaklu The River

Circle In The Square

11 stycznia 2015

3 gwiazdki

To jakaś chata na pustkowiu. Słychać ciężki, niemal nieustanny szum deszczu i ma się pewność, że to dzicz albo coś bardzo bliskiego. Jezioro lub rzeka – domyślasz się, że rzeka ze względu na tytuł sztuki („The River”) i masz rację. Na zewnątrz panuje mrok; gęsty mrok. Z niewyjaśnionych przyczyn w powietrzu unosi się wyraźne napięcie i chłód. To nie jest luksusowy apartament – czuć, że to męskie królestwo, a wygody schodzą tu na daleki plan. Wędkarstwo musi być dla kogoś priorytetem, bo wszędzie pełno sprzętu do łowienia.

Poza sceną kobieta śpiewa piosenkę. W końcu wchodzi, czegoś szukając. Nie ma tu wielu zakamarków, w których można by zgubić drobiazg, ale cała sytuacja wydaje się skomplikowana. Wreszcie znajduje: sfatygowany egzemplarz Do latarni morskiej Virginii Woolf. Wygląda na zafascynowaną widokiem za oknem. Wtedy wchodzi on. Silny, męski, pewny siebie – i przez chwilę zastanawiasz się, czy to przyjaciele, czy wrogowie. Czy to początek historii o seryjnym mordercy? Czy będą polować na siebie nad rzeką? Co sprawia, że to, co się tu dzieje, budzi taki niepokój? Tak zaczyna się produkcja Iana Ricksona na podstawie sztuki Jeza Butterwortha The River, która wchodzi właśnie w ostatni miesiąc pokazów w The Circle In The Square Theatre na Broadwayu. Choć reklamuje się ją jako produkcję teatru Royal Court, obsada broadwayowska jest niemal całkowicie nowa; jedynie Laura Donnelly powraca w roli Innej Kobiety. Jak to u Butterwortha bywa, sztuka wymaga od widza skupienia i wyobraźni. To nie jest dramat, który podaje wszystko na tacy. O ile jednak jego poprzedni wielki hit, Jerusalem, potrzebował skrótów i klarowności, o tyle The River wymaga wyraźniejszego punktu ciężkości. Trudno wyczuwać, co tak naprawdę się dzieje – o ile w ogóle coś się dzieje. Mężczyzna, grany przez Hugh Jackmana, ma obsesję na punkcie dwóch rzeczy: wędkarstwa i miłości. A może miłości do wędkarstwa? Albo łowienia miłości na przynętę? Jest kimś w rodzaju niedzielnego poety, skłaniającego się ku nadętej elokwencji, która kłóci się z jego historią i sposobem bycia. Ale to mężczyzna z krwi i kości, sprawnie posługujący się nożem – potrafi wypatroszyć rybę, pokroić warzywa i przygotować kolację, a także wyjąć drzazgę z palca kochanki. To się nazywa zręczność. Można się tylko zastanawiać, do czego jeszcze mógłby użyć tego noża. Kobieta czytająca Woolf zdaje się dopiero zaczynać z nim relację. Jest niepewna, on wydaje się jej trudny do rozszyfrowania. Odmawia prostych rzeczy, jak wspólne oglądanie zachodu słońca, i irytuje ją swoim zdawkowym, uniwersalnym opisem tego, jak jego zdaniem ten zachód powinien wyglądać.

Jedyne, na czym mu zależy, to zabranie jej na ryby w tę jedną bezksiężycową noc w roku; noc, którą kocha najbardziej, kiedy ryb jest pod dostatkiem. W tym celu cały dzień szkolił ją w sztuce dobierania przynęt i lin; ona jednak spiekła się na słońcu i nie ma ochoty na tę nocną wyprawę. Kłócą się, a właściwie przekomarzają z nutką goryczy.

Druga scena zaczyna się w ciemności, z wyczuwalnym pośpiechem, gdy Mężczyzna wraca znad rzeki sam i desperacko próbuje wezwać policję. Kobieta zaginęła; nie wie, co się stało w nurcie rzeki, nie odpowiadała na jego wołanie. Wydaje się zrozpaczony. Ale czy to nie tylko przykrywka? Może ją zabił, a to wezwanie to alibi? W momencie gdy te myśli zaczynają układać się w pewność, Kobieta powraca.

Tyle że to nie jest ta sama kobieta od Virginii Woolf. To Inna Kobieta. Nagle przesunęliśmy się w czasie. Miejsce jest to samo, ale jesteśmy albo w przeszłości, albo w przyszłości. Nigdy nie wyjaśniono tego do końca.

Inna Kobieta bardzo różni się od tej pierwszej. Spotkała nad rzeką kłusownika i złowiła rybę – przeżyła to, czego pragnął dla niej Mężczyzna, ale z kimś innym. On wygląda na, nomen omen, wypatroszonego. Ona paliła zioło i jest w świetnym humorze. On wręcz przeciwnie – wysyła ją do kąpieli, podczas gdy sam patroszy jej zdobycz i przygotowuje posiłek.

I tak sztuka toczy się dalej, przeplatając sceny z udziałem Mężczyzny i jego kochanek. Nigdy nie dochodzi do momentu, w którym cała trójka spotkałaby się naraz.

Okazuje się, że to nie przypadek, iż Kobieta czyta Do latarni morskiej – książkę, która rozważa tematy takie jak subiektywizm, różne postrzeganie tej samej sytuacji i strata. Wydaje się, że to również motywy przewodnie sztuki Butterwortha.

Niezależnie od tego, czy jest on seryjnym mordercą pozbywającym się kobiet, które nie spełniają jego oczekiwań, czy po prostu samotnikiem i życiowym rozbitkiem, który postawił poprzeczkę zbyt wysoko w kwestii partnerki, jasne jest, że Mężczyzna wciąż „łowi”: zarówno ryby, jak i kobietę idealną. Czy ogłusza i patroszy te, które go zawiodły, tak jak robi to z rybami? Nie jest to jasne, ale z pewnością stanowi jedną z możliwości.

Obie historie kobiet zawierają podobne punkty: bezksiężycową nocną wyprawę, wyznanie miłości, zawinięty kawałek kryształu/skały, odkrycie rysunku kobiety w czerwonej sukience z wydrapaną twarzą, uświadomienie sobie przez kobietę, że ten związek nie ma przyszłości. Jednak te chwile są postrzegane inaczej; punkt ciężkości zdaje się spoczywać na subiektywnym punkcie widzenia Mężczyzny.

Mówię „zdaje się”, ponieważ pojawia się zwrot akcji, który stawia pod znakiem zapytania wszystko, co wydarzyło się wcześniej, sugerując być może, że historia się powtarza, albo... cóż, interpretacji tego zwrotu może być nieskończenie wiele. Butterworth z pewnością nie ułatwia zadania i nie wykłada kart na stół.

Publiczność wokół mnie wydawała się mocno zdezorientowana tym, o czym właściwie była ta sztuka. Niektórzy byli źli, inni znudzeni, a jeszcze inni nie mogli pojąć, dlaczego ten miły pan Jackman okazał się niezbyt miły. Prawie każdy, kto komentował występ wychodząc z teatru, wyrażał całkowite niezrozumienie „o co w tym chodziło”.

Oczywiście publiczność nie musi rozumieć sztuki, by uznać ją za kawał dobrego teatru. Ale zazwyczaj to pomaga. Tutaj mam wrażenie, że Butterworth próbuje być zbyt błyskotliwy i zbyt niezdarny jednocześnie: kwiecisty język momentami gryzie się z prostotą narracji. Czuć, że płyną tu głębokie wody alegorii – pytanie tylko, dokąd zmierzają?

Scenografia Ultza jest bezbłędna. Poczucie zamkniętej przestrzeni w sercu dziczy oddano z wielką lekkością. Oświetlenie Charlesa Balfoura jest znakomite – niepokojące i nastrojowe, idealnie dopasowane do każdej sceny. Stephen Warbeck skomponował sugestywną, zapadającą w pamięć muzykę. Reżyseria Ricksona jest pewna i pełna detali. Trudno wyobrazić sobie lepszą oprawę wizualną dla tekstu Butterwortha.

Cush Jumbo po raz kolejny udowadnia swój gwiazdorski magnetyzm jako Kobieta. Jest całkowicie wiarygodna, pełna gracji i uroku; jej intelektualna strona jest równie widoczna, co egzemplarz Woolf w jej dłoni. Narastający niepokój towarzyszący jej spotkaniu z Mężczyzną na pustkowiu został oddany subtelnie i przekonująco. Nie sposób jej nie lubić.

Jako Inna Kobieta, Laura Donnelly jest równie znakomita. Tworząc postać o zupełnie innym charakterze, Donnelly udaje się z niezwykłą klarownością oddać zmysłową surowość swojej bohaterki. Jej monolog o momencie, w którym podczas zbliżenia z Mężczyzną uświadamia sobie, że nie mogą być razem, ogląda się z zapartym tchem; Donnelly wręcz promienieje na scenie. Razem z Jumbo tworzą niezwykły duet.

Jednak to spektakl Jackmana. To sztuka o Mężczyźnie, co finałowy zwrot akcji czyni boleśnie jasnym.

Fani Wolverine’a bez wątpienia będą zachwyceni jego obcisłym t-shirtem i wyeksponowaną muskulaturą. Ale Jackman wnosi tu chłodną intensywność, która przypomina jego rolę w serialu „Corelli”. Udaje mu się zachować pewien poziom tajemniczego dystansu wobec kobiet w jego życiu, a jednocześnie sugeruje – być może celowo w sposób prowokujący – głód bliskości, miłości i idealnego porozumienia. Jego opowieść o tym, jak ojciec korzystał z tej chaty, jest pyszna i wieloznaczna. Czy podąża śladami ojca, czy łowi we własnej rzece?

Jego kreacja jest napięta, męska i pełna niewypowiedzianej groźby. Jackman każe nam zgadywać, co tak naprawdę się dzieje – choć nigdy nie wiadomo, czy to zasługa jego kunsztu, czy fakt, że sama fabuła pozostaje tajemnicą.

Dodatkowo – choć nie mam stuprocentowej pewności – Jackman wydaje się próbować angielskiego akcentu. Jeśli tak, to kompletnie mu to nie wychodzi; jego australijska wymowa była nader wyraźna. Z kolei Donnelly grała z irlandzkim akcentem, a Jumbo brzmiała dość neutralnie, niczym Mary Tyler Moore, ani po amerykańsku, ani po brytyjsku. Przez to trudno było określić miejsce akcji, ale dzięki temu uniwersalność tematu stała się jeszcze bardziej czytelna. Ta opowieść o mężczyźnie, kobiecie, godach, złamanych sercach i wędkarstwie mogłaby dziać się wszędzie.

Scena, w której świeżo złowiona ryba jest patroszona i przygotowywana do pieczenia, przypomina niemal badanie kryminalistyczne. Wydaje się trwać wieczność. Kiedy plastry cytryny lądują w nacięciach na rybie, trudno oprzeć się wrażeniu, że zamiast sztuki oglądamy program kulinarny celebryty. Biorąc pod uwagę szczegółowość i czas trwania tych przygotowań, Butterworth musiał mieć w tym jakiś cel. Jaki? Mnie on jednak umknął.

To solidna realizacja dość ambitnej, ale niestety nużącej sztuki. Nie jest to wina aktorów, reżysera czy reszty twórców. Po prostu tekst Butterwortha nie jest tak głęboki ani angażujący, jak autorowi się wydaje.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS