Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Half A Sixpence, Noel Coward Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Half A Sixpence

Noel Coward Theatre

14 listopada 2016

4 Gwiazdki

Bilety tutaj | Więcej informacji

H.G. Wells to jeden z mitologów nowoczesności, a jego przypominająca „Kandyda” opowieść o osieroconym bohaterze, niedobranych kochankach, nagłym wzbogaceniu i równie niespodziewanym bankructwie – a wszystko to pod okiem kapryśnego losu – jest jednym z klejnotów w koronie jego literackiego dorobku. Arthur Kipps, protagonista tej przestrogi o potędze pieniądza, to postać niezwykle lubiana, która fascynuje twórców scenicznych i filmowych niemal od momentu debiutu w 1905 roku. Najtrwalszą wersją okazał się musical napisany dla Tommy'ego Steele'a w 1963 roku, wypełniony genialnymi piosenkami Davida Henekera. To właśnie ta wizja najmocniej zapadła w zbiorową pamięć i stała się punktem wyjścia dla obecnych twórców nowej odsłony tej baśni Wellsa.

Jeśli kochacie styl glamour, produkcja zaprojektowana przez Paula Browna całkowicie Was urzeknie. Stylowa scenografia z altaną orkiestrową i obrotową sceną stanowi tło dla parady późnoedwardiańskiej mody, która zdaje się pochodzić wprost z kart „The Yellow Book”. W pierwszym akcie dominuje kość słoniowa, natomiast drugi otwiera oszałamiająca feeria żółci i czerni, przywodząca na myśl stal toledańską lub salon w domu Sir Johna Soane'a. Światło Paule Constable wydobywa z tych kostiumów wszystko, co najlepsze – w tamtej epoce do teatru chodziło się przecież po to, by podziwiać najnowsze trendy, i pod tym względem spektakl nas nie zawodzi.

Lekka i dynamiczna reżyseria Rachel Kavanagh zdaje się podążać tym tropem: życie każdego bohatera jest tu spektaklem, czy to podczas robienia ślubnych fotografii, czy wjazdu na wesele nowoczesnym motocyklem. Język wizualny przyjęty przez każdą z postaci jest kluczowym, a być może najważniejszym elementem ich osobowości. Widać to najwyraźniej w przemianie debiutanta Charliego Stempa z pomocnika kupieckiego w zamożnego dżentelmena, dokonującej się w stylu godnym „Sartor Resartus” bezpośrednio w miejscu pracy. Szare ubrania robocze ustępują miejsca efektownemu kraciastemu garniturowi i kremowej kamizelce. Podczas gdy jego koledzy rzemieślnicy pozostają w cieniu, on wymusza na swoim dawnym, wyniosłym pracodawcy zwrot „per pan” – co wyraźnie upokarza tego ostatniego, przytłoczonego bezlitosnym kodem społecznym. Pod radosnym snem tej historii zawsze kryje się twarda rzeczywistość.

Partytura Henekera, ostatni brytyjski musical, który z sukcesem podbił Broadway (w 1965 r.) przed erą „Evity” czy „Cats”, wypełnia opowieść melodyjnym pięknem i liryczną inwencją. Jednak nowi autorzy, George Stiles i Anthony Drewe, przekomponowali numery tak, by pasowały do nowej libretta Juliana Fellowesa. Intryga pozostaje ta sama, ale czuć tu znacznie więcej tego, co Arnold Bennett określił jako „dziką wrogość” Wellsa wobec wszystkich postaci poza Kippsem. I całe szczęście. To jest właśnie to, czego musicale z dawnych lat potrzebują, a rzadko otrzymują: scenariusza dopasowanego do współczesnej wrażliwości. Ukazanie mroczniejszych motywacji bohaterów dodaje dziełu atrakcyjności, mitygując słodycz trafnym, przyziemnym realizmem.

Stiles i Drewe wzbogacili spektakl o osiem zupełnie nowych utworów, w tym znakomity ragtime’owy hit „Pick Out A Simple Tune”. Trudno jednak odróżnić, które to ich kompozycje, tak idealnie stapiają się z oryginałem. Osobiście żałuję utworu „Efficiency”, który nie przetrwał zmian, ale zastępujący go numer „Look Alive” nadaje początkowym scenom znacznie większego tempa i energii – czyli, nomen omen, większej efektywności. To znamienne dla tej produkcji: każda decyzja została podjęta z korzyścią dla dynamiki opowieści.

Jeśli chodzi o obsadę, postawiono na debiutanta, rzucając go na głęboką wodę niezwykle wymagającej roli: Charlie Stemp musi wyśpiewać (i często udźwignąć) aż 20 z 23 numerów. Jest bardzo młody, dysponuje imponującą sprawnością taneczną i przyjemnym głosem. Partnerują mu świetnie skontrastowane bohaterki: robotnica Ann (Devon-Elise Johnson) oraz bogaczka Helen (Emma Williams). Vivien Parry świetnie bawi się rolą nadopiekuńczej matki Helen, a Jane How tworzy monument jako Lady Punnet (postać w typie Maggie Smith – fani serialowych hitów Juliana Fellowesa poczują się tu jak w domu). Gerard Carey jest odpowiednio zimnym złoczyńcą jako niedoszły szwagier-defraudant, by za chwilę rozbawić widownię jako hiper-ekspresyjny fotograf ślubny.

Alex Hope robi duże wrażenie jako socjalista Sid Pornick, a Bethany Huckle to czarująca i pełna życia Flo. Klasę West Endu potwierdza Ian Bartholomew jako Chitterlow (widziany niedawno na tej samej scenie w „Mrs Henderson Presents”). 24-osobowy zespół tworzy wspaniałe brzmienie o ogromnej sile przebicia.

Choreograf Andrew Wright to sprawdzony współpracownik Kavanagh i ich wspólne dzieło jest niezwykle spójne. Taniec był kluczowym elementem filmu z 1967 roku, ale tutaj zrezygnowano z długich sekwencji tanecznych na rzecz narracji. Dzięki temu przy hicie „Flash, Bang, Wallop!” publiczność może po raz pierwszy naprawdę wsłuchać się w błyskotliwy tekst. Całości dopełnia 12-osobowy zespół instrumentów dętych, idealnie pasujący do stylistyki altany ogrodowej, grający żywe orchestracje Williama Davida Brohna i Toma Kelly'ego pod batutą Grahama Hurmana. Dźwięk zaprojektowany przez Micka Pottera jest bliski i bardzo bezpośredni, faworyzując wysokie rejestry.

Podsumowując, współpraca Chichester Festival Theatre z Cameronem Mackintoshem zaowocowała wyjątkowo pięknym wznowieniem ukochanej klasyki. To świeże spojrzenie na jedną z najlepszych brytyjskich partytur musicalowych, wzbogacone o świetne nowe teksty uznanych branżowych weteranów. Czysta przyjemność.

Zdjęcia: Manual Harlan

ZAREZERWUJ BILETY NA HALF A SIXPENCE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS