Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Bad Jews, St James Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Udostępnij

Bad Jews przenosi się do Theatre Royal Haymarket na 6 tygodni, od 8 lutego do 19 marca. ZAREZERWUJ BILETY Bad Jews St James Theatre

22 stycznia 2015

4 Gwiazdki

Troje na czworo to żydzi. Młodszy brat wydaje się słodki, z czupryną, którą aż chce się mierzwić, prostym podejściem do życia i niechęcią do kłótni czy robienia zamieszania. Kuzynka jest zadziorna, porywcza, kłótliwa, okrutna, konfrontacyjna, złośliwa i pełna świętego oburzenia aż po histerię – a przy tym ani blond, ani przesadnie atrakcyjna. Starszy brat to typowy samiec alfa, przyzwyczajony do luksusów, pedantyczny i władczy kolekcjoner „dziewczyn-trofeów”. Jego najnowsza wybranka jest ładna, prosta i serdeczna – i bardzo blond.

A przynajmniej tak się wydaje.

Jedno z nich to fantasta chowający się za religijnym zapałem i tradycją, by zamaskować pęknięcia w swoim życiu i stworzyć personę, która mogłaby przynieść ukojenie nieszczęśliwej egzystencji. Drugie to cichy wyznawca, wierny tradycji bez zbędnego afiszowania się. Kolejne jest serdeczne i otwarte, gotowe dostrzec racje każdej ze stron. Ostatnie zaś to typ człowieka, dla którego religia jest narzędziem używanym tylko wtedy, gdy akurat służy konkretnemu celowi.

Pytanie brzmi: która z czterech postaci – troje spokrewnionych i jedna z zewnątrz – skrywa jaką cechę charakteru?

Sztuka Bad Jews Joshuy Harmona, grana obecnie w St James Theatre po sukcesie w Ustinov Theatre w Bath, zapowiadana jest jako nowa komedia. Nic z tych rzeczy.

Jest to natomiast zwarta, pełna napięcia i świetnie napisana sztuka z mnóstwem żartów – niekiedy bardzo niewygodnych – która wnikliwie przygląda się roli religii we współczesnej Ameryce, a konkretnie judaizmowi. Drzemie w niej jednak uniwersalizm, który powinien poruszyć każdego, kto kiedykolwiek miał w rodzinie osobę mocno przywiązaną do konkretnej wiary.

Fabuła jest dość prosta. Dziadek umiera. Młodszy syn i kuzynka uczestniczą w pogrzebie, ale starszy syn wraz z dziewczyną na niego nie docierają. Wracają z zagranicy wieczorem po ceremonii i dowiadują się, że muszą dzielić małe studio na Upper West Side na Manhattanie z młodszym bratem i kuzynką, którzy koczują tam od dwóch dni.

Kuzynka chce otrzymać „chai” po dziadku – religijną pamiątkę ze złota, którą udało mu się ukryć przed nazistami podczas II wojny światowej. Testament dziadka nie precyzuje, kto ma ją dostać, a matka braci zasugerowała, by oni i kuzynka sami to rozstrzygnęli. Starszy brat pożąda wisiorka i kategorycznie stwierdza, że kuzynka nie może go dostać.

To daje początek gorzkim, brutalnym i pełnym wulgaryzmów tyradom kuzynki i starszego brata na swój temat, ich podejścia do religii i „prawa” do pamiątki. Młodszy brat i dziewczyna zostają wciągnięci w ten spór, ponosząc znaczne straty moralne – czasem w milczeniu, czasem nie. Ostatecznie dochodzi do rękoczynów i nieodwracalnych szkód. W finałowych momentach następuje wyborny zwrot akcji, który podkreśla kompletną niedorzeczność tych oschłych, tendencyjnych tyrad stanowiących trzon sztuki.

Harmon pisze cięte dialogi bez lęku i z niezwykłą werwą. Postacie są precyzyjnie zdefiniowane przez swój język i każda wydaje się prawdziwa, bliska – być może przypomina kogoś, kogo znacie. Po drodze czeka nas kilka sporych zaskoczeń i niewiele rzeczy okazuje się tym, czym wydawały się na początku. To ostry, inteligentny kawałek dramatu.

Jest to również studium mizoginistycznej lekceważącej postawy. Żadna z bohaterek nie wychodzi z tej sztuki obronną ręką. Zmarła babcia to „suka”. Niewidziana na scenie matka chłopców jest w najlepszym razie dwulicowa, w najgorszym – koszmarna. Dziewczyna okazuje się równie interesowna i słaba co kuzynka, choć z innych powodów, i żadna z nich nie dorasta do własnych deklaracji. Kuzynka zostaje obnażona jako kompletna pozerka; złośliwa, nieczuła jędza, która krzyczy i kopie, dopóki nie postawi na swoim, by w końcu zapaść się w sobie bez krzty charakteru. Dlaczego to właśnie kobiece postaci muszą dźwigać ten ciężar?

Zwłaszcza że młodszy brat, choć momentami brakuje mu ikry, jest najlepszą postacią – kimś, kto kocha i szanuje wszystkich, kto potrafi nadstawić drugi policzek i kto tęskni za dziadkiem za to, kim był, a nie za to, co można po nim odziedziczyć. Z kolei starszy brat, choć równie wulgarny co kuzynka, jest przedstawiony tak, by widownia mu sprzyjała – pojawia się później, a jego „słuszne” roszczenia do „chai” są podlane romantycznym sosem i prawem pierworodnego wnuka.

Chcąc zbić kapitał na komizmie wpisanym w karykaturę amerykańskich Żydów, Harmon wykorzystuje patriarchalne wzorce, by uwypuklić swoje tezy. Czy sztuka zadziałałaby równie dobrze z bratem i siostrą, kuzynem płci męskiej i facetem-pięknisiem? Prawie na pewno.

Niemniej jednak reżyser Michael Longhurst robi wszystko, by uniknąć tych pułapek dzięki świetnemu castingowi i pełnym energii, skupionym rolom. Aktorzy z pasją rzucają się w wir emocjonalnych wzlotów, upadków i długich, przeraźliwie niezręcznych pauz. Nawet gdy wiercisz się w fotelu, drżysz przed kolejną sceną lub uświadamiasz sobie, co właśnie się stało (co zdarza się dość często), ani na chwilę nie przestajesz być w tym pokoju z bohaterami, czując napięcie, ból i zawstydzenie.

Najlepszą, najbardziej kompletną kreację stworzył Joe Coen jako Jonah, młodszy brat. Ma mniej tekstu niż pozostali, ale cały czas jest na scenie – obserwuje, reaguje, przewiduje, próbuje gasić pożary. Jego łagodne usposobienie znakomicie kontrastuje ze skłóconymi kuzynami, a sposób, w jaki bez słów komunikuje swój niepokój i strach, jest wzorowy. Finałowe sceny w jego wykonaniu są rozegrane po mistrzowsku.

Jenna Augen jako antagonistyczna i agresywna Daphna to istna chmura gradowa pełna stłumionej nienawiści, zazdrości i lęku, przy jednoczesnym błyskotliwym dowcipie i nieustępliwej inteligencji. To wspaniale złożona rola. Daphna nie jest postacią, którą łatwo pokochać, ale Augen pozwala nam zrozumieć, dlaczego należy ją tolerować, a może nawet podziwiać. Biorąc pod uwagę tekst, to dowód wielkiego kunsztu.

Ilan Goodman jest świetny jako pewny swego dupek, Liam. Jego pogarda dla Daphny jest tak samo namacalna jak miłość (czy raczej pożądanie) do nieszczęsnej Melody, na którą zrzuca ciężar rodzinnych wojen. Goodman doskonale balansuje na granicy szaleńczej napastliwości i oburzenia, kreując postać niesympatyczną, ale zrozumiałą, która przynajmniej czasami próbuje uspokoić sytuację. Ponownie, zważywszy na jadowitość tekstu, Goodman błyszczy, budząc w widzach taką dawkę empatii.

Zaskoczona, piękna, jasnowłosa nie-Żydówka Melody w wykonaniu Giny Bramhill jest absolutnie znakomita. Jej niepewna i wręcz bolesna wersja „Summertime” Gershwina to moment okrutnego, komicznego piękna. Bramhill przekonuje jako zagubiony intruz, dziewczyna zakochana w Liamie, która ostatecznie okazuje się kimś nieco innym, niż się wydawało. Jest słodka, godna i po prostu cudowna.

Scenografia Richarda Kenta jest wyborna, idealnie oddaje prestiż studia na Upper West Side, które prawdopodobnie kosztowało fortunę. Jest stylowo i bezbłędnie pod względem układu i klimatu. Widz czuje się w pełni przeniesiony na Manhattan.

Jeśli w produkcji jest jakaś poważna skaza, leży ona w kluczowej scenie bójki pod koniec sztuki. Realizacja tej brutalnej sceny przez Breta Younta nie jest tak realistyczna, jak powinna, co osłabia siłę całego spektaklu. Szarpanina między czwórką aktorów musi być autentyczna i bolesna do oglądania – a nie jest. To nie wina aktorów, lecz fakt, że Yount nie stanął na wysokości zadania. To kluczowy moment sztuki i zasługuje na więcej realizmu.

Uznanie dla St James Theatre za sprowadzenie produkcji Longhursta z Bath. To świetny wieczór z ciętym dramatem rodzinnym, który bawi, mrozi krew w żyłach i zostawia widza z mnóstwem pytań.

ZAREZERWUJ BILETY NA BAD JEWS ONLINE JUŻ TERAZ Aby otrzymywać wiadomości i oferty biletowe na inne produkcje z West Endu, zapisz się do naszego newslettera

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS