Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Yarico, London Theatre Workshop ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Liberty Buckland jako Yarico i Alex Spinney jako Thomas Inkle. Zdjęcie: Honeybunn Photography Yarico

London Theatre Workshop

3 marca

3 gwiazdki (3 Stars)

Zgodnie z programem, jest to „historia miłosna, która zmieniła bieg dziejów”, „jedna z najbardziej znanych i poruszających opowieści wymierzonych przeciwko niewolnictwu z XVIII wieku”, którą „opowiadano jeszcze w XIX wieku na całych Karaibach i w Stanach Zjednoczonych, gdzie ostatecznie została wchłonięta przez rdzenną legendę o Pocahontas”. Choć twierdzenie o zmianie biegu historii może być dyskusyjne, nie ma wątpliwości, że opowieść o Yarico ma w sobie potencjał i uniwersalizm, który czyni ją niemal idealnym materiałem na musical lub operę.

Katastrofa statku. Dziecko, porzucone przez swoich bliskich, wychowane przez tubylców, którego jedynym łącznikiem ze „światem zewnętrznym” jest tom dzieł Szekspira. Zdeprawowany Anglik pożerany przez hazardowe uzależnienie, wyrzucony za burtę, wyrzucony na brzeg i uratowany – zarówno fizycznie, jak i duchowo – przez piękną, egzotyczną bohaterkę, tytułową Yarico. Poczucie wspólnoty emanujące od spokojnych, szczęśliwych tubylców zamieszkujących wyspę, którą Yarico nazywała domem przez większość życia. Poczucie całkowitej dysfunkcji widoczne w „kulturalnym” życiu i czynach „cywilizowanych” białych ludzi z Anglii. Różne punkty styku obu kultur. Moment lekkomyślności, zrodzony z bezmyślnej głupoty, prowadzący do zdrady, która niszczy dwa życia – a przynajmniej tak się wydaje. Ciąża w kajdanach. Życie w niewoli. Ignoranccy i obojętnie brutalni właściciele niewolników. Szansa na wolność. Zdrada innego rodzaju. Huczący ogień. Odkupienie.

Elementy narracyjne dają ogromne pole do popisu dla dzieła o dramatycznej intensywności i muzycznej ekscytacji. Yarico, nowy musical autorstwa Carla Millera (libretto i teksty piosenek), Jamesa McConnella (muzyka) oraz Paula Leigha (teksty piosenek), mający obecnie swoją premierową odsłonę w London Theatre Workshop, to brawurowa próba stworzenia współczesnego musicalu na kanwie tej dawnej opowieści. To, że udaje się to tak dobrze, jest świadectwem wizji twórców i partytury McConnella, która, choć nierówna, zawiera wiele wspaniałych momentów.

Nowe musicale, niczym rzadkie orchidee, wymagają kosztownej i szczegółowej opieki, jeśli mają w pełni rozkwitnąć. Patrząc na tę produkcję jak na prezentację warsztatową, reżyseria Emily Gray odnosi sukces, pokazując możliwości utworu i wyraźnie wskazując, co działa, a co nie. Dobrą wiadomością jest to, że nawet sekcje, które nie wypadają najlepiej, i tak działają lepiej – lub przynajmniej nie gorzej – niż sekwencje w musicalach granych obecnie na West Endzie (jak choćby nieszczęsne sceny z Haroldem Wilsonem czy panem Tooleyem w Made In Dagenham). A wszystko to osiągnięto przy minimalnych zasobach i maksymalnym zaangażowaniu.

Sarah Beaton przygotowała pomysłową scenografię – polerowane czarne powierzchnie i fragmenty trzciny cukrowej tworzą egzotyczną atmosferę. Jest prosta, ale niezwykle efektowna, a użycie trzciny okazuje się genialne, gdy akcja przenosi się na plantację. Mimo skromnego budżetu, kostiumy są bardzo przekonujące; dobór ubrań trafnie oddaje epokę i pozwala odróżnić liczne role odgrywane przez obsadę.

Zara Nunn, jako kierownik muzyczny, utrzymuje twardą rękę i mimo ograniczonych środków wyczarowuje znakomite brzmienia. Kluczowa dla partytury jest perkusja, a praca Chrisa Brice’a jest wzorcowa; rytmiczna i hipnotyczna, stanowi kręgosłup akompaniamentu, który idealnie dopełnia narrację. Cały czteroosobowy zespół spisał się świetnie, szczególnie w bardziej melodyjnym i poruszającym drugim akcie. Nunn wydobywa też z obsady piękne, ciepłe i przykuwające uwagę brzmienie wokalne w większych hymnach; melodie i harmonie wybrzmiewają w pełni swojej wartości.

Stylizowany ruch i obrazy sceniczne również przyczyniają się do przejrzystości opowiadanej historii. Opowieść wielokrotnie przeskakuje z miejsca na miejsce, od jednej grupy postaci do drugiej, a choreografia Jeanefer Jean-Charles pomaga się w tym odnaleźć. Szczególnie w sekcjach plemiennych ruch jest przejmujący i bez trudu przykuwa uwagę widzów.

Niektóre wybory reżyserskie Gray nie wydawały się jednak wygładzać drogi do sukcesu spektaklu. Casting „ślepy na kolor skóry” (colour-blind casting) jest dziś wszechobecny, ale nie zawsze przynosi pożądane rezultaty. Gdy opowiadana jest nieznana historia w nowy sposób, a historia ta opiera się fundamentalnie na archaicznym myśleniu o kolorze skóry, trudno pogodzić zamysł z wykonaniem, gdy stosuje się taką obsadę. Zostało to poniekąd uwypuklone przez użycie akcentów; brakowało tu spójności, która ułatwiłaby śledzenie fabuły. Trzeba jednak przyznać, że po pewnym czasie techniki stosowane przez Gray zyskały pewną konsekwencję, dzięki czemu – zwłaszcza w drugim akcie – zmiany kostiumów i akcentów stały się elementem języka komunikacji: nie chodziło już o kolor skóry, ale o pytanie „Kto to teraz jest?”, gdy zmieniała się scena.

W obecnej formie spektakl jest zbyt ociężały. Drugi akt jest znacznie pewniejszy niż pierwszy; należałoby skupić się na odchudzeniu materiału (a w niektórych miejscach na jego wzmocnieniu), aby skoncentrować się na losach samej Yarico. Jakby w myśl jakiegoś „poradnika pisania musicali”, libretto poświęca mnóstwo uwagi dwóm drugoplanowym postaciom, Cicero i Nono, co jest błędem. Czas oddany tym postaciom lepiej byłoby wykorzystać na zgłębienie życia Yarico. Nie chodzi tu o sposób gry aktorów, ale o priorytety w sposobie narracji i o to, jak osiągnąć największą siłę rażenia całego musicalu.

Podobnie partytura McConnella wymaga dopracowania w pierwszym akcie. Drugi akt udowadnia jego talent do pisania doskonałych utworów musicalowych, od numerów komediowych, które świetnie budują tło (Chocolate, Take A Step), po porywające i ekscytujące wielkie finały (The Things We Carry With Us, The Same And Not The Same i Spirit Eternal). Pierwszy akt wymaga więcej jego uwagi, zwłaszcza muzyka dla głównej postaci męskiej, Thomasa – kochanka i zdrajcy Yarico. Ta postać potrzebuje muzyki odzwierciedlającej nawiedzające go duchy i radość, jaką daje mu Yarico – jego załamanie w The Dice Game mogłoby być bardziej rozbudowane muzycznie. W pewnym sensie to moment w stylu Samobójstwa Javerta, gdzie przytłacza go nagłe i brutalne uświadomienie sobie własnych czynów. Większa dbałość o muzyczne przedstawienie drogi bohaterów przyniosłaby tu realne korzyści.

To, co sprawia, że warto zobaczyć ten spektakl, to fantastyczna główna rola Liberty Buckland jako Yarico. Buckland posiada wspaniały głos, pełen barw i ekspresji, i dokładnie wie, jak go wykorzystać. Jest także inteligentną, angażującą aktorką, która nadaje swojej trudnej roli prawdziwą klasę.

Znakomite kreacje charakterystyczne stworzyły Melanie Marshall (Ma Cuffe), Tori Allen-Martin (Nona), Keisha Amponsa Banson (Jessica – mistrzowski pokaz robienia „czegoś z niczego”) oraz Charlotte E Hamblin (okropna Lady Worthy). Michael Mahoney robi wrażenie jako Frank i nie raz można było się zastanawiać, co wykrzesałby z roli Cicero, do której Jean-Luke Worrell wydawał się dość nieoczywistym wyborem.

Alex Spinney dysponuje doskonałym, pewnym głosem, lekkim i zwinnym, i bez trudu wciela się w postać atrakcyjnego amanta, jednak wydawał się zbyt „czysty” i delikatny jak na życie i nałogi, które według fabuły ukształtowały Thomasa Inkle’a. Zabrakło chemii między Spinneyem a Buckland, co w połączeniu z brakiem materiału muzycznego oddającego ich pożądanie, miłość i wzajemną potrzebę sprawiło, że postać wypadła grubiej niżej, niż zakładano. Thomas powinien być szorstki i kanciasty, podczas gdy Spinney jest gładki i łagodny; to nie był idealny casting, choć to aktor, którego zdecydowanie warto obserwować. Zresztą Spinney świetnie poradził sobie we wszystkich innych rolach, zwłaszcza w numerze Chocolate.

Patrząc z dystansu, widać przepaść między aktami. Gdy tylko skończył się drugi akt, chciałem zobaczyć go jeszcze raz, by znów usłyszeć tę muzykę. Akt pierwszy nie wzbudził tak żywego zainteresowania. To kwestia materiału – po dopracowaniu, przeformułowaniu i nastrojeniu kilku elementów, Yarico może stać się czymś niezwykłym. Historia wciąga (gdzie indziej znajdziecie połączenie Szekspira z niewolnictwem?), postacie są intrygujące, a muzyka pod wieloma względami już teraz jest wyborna.

Wyrazy uznania dla producentów Johna i Jodie Kiddów za tchnięcie życia w ten nowy musical. Warto go zobaczyć zarówno dla talentu obsady, jak i po to, by za kilka lat móc powiedzieć w foyer na West Endzie: „Wicie, widziałem tę pierwszą produkcję w LTW”.

Spektakl Yarico jest wystawiany w London Theatre Workshop do 28 marca 2015 roku.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS