Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Confessional, Southwark Playhouse ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Publiczność, Lizzie Stanton, Jack Archer, Tim Harker. Fot. Simon Annand Confessional

Southwark Playhouse

7 października 2016

4 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Premiera sztuki Tennessee Williamsa to rzadkie wydarzenie, a jeszcze wspanialsze, gdy odbywa się w Little space – scenie będącej odpowiedzią Elephant and Castle na National Theatre. W tej inscenizacji widzowie siedzą bezpośrednio w przestrzeni stylizowanej na pub, rozlokowani przy wypolerowanych drewnianych stołach. Możemy swobodnie zamawiać drinki przy barze czy przemieszczać się, zanurzając się w tej niezwykłej kreacji. Williams, wielki eksperymentator, w pierwszej wersji tekstu z 1970 roku gromadzi swoją typową galerię społecznych wyrzutków i niedopasowanych, stawiając ich przeciwko sobie – i nam – w serii kłótni i introspektywnych monologów podczas zwyczajnego wieczoru w zwykłym barze. Autor pokochałby tę błyskotliwą i pomysłową produkcję Jacka Silvera, który pnie się w górę w naszych oczach dzięki swojemu bezgranicznemu talentowi. Silver bierze amerykańskie realia Williamsa i zręcznie przenosi je – bez zmiany ani jednego słowa w tekście – w mroczny, nadmorski klimat „East Endu nad morzem”, prosto do podupadłego i swojskiego Southend-on-Sea.

Typowy warsztat pracy Williamsa, wielokrotnie opisywany przez Gore’a Vidala, polegał na braniu pomysłu, rozważaniu go w opowiadaniu, a następnie – jeśli miał na to ochotę – tworzeniu jednoaktówki, by sprawdzić, jak broni się na scenie. Jeśli próba wypadła pomyślnie, rozwijał ją w pełnowymiarowy dramat, dopracowując tekst w tylu wersjach, ilu wymagało osiągnięcie ostatecznej formy wizji artystycznej. Ten scenariusz, wypowiadany z wyraźnym akcentem hrabstwa Essex lub bardziej dystyngowanym RP uciekinierów przed problemami z przeszłości, pochodzi z pewnego etapu tej literackiej linii produkcyjnej. To coś znacznie więcej niż zbiór opowiadań – to solidne 90 minut jednoaktowego dramatu przesuwającego granice jedności akcji. Skrypt zdaje się balansować między krótką formą a sytuacją, która aż prosi się o bardziej złożoną i rozbudowaną ekspresję.

Abi McLoughlin i Raymond Bethley w Confessional. Fot. Simon Annand

Nigdzie nie jest to bardziej widoczne niż w postaci Leony Dawson (Lizzie Stanton), która łączy funkcję narratorki, a jej towarzyska osobowość spaja odrębne historie wniesione do sali przez poszczególnych bohaterów. To ona najbardziej skupia na sobie uwagę widzów i to ona zdaje się sugerować możliwość istnienia spójnej „opowieści”. A jednak tego nie robi. Nadzieja na rozpoznawalną, tradycyjną strukturę dramatyczną jest wielokrotnie rozbudzana i równie często – nie tylko przez samą Leonę – niweczona.

Ten nawyk sugerowania akcji, a następnie hamowania jej impetu, widać u wszystkich wykonawców: kucharza-włóczykija Billa McCorkle’a (Gavin Brocker); leniwie zmysłowego i potencjalnie groźnego Steve’a (Rob Ostlere); pękniętej, niemal obłąkanej Violet (Simone Somers-Yeates); zazwyczaj małomównego, lecz czujnego właściciela Monka (Raymond Bethley); dziwnie niepasującego tutaj miejskiego scenarzysty Quentina (Tim Harker) i jego nowego obiektu zainteresowania, młodego Bobby’ego (Jack Archer); alkoholiczki po przejściach Doc (Abi McLoughlin); a nawet w rólkach epizodycznych odźwiernego i policjanta Tony’ego (obie kreacje Alexa Kiffina). Wszystkie te postaci są rozpięte między próbami interakcji a rzucaniem się w surowe, izolowane monologi, co przypomina nieco późniejsze „Kennedy’s Children”. Tennessee Williamsowi nigdy nie można odmówić bycia pionierem nowoczesności.

Rob Ostlere i Simone Somers-Yeates w Confessional. Fot. Simon Annand

Z czasem dociera do nas, że to, czego doświadczamy – mimo nienagannie realistycznej scenografii (świetnie przygotowanej przez Justina Williamsa z pomocą Jonny'ego Rusta i oświetlonej przez Jacka Weira) – jest dalekie od realizmu. Williams zdaje się robić coś podobnego do tego, co Siodmak pokazał w niemym filmie bez fabuły z lat 20., „Ludzie w niedzielę”. Bohaterowie pojawiają się, mówią, wykonują drobne, codzienne czynności i odchodzą. I to tyle. Dla niektórych może to być irytujące, ale spektakl nie pretenduje do niczego więcej. Ludzie przychodzą i odchodzą, nienagannie ubrani przez Katy Clark, poruszając się z niesamowitą energią. Opuszczając salę, z programu dowiadujemy się, że Silver zdecydował się na nowatorski styl gry – brak tu sztywnego ustawienia aktorów na scenie (blocking), a o ruchach decyduje obsada we własnym zakresie pod wpływem impulsu. Ponieważ wiele ich działań zależy od tego, gdzie usiądą lub jak poruszą się widzowie, takie podejście ma sens praktyczny. Jednak niektóre partie tekstu są bardzo długie i złożone, a ta metoda momentami bywa zbyt chwiejna, zwłaszcza dla aktorów na wczesnym etapie kariery. Może to ulec zmianie po kilku kolejnych wieczorach. Mimo to, w powietrzu wciąż unosi się poczucie zagrożenia, które przenika wszystko, co widzimy i słyszymy, dodając dramaturgii w sposób niespotykany i niepokojący. To bardzo w stylu Williamsa.

Simone Somers-Yeates, Raymond Bethley, Lizzie Stanton i widz. Fot. Simon Annand

Cóż, chyba można powiedzieć, że mi się podobało. Czy i Państwu przypadnie do gustu – nie wiem. Pewne jest, że w tym roku nie zobaczycie wielu podobnych rzeczy w teatrze. Warto zaryzykować. Co najgorszego może się stać? Możecie dostrzec kawałek siebie w tych ludziach, w ich konfliktach, miłościach i rozczarowaniach. Możecie żałować, że Tennessee nie dopracował tego tekstu bardziej, wyciągając z niego głębszy sens. Możecie nawet woleć bardziej uporządkowany styl gry. Ale zespół Tramp (produkcja Remy Blumenfeld) uparcie robi coś innego, a jeśli to jest ich punkt startowy, to z niepokojem i nadzieją czekam na to, co pokażą w przyszłości!

Grali do 29 października 2016 REZERWUJ BILETY NA CONFESSIONAL W SOUTHWARK PLAYHOUSE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS