Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Neville's Island, Duke Of York's Theatre ✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Adrian Edmondson, Miles Jupp, Neil Morrissey i Robert Webb w spektaklu „Neville's Island”. Fot. Johan Persson Neville's Island

Duke Of Yorks Theatre

1 Gwiazdka

Wchodząc na widownię Duke of York's Theatre, doprawdy nie sposób nie zachwycić się scenografią Roberta Innesa Hopkinsa do sztuki Neville's Island – „hitowej komedii” Tima Firtha, która trafiła na West End prosto z Chichester.

To genialna scenografia. I nie ma w niej nic zabawnego. To w pełni realistyczne odwzorowanie wyspy Rampshole na jeziorze Derwentwater (Krainy Jezior). Wysokie drzewa, gęste zarośla, autentyczna linia brzegowa usiana skałami i kamieniami, rzeka z wodą wystarczająco głęboką do brodzenia i solidnego chlapania – a do tego deszcz. Ta drobna, mglista mżawka, która pojawia się, gdy liście są tak gęste, że działają jak bariera ochronna, a grube krople zamieniają się w soczystą mgiełkę, delikatny, wilgotny całun wodnego pyłu.

Widzom w pierwszym rzędzie oferowane są foliowe poncza, by chronić ich przed wodą, a gdy spektakl się zaczyna, a Adrian Edmondson (jako Gordon) i Neil Morrissey (jako Neville) zaliczają swoje przemoczone, pełne plusku wejścia, od razu wiadomo dlaczego. Reżyser Angus Jackson narzuca ton od samego początku: to sztuka o wyśmiewaniu cudzego nieszczęścia, wliczając w to siedzących na widowni szczęściarzy, których może spotkać szybka kąpiel zafundowana przez zdeterminowanego aktora liczącego na tani aplauz.

Neville's Island wyszła spod pióra Tima Firtha i została wystawiona po raz pierwszy w 1992 roku w Stephen Joseph Theatre Alana Ayckbourna w Scarborough. Styl pisania w tym utworze ma wiele wspólnego z ówczesną manierą Ayckbourna: jest gorzki, cierpki i oparty na postaciach, które są w gruncie rzeczy nieprzyjemne i trudne do zrozumienia. Brak tu serca, kruchości czy dobroci, co ostatecznie obraca się przeciwko samej sztuce.

W 1992 roku idea wyśmiewania korporacyjnych wyjazdów integracyjnych była niezwykle świeża i to o tym traktuje „Neville's Island”. Czterech mężczyzn pracujących w jednej firmie zostaje wysłanych na surwiwalową przygodę, która ma ich scalić, nauczyć budowania więzi i wykorzystywania ukrytych talentów we wspólnym celu. Oczywiście wszystko idzie nie tak: lądują na wyspie w środku nocy z rozbitą łodzią, przemoczonymi ubraniami, bez zapasów i szans na wezwanie pomocy.

Obecna inscenizacja Neville's Island została najwyraźniej przeniesiona w rok 2014. Jeden z bohaterów, Angus, posiada coś, co wygląda na smartfona – urządzenie raczej niedostępne w 1992 roku. I co niewytłumaczalne, biorąc pod uwagę cały szpej, który ze sobą zabrał (poważny nóż-maczeta, płachta maskująca, palnik gazowy, patelnia itd.), Angus nie pomyślał o powerbanku ani ładowarce. Telefon pada więc zaraz po jednej rozmowie z żoną, która, co dziwne, nie odbiera. Ten brak planowania kompletnie nie pasuje do faceta z plecakiem a la Mary Poppins.

Jeśli akcja dzieje się współcześnie, całe zawiązanie fabuły trąci fałszem. A jeśli to rok 1992, to w ogóle tego nie czuć.

Czas nie obszedł się łaskawie ze sztuką Firtha. Świat poszedł naprzód, a parodiowane tu integracyjne wycieczki to już przeżytek, przemielony przez dziesiątki sitcomów. Niuanse biurowego życia zostały rozebrane na czynniki pierwsze i wyśmiane w „The Office” i jemu podobnych, przez co wszystko, co dzieje się na scenie, wydaje się wtórne, niezbyt śmieszne i nieco desperackie. Połączenie „Zagubionych” z „Wyspą Gilligana” i „Biurem” – nie jest to przepis na porywający humor.

Gwiazdorska obsada raczej przeszkadza, niż pomaga. Od nazwisk tej klasy oczekuje się więcej. Tymczasem w swoich najlepszych momentach jest to zaledwie łagodna komedia. Do udźwignięcia tego materiału wystarczyłoby czterech solidnych aktorów; zaangażowanie wielkich gwiazd tylko pompuje oczekiwania widzów, prowadząc do rozczarowania.

Adrian Edmondson marnuje się w roli wiecznie narzekającego Gordona. W tej postaci nie ma nic wywrotowego ani anarchicznego, przez co Edmondson nie ma szansy pokazać pazura, z którego słynie. Podobnie jest z Neilem Morrisseyem: jego Neville to typ nieco bezużytecznego faceta (to on wpakował łódź na skały mimo ostrzeżeń Gordona) i próżno tu szukać uroku łobuziaka z „Man Behaving Badly”.

Nie chodzi o to, że grają źle – po prostu żadna z tych ról nie wykorzystuje ich atutów, a co ważniejsze, nie trafia w oczekiwania publiczności. To wyjątkowo osobliwy casting.

Miles Jupp radzi sobie lepiej jako „dobrze przygotowany” członek ekipy – radosny optymista z nieobecną żoną, obsesją na punkcie zmarnowanej kiełbaski i nazbyt wybujałą wyobraźnią. Jednak w tej interpretacji brakuje jakiejkolwiek subtelności.

Jako Roy – „pobożniś” z mroczną przeszłością, zmarłą kobietą w tle i skłonnością do upominania wszystkich za nadużywanie imienia Pańskiego – Robert Webb wypada najlepiej z całej czwórki, ze swoim rozbieganym wzrokiem i beztroskim gapiostwem. Jakby mało było tego, że Roy pilnuje modlitwy przed jedzeniem, jest on także zapalonym ornitologiem.

Firth stworzył symfonię stereotypów w tej wariacji na temat „Władcy much” – pierwszy akt kończy się odkryciem krwi na drzewie i lękiem, że na wyspie jest ktoś jeszcze. Podajcie mi konchę.

Chęć dowiedzenia się, skąd wzięła się krew, gdzie podziała się żona Angusa i jaki jest sekret Roya, nie była wystarczająco silna, by dotrwać do drugiego aktu. Tytułowa wyspa może i jest wielką niewiadomą, ale na pewno nie jest miejscem, w którym mieszka śmiech.

Ale słowo daję, scenografia jest wyborna.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS