Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Broadwayowski hit „Appropriate” w Donmar Warehouse ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Sophie Adnitt

Share

Sophie Adnitt recenzuje sztukę Appropriate pióra Brandena Jacona-Jenkinsa, którą można obecnie oglądać w londyńskim Donmar Warehouse.

Monica Dolan, Steven Mackintosh i Edward Hogg w spektaklu Appropriate. Fot.: Marc Brenner Appropriate

Donmar Warehouse

Cztery gwiazdki

4 gwiazdki

Zarezerwuj bilety Spektakl Appropriate, grany obecnie w teatrze Donmar Warehouse, czerpie inspirację z wielkich dramatów rodzinnych XX wieku. Tego rodzaju sztuk, w których zazwyczaj pojawia się rozczarowujący patriarcha, na jaw wychodzą dawno skrywane sekrety, a brak klimatyzacji doprowadza ludzi do kresu wytrzymałości w duszne, amerykańskie lato. Dramatopisarz Branden Jacob-Jenkins przedstawia nam ród Lafayette’ów – duchowych spadkobierców rodzin Pollittów i Kellerów. Troje rodzeństwa (wraz z partnerami i dziećmi) spotyka się ponownie sześć miesięcy po śmierci ojca. Podczas weekendu spędzonego w rodowej rezydencji w Arkansas, będącej niegdyś posiadłością z plantacją, w uporządkowane życie całej trójki wdzierają się duchy przeszłości, zmuszając ich do zmierzenia się z przerażającą prawdą.

Jaimi Barbakoff (Rachel) i Oliver Savell (Ainsley). Fot.: Marc Brenner

Fly Davis stworzyła imponującą przestrzeń, która dominuje w audytorium Donmar. Scenografia to ogromny, stary salon ze wszystkimi atrybutami takich posiadłości – wysokimi sufitami, wielkimi oknami i nagromadzonymi przez dwadzieścia lat przedmiotami, od bibelotów po wypchane zwierzęta. Pośród tej kolekcji bohaterowie natrafiają na album wypełniony makabrycznymi zdjęciami rasistowskich linczów.

Tafline Steen jako River. Fot.: Marc Brenner

Istnienie tego albumu zmusza rodzeństwo do skonfrontowania się z prawdziwą naturą ich zmarłego ojca. Czy ten człowiek był bigotem, którego można usprawiedliwić duchem epoki, czy może został wrobiony, a album podrzuciła nieznana osoba? Cokolwiek by to nie było, z fascynacją obserwujemy, jak bohaterowie Jacoba-Jenkinsa błądzą w zeznaniach, próbując oczyścić pamięć o ojcu. Autor zgłębia ideę korzeni i dziedzictwa oraz to, jak ludzie reagują na swoje pochodzenie. Najstarsza z rodzeństwa, Toni (Monica Dolan), romantyzuje przeszłość, aspirując do czegoś wznioślejszego, niż prawdopodobnie miało to miejsce w rzeczywistości. Średni syn, Bo (Steven Mackintosh), próbował odciąć się od korzeni, robiąc karierę w Nowym Jorku. Najmłodszy Franz (Edward Hogg) całkowicie odrzucił własną historię – choć nie mamy pewności, czy był to do końca jego wybór.

Monica Dolan jako Toni. Fot.: Marc Brenner

Monica Dolan jest genialna w roli odpychającej Toni – od samego początku elektryzująca i opryskliwa. Zaślepiona uwielbieniem dla ojca (do którego ta dorosła kobieta zwraca się z niepokojącą czcią „tatusiu”), jest całkowicie przekonana o słuszności swoich poglądów. Na każdym kroku sabotuje samą siebie, by pozostać męczennicą dziedzictwa ojca, bez względu na to, jak straszne może się ono okazać. Edward Hogg jako Franz to czarna owca rodziny z bardzo wątpliwą przeszłością. Jego kreacja oscyluje między manią a melancholią, co po raz kolejny dowodzi, że jest on jednym z naszych najlepszych i najbardziej niedocenianych obecnie aktorów.

Dopełnieniem tego dysfunkcyjnego trio jest Steven Mackintosh, wybitny jako średni brat Bo, starający się utrzymać wszystko w ryzach, uginając się jednocześnie pod ciężarem narastającej presji. Kolejnym jasnym punktem spektaklu jest Jaimi Barbakoff w roli żony Bo, Rachael. Rachael jest wręcz potworna, a Barbakoff stworzyła genialną kreację zamożnej „soccer mom” o zaskakująco jadowitej naturze, która uważa, że zamiana mrocznej przeszłości teściów w wakacyjną przygodę jest jak najbardziej na miejscu. To prawdziwa aktorska perełka, a Barbakoff gra ją bezbłędnie.

Steven Mackintosh jako Bo. Fot.: Marc Brenner

W zasadzie niemal każda postać w tej sztuce jest dość odrażająca, a gdy pod koniec wieczoru sytuacja przeradza się w katastrofę, obserwowanie, jak bohaterowie skaczą sobie do gardeł, ma w sobie coś z katharsis. Jacob-Jenkins daje swoim postaciom mnóstwo dialogów, które wylewają się z nich niczym strumienie świadomości, popychając narrację do przodu cal po calu – nadchodząca klęska jest sygnalizowana wcześniej, przez co publiczność często znajduje się o ten jeden złowieszczy krok przed bohaterami. Choć w drugim akcie tempo nieco siada, sztuka błyskawicznie wraca na właściwe tory przed porywającą finałową konfrontacją. Napięcie potęguje oprawa dźwiękowa Donato Whartona – nieustający, przenikliwy śpiew cykad, który między scenami osiąga gorączkowe natężenie.

Wad jest tu niewiele, a najbardziej rzuca się w oczy fakt, że w sztuce jest sporo krzyku, co zwłaszcza Toni daje mało okazji do pokazania bardziej subtelnych emocji. Niemniej jednak, w przeważającej mierze jest to świetny kawał teatru, błyskotliwie pokazujący, do jakich kroków posuną się ludzie, by nadać swojej przeszłości... odpowiedni (appropriate) kształt.

Grane do 5 października 2019 r.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS