Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Burza (The Tempest), Eel Brook Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Burza

14/10/15

Eel Brook Theatre, Fulham

4 Gwiazdki

Ostatnia sztuka Szekspira nigdy nie zawodzi. Z każdej produkcji czy adaptacji, jaką widziałem na przestrzeni lat, wyciągałem coś nowego, bez względu na to, jak bardzo mogła mi nie odpowiadać obrana koncepcja. Bogactwo formy, metaforyczna gęstość języka i mistrzowski kunszt dramaturgiczny sprawiają, że każde wystawienie oferuje świeży wgląd w rzadkie pokłady znaczeń, być może nawet niezamierzone przez samych twórców. Nie ma tu zbędnych słów, zapychaczy ani przesady. To truizm, ale wciąż prawdziwy: Prospero, potężny mag, który ostatecznie grzebie swoją księgę, łamie kostur i uwalnia „powietrznego ducha”, to sam Szekspir, dokonujący podsumowania i żegnający się ze swoją sztuką.

Dla tak kunsztownego, samoświadomie wykreowanego dzieła, jest ono również niezwykle elastyczne, podatne na wiele interpretacji… anty- lub postkolonialnych, z Prosperem jako magiem (dr Dee) lub impresariem (Peter Greenaway). Nie ma jednej mapy drogowej po tej cudownej wyspie, która nie tylko „pełna jest dźwięków”, ale nasycona światem niemal nieskończonych sugestii. Klucz do sukcesu wydaje się jednak oczywisty. Każda produkcja mądrze postąpi, wykorzystując pełen wachlarz rzemiosła scenicznego – dźwięk, światło, muzykę, kostiumy, charakteryzację, scenografię, projekcje wideo i ruch – ponieważ ta sztuka jest tak blisko świata opery i baletu, jak to tylko możliwe, dążąc do zjednoczenia wszystkich dyscyplin we wspólnej sprawie.

Jednym z najbardziej godnych uwagi osiągnięć tej nieustannie intrygującej i przemyślanej inscenizacji London Theatre Workshop jest to, że twórcy doskonale to rozumieją. Wykorzystują rygor skromnego budżetu, by wykreować zmysłowe i kinetyczne doświadczenie, które przenosi widza z deszczowego wieczoru w Fulham w świat magicznej sugestii, co często umyka nawet bogato finansowanym produkcjom.

Scenografia robi wrażenie już na pierwszy rzut oka. Dominują dwa kwadratowe żagle: jeden nad starą paletą (służącą za łódź, w której dryfowali Prospero i Miranda), drugi nad wejściem do jaskini z drewnianych listew – celi Prospera. Tylne ściany wypełnione są zmiętym białym papierem, symbolizującym fale i klify wyspy. Do tego kilka książek i drewnianych skrzyń rozstawionych po bokach – i to wszystko.

Jednak te pozornie skromne środki wykonują ogromną pracę przy budowaniu atmosfery i barw. Żagle służą jako ekrany projekcyjne podczas sceny burzy, książki ożywają jako ptaki i magiczne potrawy (choć bez naśladowania stylistyki Ksiąg Prospera), a podest nadaje akcji wymiar wertykalny, dając Prosperowi i Arielowi punkt obserwacyjny. Co najważniejsze, zostaje wystarczająco dużo miejsca na proscenium dla rozbudowanych układów ruchu, pozwalając wszystkim postaciom być obecnymi na scenie i oferować wizualną interpretację tekstu w kluczowych momentach. Scenografowie i rekwizytorzy połączyli wyobraźnię z oszczędnością, osiągając świetne rezultaty – brawa dla Justina Williamsa, Harry'ego Johnsona, Anny Nguyen i Dominiki Visy.

Integralną częścią całości jest dobrze poprowadzona ścieżka dźwiękowa, która towarzyszy nam niemal bez przerwy – od przybycia rozbitków na wyspę po wyrzeczenie się magii. Wyspa rzeczywiście „pełna jest dźwięków” w sposób przekonujący i fascynujący, dzięki elektronicznym projektom dźwiękowym Edmunda Shawa oraz urzekającej muzyce i pieśniom Jamesa Neale’a. Całość daje efekt piękna przemieszanego z niepokojącą tajemnicą, co idealnie pasuje do świata „szorstkiej magii”.

Projekty kostiumów i światła również wyciskają maksimum z ograniczonych środków. Zespół oświetleniowy – Jordan Lightfoot i Ben Homer – funduje nam mocny start efektowną burzą i katastrofą statku, a Evie Holdcroft i Ray Rackham ubrali każdą postać w charakterystyczny strój, który natychmiast mówi nam o jej randze, nie szczędząc przy tym egzotycznych akcentów. Zwój turbanu u szlachcica, błyszcząca szata maga dla Prospera, surowa skóra dla naturalnie owłosionego Kalibana…

Czas na obsadę i aktorów. To produkcja typu „gender-blind”, w której występuje sześć kobiet i trzech mężczyzn. Aktorzy grający Mirandę i Ferdynanda wcielają się również w Trinkula i Stefana, a Ariel pojawia się jako bosman. Ta strategia nie stworzyła żadnych problemów i nie przeszkodziła w wiarygodnej grze, co mogłoby się zdarzyć, gdyby to Ferdynand lub Kaliban zmienili płeć. Prospero w szczególności nie wydaje mi się rolą przypisaną do konkretnej płci – potrzebny jest tu naturalny, czasem budzący lęk autorytet, a potem umiejętność zrezygnowania z niego. Płeć nie gra tu roli. Ralph Richardson powiedział kiedyś, że gdy John Gielgud wchodził na scenę, widzowie nie musieli słyszeć, że jest księciem Mediolanu – po prostu nim był; natomiast gdy on sam wchodził, brano go za hydraulika!

Prospero w wykonaniu Karen McCaffrey to rola przygotowana w krótkim czasie z powodu nagłej zmiany obsady i zasługuje na uznanie mimo nieuniknionych ograniczeń. Jej interpretacja tekstu była staranna i zawsze klarowna, choć brakowało jej zniuansowania, które mogłoby przynieść więcej czasu na próby. Lepiej czuła się w scenach oddawania władzy i porządkowania mikrokosmosu wyspy niż w ukazywaniu gniewu i szorstkiego, władczego majestatu. Jej relacja z Arielem (Joseph Law) była poruszająca i mniej manipulacyjna niż zazwyczaj – w tej roli pojawiło się znacznie więcej czułości, i to na długo przed finałowym aktem przebaczenia. Mocne i słabe strony jej podejścia było widać w słynnym monologu „Więc wy, o elfy wzgórz, jezior i gajów”, gdzie skala emocjonalna i techniczna musi rozciągać się od gniewu godnego Leara po łagodne wybaczenie. Tego pierwszego było za mało, ale to drugie robiło wrażenie.

Jako Miranda i Trinkulo, Samantha Béart stworzyła dwie bardzo imponujące i kontrastowe kreacje, połączone zadziorną energią i dbałością o tekst. Stevie Basaula radził sobie nieco gorzej z formalną dykcją Ferdynanda, ale za to świetnie odnalazł się w jaskrawym komizmie pijackiej błazenady Stefana. Ruskin Denmark był konsekwentnie znakomitym Kalibanem, grając z fizyczną brawurą i wielką wrażliwością na słowo – każde jego uszczypnięcie czuło się niemal na własnej skórze, a kiedy trzeba, nie bał się on udźwignąć retorycznych wymagań najpiękniejszej poezji w sztuce. Ariel Josepha Law był równie dobry – Prospero ceduje na niego tak wiele energii i sprawstwa, że Ariel musi być rtęciowym impresariem, by akcja nie osiadła na mieliźnie. Taki właśnie był – kruchy, tajemniczy i groźny zależnie od potrzeb, doprawiając wszystko świetnymi akcentami komediowymi.

Grupa rozbitków – Sebastian, Gonzalo, Alonso i Antonio – prowadzona była jako zespół, stanowiąc rodzaj chóru towarzyszącego akcji, odbijającego nastrój scen w dopracowanym ruchu. Dzięki temu ich wątek zyskał większą wagę niż zwykle, a aktorzy mieli sporo okazji, by błysnąć zarówno w komizmie, jak i empatii. Gonzalo w wykonaniu Marie Blount był chyba najbardziej ekspresyjną postacią, działającą jako sumienie publiczności, przypominając nam o krzywdach wyrządzonych Prosperowi i Mirandzie.

Reżyser Brandon Force i dyrektor ruchu Liam Steward-George zasługują na wielkie uznanie za stworzenie tak dynamicznej i szczegółowej produkcji, której sercem jest nieustanna eksploracja wizualna, choreograficzna i tekstowa. Co kluczowe, nie próbują oni wyjaśniać wszystkich tajemnic tej fascynującej sztuki, ale skupiają się na ich zapadającym w pamięć przywołaniu. Kiedy więc zabawa dobiega końca i wracasz w jesienną noc do Fulham, wciąż „czujesz na podniebieniu te smaki wyspy, które każą wątpić w to, co pewne…”.

Spektakl „Burza” w London Theatre Workshop potrwa do 24 października

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS