WIADOMOŚCI
RECENZJA: Red Velvet, Garrick Theatre ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Matthew Lunn
Share
Obsada spektaklu Red Velvet. Fot. Johan Persson Red Velvet
The Garrick Theatre
2 lutego 2016
3 gwiazdki
Zarezerwuj bilety na Red Velvet Kiedy wybitny aktor wciela się w słynną rolę, jego kreację często postrzega się przez pryzmat kontekstów metatekstualnych. Na przykład niezliczeni aktorzy grali Hamleta i postaci nim inspirowane, tworząc fascynujący dialog między swoimi interpretacjami. W sztuce Lolity Chakrabarti Red Velvet, Adrian Lester wznosi to na niezwykły poziom. Gra on Irę Aldridge’a, pierwszego czarnoskórego wykonawcę, który wystąpił jako Otello na londyńskiej scenie – i to niespełna trzy lata po swojej entuzjastycznie przyjętej roli Otella w National Theatre. By jeszcze bardziej skomplikować tę strukturę, widzimy Lestera jako Aldridge’a grającego Otella w scenie 4 aktu III („O, trudno się maskować!”) – to porywające, wielowarstwowe doświadczenie. Akcja Red Velvet toczy się w 1833 roku, podczas prób i późniejszych występów Iry Aldridge’a, którego kreacja Otella zdobyła uznanie publiczności, lecz została zmiażdżona przez ówczesną krytykę. Gdy wielki Edmund Kean mdleje na scenie podczas spektaklu, Pierre Laporte (Emun Elliott), dyrektor Covent Garden Theatre, zastępuje go swoim starym przyjacielem. Decyzja ta spotyka się z konsternacją reszty obsady, a zwłaszcza Charlesa Keana (Mark Edel-Hunt), syna Edmunda, który jako Jago uważa się za naturalnego następcę ojca. Jednak uderzająco nowoczesne metody pracy Aldridge’a zjednują mu zespół, w tym Ellen Tree (Charlotte Lucas), sceniczną Desdemonę i narzeczoną Keana. Mimo to, w roku zniesienia niewolnictwa w Wielkiej Brytanii, pojawienie się Aldridge’a na londyńskiej scenie budzi ogromne kontrowersje, a jego niechęć do kompromisu w kwestii „agresywnego” stylu gry wystawia na próbę relację z Laporte’em.
Adrian Lester jako Ira i Emun Elliot jako Pierre Laporte w Red Velvet. Fot. Johan Persson Trudno wyobrazić sobie ciekawszy dobór obsady, a mało znana historia będąca sercem sztuki zapowiada się obiecująco. Choć jednak w Red Velvet jest wiele elementów godnych podziwu, sama sztuka jest nierówna. Często skłania do refleksji i bywa niezwykle błyskotliwa, ale głównemu bohaterowi brakuje głębszego rysu psychologicznego. Gdy dołącza do zespołu, Ellen Tree zauważa: „Tym, co najbardziej upokarza w tym zawodzie, jest uwaga poświęcana pianiście”. Faktycznie, choć Red Velvet odsłania wiele z aktorskiego kunsztu Iry Aldridge’a, niewiele dowiadujemy się o człowieku, który schodzi ze sceny. Chakrabarti opisuje Aldridge’a jako „niezwykle odważny, nieustępliwy i bezkompromisowy talent”, a spektakl świetnie oddaje to życie sceniczne. Lester rewelacyjnie oddaje perfekcjonizm bohatera, a jego irytacja afektowaną grą kolegów z zespołu stanowi intrygujący i zabawny wgląd w ewolucję aktorstwa. Sztuka bardzo dobrze ukazuje też bezmyślnie lekceważące postawy obsady („kiedy w recenzjach wyczytałem, że był czarny, myślałem, że to taki nastrój!”), skontrastowane z wyrachowanymi atakami krytyków. Słuchanie dehumanizujących recenzji jego Otella czytanych na głos przez białą obsadę to niezwykle mocny moment, a hipokryzja zakładająca, że biały aktor „staje się Otellem”, podczas gdy czarnoskóry „ujawnia swoje prawdziwe ja”, została tu wyeksponowana z dreszczem grozy.
Mimo tych atutów, Aldridge pozostaje postacią dziwnie niepełną. Klamra kompozycyjna, w której polska dziennikarka Halina (Caroline Martin) przeprowadza wywiad ze starszym i zgorzkniałym Aldridge’em, sugeruje, jak bardzo został on zniszczony przez uprzedzenia tamtej epoki. W otwierającej scenie aktor wyszydza ją za nieścisłe informacje na temat jego życia prywatnego – zwłaszcza za przekonanie, że ma dzieci ze zmarłą żoną Margaret (również graną przez Martin). Scena kulminuje w wyzwisku: Aldridge nazywa Halinę „prostą, pozbawioną wdzięku i szacunku”, mimo że ta deklarowała jedynie podziw dla niego. Sugeruje to dekonstrukcję wydarzeń prowadzących do toksycznego cynizmu Aldridge’a, lecz o wielu rzeczach jedynie nam się opowiada, zamiast je pokazywać.
Charlotte Lucas jako Ellen Tree i Amy Morgan jako Betty Lovell w Red Velvet. Fot. Johan Persson
Przebłyski prywatnego życia Aldridge’a widzimy przez pryzmat jego relacji z kobietami. Gdy Margaret pojawia się w jego garderobie w wieczór premierowy Otella, obserwujemy czułość, z jaką wspierają się w konfrontacji z nietolerancyjnym społeczeństwem. Dzięki naturalnej chemii między aktorami to bardzo poruszająca i uczłowieczająca scena. Margaret jednak więcej się nie pojawia, a widz nie otrzymuje domknięcia wątku tej ważnej relacji. Sytuację komplikuje późniejsze oskarżenie Laporte’a o niestosowne zachowanie Aldridge’a wobec Ellen Tree, podparte wzmianką o jego licznych romansach. Nawiązuje to do zabawnej puenty z pierwszego aktu o wieloletniej kochance bohatera, jednak na scenie nie widzimy niczego, co nadałoby temu dramaturgicznego ciężaru. Z kolei pełna pasji i szczerości mowa Laporte’a (świetnie wygłoszona przez Elliotta) o tym, jak trudna jest współpraca z Aldridge’em, wydaje się niespójna z tym, co widzimy podczas prób, gdzie aktor jawi się jako wzór profesjonalizmu.
Adrian Lester w Red Velvet. Fot. Johan Persson
Niemniej jednak, w sztuce są momenty doprawdy znakomite, które wróżą Chakrabarti świetną przyszłość pisarską. Pasja Aldridge’a do sztuki nigdy nie budzi wątpliwości, a Lester bezbłędnie oddaje słuszny gniew bohatera na niesprawiedliwe traktowanie: „Nikt nie mrugnie okiem, gdy babcia gra Julię!”. Z kolei scena, w której sędziwy aktor przygotowuje się do roli Leara, jest pięknie zainscenizowana – Lester i Martin w pełni wykorzystują potencjał surowej scenografii garderoby.
Tekst bywa też niezwykle zabawny. Simon Chandler jest komediowym odkryciem jako zapatrzony w siebie Bernard Warde, a Charles Kean w wykonaniu Edel-Hunta i Henry Forester Cobb’a świetnie oddają absurdalnie melodramatyczne maniery aktorskie tamtych lat – niczym aktorzy Mossop i Keanrick z „Czarnej Żmii”. Doświadczenie aktorskie Chakrabarti widać nie tylko tutaj, ale i w scenicznym analizowaniu motywacji Otella i Desdemony. Lucas i Lester są razem znakomici, a ich wzajemna rezerwa naturalnie ewoluuje w bliską współpracę zawodową. Prawdę mówiąc, chętnie zobaczyłbym więcej Ellen Tree. Jej trafnie ukazana relacja z Charlesem Keanem stanowiła krótki, lecz ciekawy komentarz na temat trudności, z jakimi mierzyły się kobiety w tym zawodzie. Ten wątek, w połączeniu z upokarzaniem Haliny przez dziennikarzy, mógł zostać bardziej rozwinięty, stanowiąc mocniejszy odpowiednik dla losu Iry.
Red Velvet podejmuje szereg trudnych tematów dotyczących rasy w sposób błyskotliwy i skłaniający do myślenia. Sztuka jest ogólnie dobrze napisana, z wieloma udanymi akcentami, a produkcja obfituje w świetne kreacje aktorskie, na czele z Adrianem Lesterem. Mimo to Aldridge pozostaje protagonistą nie w pełni nakreślonym, a zbyt wiele aspektów jego życia jest jedynie relacjonowanych, a nie przeżywanych na scenie. Sprawia to, że mimo wielu zalet, spektakl nie osiąga pełni swojego dramatycznego potencjału. Spektakl Red Velvet można oglądać w Garrick Theatre do 27 lutego
Charlotte Lucas jako Ellen Tree. Fot. Johan Persson
Emun Elliot jako Pierre Laporte. Fot. Johan Persson
Adrian Lester w Red Velvet. Fot. Johan Persson
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności