Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: What's It All About?, Menier Chocolate Factory ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

What's It All About?: Bacharach Reimagined

Menier Chocolate Factory

16 lipca 2015

4 gwiazdki

Spektakl przeniesiony do Criterion Theatre

Wszystko zaczyna się psuć już na samym początku.

Ten (bardzo) przystojny, (bardzo) energiczny i niezwykle (sympatyczny) młody człowiek (który wygląda, o ile to w ogóle możliwe, jak owoc miłości Aarona Tveita i Jamesa Deana) przemawia kojącym, zapraszającym tonem do zgromadzonej, pełnej oczekiwań publiczności. Widzowie to w większości osoby w pewnym wieku, które przyszły tu, ponieważ muzyka Burta Bacharacha była nieodłączną częścią ich młodości: ludzie, którzy marzyli, by na ich głowy spadały krople deszczu, nie wiedzieli, co ze sobą począć, zasypywali niewinne kotki pytaniami o nowości, wiedzieli, że w miłości nie chodzi tylko o seks, a mimo to chcieli być blisko ukochanej osoby i, co najważniejsze, z przekonaniem ogłaszali, że wiedzą dokładnie, czego teraz potrzebuje świat.

Ci ludzie doskonale pamiętają upojną swobodę beztroskich, pełnych poszukiwań i miłości lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Zapewne nieobce są im Flower Power, LSD, patchworkowe narzuty, The Monkees, palenie trawki, The Partridge Family, długie włosy i ręcznie farbowane tkaniny. Znają i kochają te piosenki oraz wielkie gwiazdy, takie jak Perry Como, Cilla Black, Dionne Warwick czy Tom Jones, które jako pierwsze nadały im blasku. Dla nich ten wieczór zapowiada się jako ekscytująca podróż sentymentalna, żywe przypomnienie własnej młodości i miłosnych historii.

Młody człowiek uśmiecha się do wyczekujących twarzy, zachęca do relaksu i dobrej zabawy. Nawołuje do wiwatowania i braw. A potem zaprasza ich do wspólnego śpiewania. I to okazuje się niemal zabójcze dla przyjemności płynącej z całego widowiska.

Bo oczywiście, gdy tylko padnie zaproszenie, tama nostalgii pęka i następuje wylew nieczystych, gubiących rytm, gardłowych lub piskliwych (pełna gama!) pomruków, mantr i atonalnego bełkotu. Brzmiałoby to może uroczo przy ognisku na opuszczonej plaży po kilku głębszych, ale nie w teatrze, gdzie widzowie płacą za to, by słuchać profesjonalnych muzyków. Wszyscy kupili bilety dla artystów na scenie. Nikt nie płacił za słuchanie entuzjastycznej widowni, przy której „Duet kotów” Rossiniego brzmi kojąco i anielsko.

Ten aspekt aktywizacji publiczności w „What's It All About?: Bacharach Reimagined”, obecnie granym w Menier Chocolate Factory, niemal całkowicie podważa nieodparty urok i cel tej produkcji. Kyle Riabko i David Lane Selzer celowo postanowili stworzyć zupełnie nowy sposób obcowania z wybitnym katalogiem muzycznym Burta Bacharacha. Głośne śpiewanie przez widzów, którzy nie wiedzą, jak zmieniono aranżacje, ale wydaje im się, że wiedzą, w niczym nie pomaga w utrzymaniu głęboko poruszającego nastroju stworzonego przez wykonawców. Klucz tkwi w tytule: Bacharach Reimagined, czyli wymyślony na nowo!

Riabko wyjaśnia w programie:

„Jak instynktownie zagrałbym każdą z tych piosenek, gdybym wziął gitarę lub usiadł przy pianinie i zaczął brzdąkać akordy?... Próbowałem łączyć je w spójną całość, sprawdzając, co działa, a co nie... Chciałem spróbować zaprezentować niektóre z tych utworów w rytmach, na których się wychowałem, czy to pulsującym funku Sly and The Family Stone, balladach Paula Simona, czy delta bluesie Muddy'ego Watersa. Eksperymentowałem z tymi wpływami, testując różne kombinacje... to była szansa dla młodszego pokolenia, by nieść dalej pochodnię tej ponadczasowej muzyki. Bo czymże jest ponadczasowość bez głosu młodości?”

Zatem... to spektakl oparty na nowym opracowaniu. Publiczność nie może śpiewać razem z artystami, bo nie ma pojęcia, co oni zaraz zrobią. Muzyka Bacharacha została wspaniale, a chwilami wręcz uderzająco zinterpretowana i ożywiona przez podejście Riabki i Selzera. Jedynym sposobem, by naprawdę się nią cieszyć, jest uważne słuchanie wokali, tekstów, instrumentów, harmonii, polifonicznych faktur i kontrapunktów – bez rozpraszającego i męczącego udziału widowni.

To, co osiągnęli tutaj Riabko i Selzer, jest doprawdy niezwykłe.

Muzyka wydaje się świeża, a jednocześnie dziwnie znajoma; znane standardy zostały wymyślone całkowicie od nowa, zaprezentowane w kuszących fragmentach lub podane w znakomitych aranżacjach zespołowych, które stoją w całkowitej sprzeczności z oryginalnymi, solowymi balladami. Czasami utwór pojawia się w formie bardzo zbliżonej do oryginału i te momenty są urzekające, stanowiąc punkt styku między dawnym Bacharachem a tą nową, zregenerowaną wersją. Sama obecność tych chwil podkreśla nadzwyczajny talent kompozytora.

Pod względem muzycznym dzieje się tu tak wiele, że trudno to ogarnąć za jednym razem. Pojawiają się strzępy kluczowych piosenek, które niczym wagnerowskie leitmotify spajają całe doświadczenie, czyniąc z niego mniej koncert, a bardziej pop-rockową operę w klimacie R&B. „What's It All About, Alfie?” to motyw przewodni, powracający nieustannie i stanowiący intelektualny fundament spektaklu. Riabko i Selzer pytają, o co tak naprawdę chodzi w muzyce Bacharacha i pokazują nam swoją odpowiedź: o złożone emocje, urzekającą chwytliwość, głębokie ludzkie doświadczenie i wszechobecną melodyjność.

Scenografia autorstwa Christine Jones i Bretta J. Banakisa jest po prostu zdumiewająca. Pięknie oddaje klimat lat sześćdziesiątych i wczesnych siedemdziesiątych, nawiązując jednocześnie do nastoletnich kryjówek, salonów czy miejsc spotkań, gdzie tworzy się muzykę. Kanapy są zawieszone wysoko na ścianach; wśród rozrzuconych artefaktów (często kojarzonych z młodzieńczą miłością) znajdziemy wszelkiego rodzaju gitary, co w swojej eklektycznej błyskotliwości sprawia wrażenie artystycznego nieładu. Mamy tu podwójną scenę obrotową, która tworzy magiczne momenty, oraz genialne wykorzystanie lamp, które początkowo z abażurami, a później gołe, idealnie oddają nastrój muzyki.

Oświetlenie Tima Lutkina jest rewelacyjne. Tworzy on uderzające i chwytające za serce obrazy, operuje cieniami niczym promieniami księżyca i bezbłędnie wyważa natężenie światła. Często samo oświetlenie opowiada historię lub zmienia nastrój szybciej niż muzyka – to celowy i niezwykle sprytny zabieg.

Niepokój, udręka, oddanie, wspólnota, miłość i rozpacz są wplecione w strukturę spektaklu przez reżysera i choreografa Stevena Hoggetta, który po mistrzowsku wykorzystuje ruch, zmiany scen i instrumentów oraz poruszający taniec. Sekwencja z udziałem Riabko, Stephanie McKeon i gitary to niemal nieznośnie piękne pas de deux. Hoggett z wielkim wyczuciem, a często i humorem, wykorzystuje też precyzyjnie zsynchronizowany ruch grupowy. To reżyseria na najwyższym poziomie.

Riabko jest fenomenalnym wokalistą, a jego pasja napędza całe przedstawienie. Jest ucieleśnieniem każdego mężczyzny, który kiedykolwiek kochał lub chciał kochać, choć w wersji niezwykle przystojnej i pełnej energii. Ma łobuzerskie spojrzenie, zniewalający uśmiech i głos, który jest czysty i magnetyczny. Śpiewa wiele z największych ballad Bacharacha, ale szczególnie zapadają w pamięć dzika interpretacja „What's New Pussycat?” i wstrząsająca, wykonana z wyczuciem na gitarze akustycznej wersja „What's It All About, Alfie?”. Do tego dochodzi niemal ekstatyczna gra na gitarze elektrycznej. Riabko bez wysiłku wtapia się w zespół, a kiedy trzeba, wysuwa na pierwszy plan. To występ pełen brio, absolutnie porywający.

Stephanie McKeon i Anastacia McCleskey są równie fascynujące. Ich głosy w poruszających i pełnych smutku utworach Bacharacha zapierają dech. Greg Coulson dysponuje ogromną charyzmą sceniczną i przejmującym głosem, a perkusja Jamesa Williamsa jest żywiołowa i nieprzewidywalna. Skład tego utalentowanego zespołu uzupełniają Daniel Bailen i Renato Paris.

Riabko i jego koledzy bawią się z publicznością, drażniąc się z nią. Grają riffy i wampy, czasem wielokrotnie, nie zdradzając, jaka melodia nastąpi, a widzowie trwają w napięciu, by po chwili zostać nagrodzonymi powracającym motywem Bacharacha.

To wspaniała teatralna zabawa. Muzycznie widowisko jest nieskończenie pomysłowe, a dramatycznie rozpięte między radosną zabawą a głęboką udręką. „Magic Moments” jest niezapomniane, a wiele innych utworów zyskało zupełnie nową interpretację dzięki energii i alchemii tego zespołu.

Naprawdę warto to zobaczyć. Gdyby tylko Riabko przestał zachęcać widzów do śpiewania, byłaby to pozycja obowiązkowa.

P.S. Po spektaklu radzę szybko wyjść z sali, żeby nie przegapić uroczego grupowego wykonania „Raindrops keep falling on my head” przy wyjściu z teatru. Show trwa tylko około 85 minut, więc warto oprzeć się pokusie zwlekania przy barze. Można tam wrócić po serenadzie – i w tym jednym momencie wspólne śpiewanie jest absolutnie cudowne.

Spektakl What's It All About zostaje przeniesiony do Criterion Theatre w Londynie pod nowym tytułem Close To You.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS