WIADOMOŚCI
RECENZJA: Road, Royal Court Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
pauldavies
Share
Obsada spektaklu Road. Fot. Johan Persson
Road
The Royal Court
28 lipca 2017
4 gwiazdki
Zarezerwuj bilety Są dwie rzeczy, które postarzają człowieka: dzieci i teatr. Obie potrafią sprawić, że poczujesz upływ czasu. Widziałem oryginalną, objazdową produkcję Road, która teraz z okazji 30-lecia doczekała się nowej inscenizacji w Royal Court. Wystawiano ją w formie teatru promenadowego – nie miałem pojęcia, że teatr może tak wyglądać, to było objawienie. Ian Dury wcielił się w rolę narratora Scullery'ego; uścisnął mi dłoń, a w przerwie śpiewał jednej z moich przyjaciółek. Jane Horricks wraz z obsadą lawirowała między nami, a pewna starsza pani z widowni usiadła w fotelu na scenie – aktorzy po prostu grali wokół niej. Jako ówczesny student nigdy tego nie zapomnę.
Faye Marsay i Liz White w spektaklu Road. Fot. Johan Persson
Reżyser John Tiffany w tej inscenizacji rezygnuje z formy promenadowej. Scena wysunięta jest w stronę widowni, a jej centralnym punktem jest rodzaj szklanej windy, w której odbywają się niektóre monologi i kameralne sceny. Przenosimy się w wieczór na pewnej ulicy na północy Anglii. Czas nieco nadgryzł część materiału, a niektóre kreacje niebezpiecznie ocierają się o karykaturę. Lem Sissay jako Scullery przypomina stereotypowego komika z Północy – czułem, że mógłby jeszcze mocniej wejść w interakcję z publicznością. Niemniej jednak, to świetny zespół z wieloma jasnymi punktami. Wśród nich cudowna June Watson jako Molly, szykująca się na wieczorne wyjście do pubu, przejmująca Liz White w roli maltretowanej żony Valerie oraz Mark Hadfield jako nostalgiczny Jerry, tęskniący za przeszłością widzianą przez różowe okulary. Najlepsza ze wszystkiego jest jednak genialna i wzruszająca scena z Michelle Fairley w roli Helen. Desperacko próbuje ona uwieść pijanego i wymiotującego żołnierza, kusząc go nawet frytkami „podanymi na talerzu”, by po chwili uświadomić sobie, jak bardzo jest on młody i życiowo poturbowany.
Mike Noble i Michelle Fairley w spektaklu Road. Fot. Johan Persson
Od czasu prapremiery sztuki pojawiło się mnóstwo twórców i dzieł portretujących klasę robotniczą, które czerpały z Cartwrighta – od Lee Halla (balet z wózkiem sklepowym w wykonaniu Scullery'ego to wyraźny ukłon w stronę Billy'ego Elliota), przez serial Shameless, po Gary’ego Owena i wysyp dokumentów Channel 4 o beneficjentach zasiłków. Zastanawiałem się, czy tekst nie powinien zostać w pełni uwspółcześniony, ale pozostał on zawieszony w realiach lat 80. Umieszczenie monologów w szklanym boksie sprawia, że wyglądają one jak eksponaty muzealne, co tylko potęguje wrażenie pewnego archaizmu.
Była jednak jedna rzecz, o której zapomniałem. Zawsze tam była, po prostu wyleciała mi z głowy: to, jak genialnym pisarzem jest Cartwright. Jego tekst przebił się przez lata i uderzył mnie prosto w twarz – to prawdziwy hymn na cześć klasy robotniczej i ludzi zmagających się z biedą. Finałowa scena, w której czwórka młodych ludzi wykonuje unikalny rytuał, jest potężna i poruszająca. Eddie, Brink, Carol i Louise (Mike Noble, Dan Parr, Liz White i Faye Marsay – wszyscy doskonali) upijają się przy dźwiękach Try A Little Tenderness Otisa Reddinga, a potem wykrzykują swoją frustrację, by w oczyszczający sposób uwolnić się od rozpaczy. To jedna z najgenialniejszych scen napisanych na potrzeby brytyjskiej sceny, a finał, gdy raz po raz wykrzykują nadzieję na ucieczkę („Somehow a somehow a somehow- might escape”), rozdziera serce. Szkoda tylko, że Tiffany dodał tu zupełnie zbędną sekwencję ruchową w stylu Tai Chi z udziałem całej obsady, co osłabia siłę tego manifestu i łagodzi wydźwięk całości. Ta sztuka musi bronić się sama, a tutaj zbyt często reżyseria i ruch sceniczny tłumią tekst. Niemniej, jeśli nie znacie jeszcze tego dzieła, koniecznie zobaczcie arcydzieło Cartwrighta – i dołączcie do mnie w oczekiwaniu na kontynuację.
BILETY NA SPEKTAKL ROAD
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności