Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Caste, Finborough Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Udostępnij

Susan Penhaligon, Rebecca Collingwood, Paul Bradley, Duncan Moore i Neil Chinneck w spektaklu Caste. Caste

Finborough Theatre,

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

3 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Słuchając głosów płynących z tego zapomnianego XIX-wiecznego komediowego melodramatu, można poczuć dreszcz emocji. To głosy z przeszłości i świata, którego już niemal nie rozpoznajemy, a który jednak – przy ponownym spotkaniu – czujemy się zobowiązani pamiętać i szanować za to, czym był: etapem, przez który musieliśmy przejść, zanim osiągnięto rzeczy doskonalsze.

Dwie siostry, Esther i Polly Eccles (Isabella Marshall i Rebecca Collingwood), kiedy akurat nie zarabiają na życie tańcem w „balecie” przybytków pokroju „Theatre Royal Lambeth”, mieszkają z owdowiałym ojcem (Paul Bradley) – bezużytecznym pijakiem. O rękę Isabelli zabiega George d'Alroy (Duncan Moore), wywodzący się z wyższych sfer, któremu towarzyszy wojskowy kompan, kapitan Hawtree (Ben Starr). Z kolei Polly wpada w oko ambitnemu inżynierowi gazownictwa, Samowi Gerridge'owi (Neil Chinneck). Gdy wieść o nadchodzącym mezaliansie dociera do matki George'a, Markizy de St Maur (Susan Penhaligon), wywodzącej się w prostej linii od Plantagenetów, staje się ona główną przeszkodą na drodze Isabelli do wyrwania się z (raczej szlachetnego) ubóstwa ku wygodom życia żony arystokraty niższego szczebla. To na niej spoczywa ciężar melodramatycznych skłonności sztuki, podczas gdy jej siostra w roli subretki oddaje się elementom komediowym. Cały zespół jest świetnie dobrany, ze szczególnie udanymi kreacjami Starra, Bradleya i Penhaligon, zaraźliwą energią Collingwood i Chinnecka oraz odświeżająco silną wolą zaprezentowaną przez Marshall.

Neil Chinneck, Rebecca Collingwood i Isabella Marshall w Caste

Każdy badacz mrocznych zakamarków historii teatru marzy o przypadkowym odkryciu zaginionego arcydzieła. Tacy odkrywcy zasługują na nasz podziw za wytrwałość w odkopywaniu pereł pogrzebanych przez czas i zmienne mody. Jednocześnie nie powinniśmy ich oceniać zbyt surowo, gdy to, co znajdą, okazuje się być czymś skromniejszym niż nieskazitelnym skarbem.

Tak właśnie jest z „Caste” – zgrabnie napisaną i sprawnie skonstruowaną komedią mieszczańską z połowy XIX wieku. Sam tytuł wskazuje, że była ona skierowana do brytyjskiej publiczności doskonale obeznanej z wewnętrzną strukturą społeczną Indii – ogromnego terytorium w Azji Południowej, które niedawno zostało siłą podporządkowane armii brytyjskiej po upadku powstania z 1857 roku przeciwko rządom Kompanii Wschodnioindyjskiej. Kasty to niezmienne warstwy społeczne, w których rodzi się każdy Hindus i które wyznaczają granice jego egzystencji. Autor sztuki zapożycza ten termin i odnosi go do brytyjskiego społeczeństwa, opisując domowe układy społeczne w równie nieugięty sposób, co starożytny system subkontynentu.

Jak można wywnioskować, aby naprawdę „poczuć” tę sztukę, trzeba znać kontekst, w którym powstała. Niewątpliwie widzowie w latach 60. XIX wieku, gdy spektakl debiutował, posiadali tę wiedzę i dzieło trafiało do nich znacznie łatwiej niż do nas dzisiaj. Obecnie musimy jednak oceniać je – jak każdą inną sztukę – pod kątem zdolności do stworzenia świata, w którym moglibyśmy się zanurzyć, i tu właśnie zaczynają się schody.

Duncan Moore i Isabella Marshall w Caste.

Pod względem konstrukcji, rozrywka pióra T.W. Robertsona spogląda wstecz ku XVIII-wiecznym komediom, ale i wybiega naprzód, ku osobistym i społecznym rozterkom późnowiktoriańskich twórców, takich jak Wilde, Shaw czy Granville-Barker. Jednak w porównaniu ze swoimi poprzednikami i następcami, sztuka wypada dość blado. Choć u podstaw leży angażująca sytuacja dramatyczna, którą reżyserka Charlotte Peters wyciska do cna, a kompozytor i twórca oprawy dźwiękowej Theo Holloway wzbogaca emocje spektaklu, wypełniając teatr monumentalną muzyką z ówczesnych partytur baletowych i operowych, to właśnie wątłość materiału okazuje się jego słabym punktem. Gusta się zmieniły. Od teatru oczekujemy dziś większego ciężaru gatunkowego. Jako ciekawostka, jest to szlachetny eksperyment wskrzeszenia sztuki, która miała swój czas i – z powodów aż nazbyt widocznych – nie przetrwała próby czasu.

Kilka lat temu The Old Vic zaprezentowało nam olśniewające odkrycie „Darmozjada” Turgieniewa – arcydzieła, które zupełnie niesprawiedliwie odeszło w zapomnienie. Cóż, mieli szczęście je znaleźć. Nie każdy może mieć tyle pomyślności. Wystawienie „Caste” to wartościowe ćwiczenie, spektakl jest dobrze zrealizowany i świetnie zagrany, lecz niemal na pewno pozostawi widza z myślą, że w rozwoju XIX-wiecznego teatru brytyjskiego to, co najlepsze, miało dopiero nadejść.

Grane do 18 kwietnia 2017

Zdjęcia: Greg Veit

ZAREZERWUJ BILETY NA CASTE W FINBOROUGH THEATRE

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS