Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The White Devil, RSC, Swan Theatre ✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Zdjęcie: Keith Pattison The White Devil (Biały diabeł) 16 sierpnia 2014 1 gwiazdka

Kilka tygodni temu zespół RSC podjął bezprecedensowy krok – przynajmniej w moim przypadku – pisząc do widzów w sprawie nadchodzącej inscenizacji „Białego diabła” Johna Webstera w reżyserii Marii Aberg (obecnie wystawianej w Swan Theatre), lojalnie ostrzegając:

„Genialna, satyryczna i pełna przemocy sztuka Webstera od wieków stanowi wyzwanie dla publiczności ze względu na serię brutalnych morderstw. Podczas pracy w sali prób staje się jasne, że nasza produkcja nie będzie pod tym względem inna...

Zaangażowaliśmy Marię Aberg, reżyserkę, która podchodzi do spektaklu z silnym pragnieniem połączenia tego 400-letniego tekstu ze współczesnym widzem... wiąże się to z osadzeniem akcji w nowoczesnych realiach, co ma potencjał, by sceny przemocy stały się dla publiczności bardziej bezpośrednie.

W związku z tym chciałem uprzedzić, że nasza inscenizacja będzie zawierać sceny o charakterze przemocowym i seksualnym, które niektórzy widzowie mogą uznać za szokujące. Do tekstu nie dodano żadnego nowego materiału; po prostu dzięki osadzeniu sztuki we współczesnym kontekście, brutalne i pełne namiętności dzieło Webstera wyda się tak sugestywne i wymagające, jak było dla pierwszych widzów w 1612 roku”.

Cytując klasyka na opak: zdaje mi się, że RSC za bardzo się wzbrania.

A mówiąc dokładniej: zdaje mi się, że RSC ostrzega nie przed tym, co trzeba.

Ta nowoczesna wersja Webstera w wydaniu Aberg – pełna sterylnych powierzchni i dominujących ekranów multimedialnych – nie tonie wcale we krwi, nie tętni przemocą (seksualną czy jakąkolwiek inną) i jest bardziej niezrozumiała niż konfrontacyjna. Owszem, pojawia się scena duszenia (i skręcenie karku), które ogląda się z trudem, ale nie jest to nic bardziej drastycznego niż to, co widzieliśmy w innych ostatnich produkcjach na deskach RSC.

Na początku każdego aktu Kirsty Bushell (grająca cudzołożną Vittorię) kroczy na przód sceny, nawiązując celowy kontakt wzrokowy z wybranymi widzami – spojrzenie utrzymuje na tyle długo, by wywołać dyskomfort. Jest niemal naga: biustonosz, barchanowe majtki (takie, jakie uczeń wyobrażałby sobie u zakonnicy), czepek pod perukę, bose stopy. Wrażliwa, a jednak harda. Powoli się ubiera, wciągając widownię w intymne współwinnośc. Kiedy wkłada perukę, „akcja” rusza – czwarta ściana zostaje nieodwracalnie zburzona. W drugim akcie celebruje moment wkładania do bielizny worka z medyczną sztuczną krwią, sygnalizując konspiracyjnie, że w pewnym momencie „tam na dole” pojawi się krew. Przez cały ten czas chłodno wpatruje się w oczy widzów z miną „dlaczego ja?”.

Niepokojące i intrygujące.

Jednak efekt ten za każdym razem pryska, gdy spektakl zostaje zalany głośną, pulsującą muzyką, projekcjami wideo skupionymi na krwi lub fragmentach kobiecego ciała, dziwacznymi, szarpanymi „tańcami” zespołu i wszechobecną atmosferą nocnego klubu w stylu Euro-trash. Całość sprawia wrażenie, jakbyśmy oglądali jakiś fantazyjny odcinek „Żon piłkarzy”. To sensoryczne przeładowanie jest dezorientujące i, mówiąc wprost, kuriozalne.

Najbardziej cierpi na tym sama opowieść. Motywacje, subtelność akcji i reakcji, głębia korupcji, warstwy zemsty i mordu – wszystko to zostaje zagłuszone w pogoni za ideą, że współczesna scenografia zapewni autentyzm i wyzwanie.

Inna kluczowa decyzja reżyserska – zmiana płci brata Vittorii – jest katastrofalnie błędna. Nie mam problemu z tym, by świetne aktorki grały postacie męskie; musi jednak istnieć bardzo ważny powód, by zmieniać płeć bohatera stworzonego przez autora. Aberg ma już w tym doświadczenie: w jej „Królu Janie” Bękarta grała kobieta. Wtedy to nie zadziałało, a tutaj jest po prostu katastrofą.

Kluczem do sztuki Webstera jest poczucie, że męscy bohaterowie wykorzystują, kontrolują i ostatecznie mordują Vittorię oraz Izabelę, żonę kochanka Vittorii (w tej roli Faye Castelow). W uproszczeniu Izabela reprezentuje patriarchalną wizję „dobrej żony”, a Vittoria tę „złą”. Dodanie kolejnej centralnej postaci kobiecej w żaden sposób nie naświetla problematyki sztuki, ani nie mówi niczego odkrywczego o mizoginii.

Sztywna, nudna i w zasadzie jednostajna gra Castelow wbija kolejny gwóźdź do trumny tego pomysłu. Jeśli decydujesz się uczynić z Flaminio kobietę, musi to być postać wyjątkowa; silna, nieustraszona i wyrachowana rywalka dla mężczyzn opływających w patriarchalną lub religijną władzę, a zarazem kobieta zupełnie inna niż jej siostra. Castelow stawia na stonowaną, niemal androgyniczną niejednoznaczność. Rezultat jest pod każdym względem jałowy i pozbawia sztukę dużej części jej siły rażenia.

W dramacie, którego każda ścieżka zbudowana jest na pożądaniu i zdradzie, ta produkcja jest osobliwie pozbawiona jakiejkolwiek cielesności czy instynktownej pasji. Mamy mnóstwo nużących dialogów, ale mało akcji i interakcji. O napięciu czy poczuciu bycia „tu i teraz” można zapomnieć.

To jak oglądanie ocenzurowanego filmu propagandowego: niby wiadomo, czego się spodziewać, ale forma podania całkowicie te oczekiwania niweczy. Aktorzy męscy są bez wyjątku bezbarwni. Cornelia w wykonaniu Liz Crowther jest trudna do zniesienia, a David Rintoul nadaje Monticelso tyle finezji i niuansów, co Dalek z „Doctora Who” obwieszony krucyfiksami.

Bushell wypada najlepiej w tej rozczarowującej obsadzie, ale nigdy nie dostaje szansy, by w pełni zabłysnąć, a to przez ramy konstrukcyjne, które Aberg narzuciła tej przeładowanej metaforami sportowymi produkcji.

To zdumiewające. Ostatnią rzeczą, którą Aberg przygotowała dla RSC, był po prostu genialny spektakl „Jak wam się podoba”. Szkoda, że umiejętności i wnikliwość, które pokazała tam przy opowiadaniu klasycznej historii w świeży, porywający sposób, nie znalazły zastosowania tutaj.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS